Zabójcza Pradaxa: farmaceutyczne oszustwo z lekami przeciwzakrzepowymi

Nowy lek przeciwzakrzepowy o nazwie Pradaxa (dabigatran) szybko stał się hitem na rynku, ponieważ pacjenci ze schorzeniami serca mogli przyjmować go bez konieczności specjalistycznego monitorowania. Okazało się jednak, że to nieprawda, a producenci musieli wypłacić z tego powodu już 650 mln dolarów odszkodowań.

Ofiary dabigatranu

Czy wiesz, że dopuszczenie farmaceutyku do sprzedaży na świecie kosztuje średnio 359 mln dolarów?

Walter Daumler z Wisconsin widział, jak jego siostra Doris wykrwawiła się na śmierć podczas przyjmowania Pradaxy (dabigatranu).

Lekarze byli bezsilni i twierdzili, że nie mieli nic, co mogłoby zahamować krwawienia, spowodowane tym lekiem przeciwzakrzepowym.

Daumler powiedział: „Moim celem jest wycofanie z obrotu tego podstępnego leku, po to, by inni nie musieli doświadczać tego, przez co przeszedłem”.

Helen Hawkins rozpoczęła przyjmowanie Pradaxy w lutym 2011 r. Po miesiącu została przewieziona do szpitala z powodu krwawienia z przewodu pokarmowego, a lekarze musieli przetoczyć jej krew.

W pozwie przeciwko Boehringer Ingelheim (BI), producentowi leku, kobieta oskarża Pradaxę o „poważne obrażenia, które zagrażały życiu”.

Berth Bivens złożyła pozew przeciwko BI po tym, jak jej matka, Nancy Brummett zmarła podczas przyjmowania Pradaxy. Pozew mówi, że firma BI w swoich agresywnych strategiach marketingowych nie wzięła pod uwagę bezpieczeństwa pacjentów.

„W wyniku wadliwej natury Pradaxy, pacjenci, którzy ją łykali nawet przez krótki czas, mieli zwiększone ryzyko powstania zagrażającego życiu krwawienia”.

Cała trójka była w grupie 4 tys. osób, które w maju zeszłego roku otrzymały w sumie 650 mln odszkodowania, chodź do dziś BI twierdzi, że ich sprawie „brakowało konkretów”.

Kiedy pacjent przyjmuje receptę wypisaną przez lekarza, to akceptuje ją ze względu na zaufanie, jakim go darzy. Polecany środek musi być bezpieczny i skuteczny, bo został zatwierdzony przez odpowiednie organy oraz przeszedł szereg gruntownych badań.

Pozwolenie na wypuszczenie leku na rynek to gra o wysoką stawkę, więc łatwo o komplikacje, gdy w grę wchodzą duże sumy pieniędzy. Dopuszczenie farmaceutyku do sprzedaży kosztuje średnio 359 mln dolarów, ale nagroda jest jeszcze większa, dlatego że nowy lek generuje każdego roku 10 razy większe zyski.

Najbardziej niechlubnym przykładem tego procesu był Vioxx – lek przeciwbólowy, stosowany m.in. w przypadku reumatoidalnego zapalenia stawów.

Oszacowano, że mógł on spowodować około 60 tys. zgonów. Jego producent, firma Merck, wypłaciła 5,85 mld dolarów, aby pokryć koszty spraw karnych i cywilnych, po tym jak odkryto, że pracownicy zataili wyniki, które sugerowały potencjalnie śmiertelne skutki uboczne tego specyfiku.

Na światło dzienne wyszedł niedawno kolejny przypadek, tym razem dotyczący leku przeciwzakrzepowego o nazwie Pradaxa (dabigatran), stworzonego w celu zapobiegania udarom u pacjentów z migotaniem przedsionków (nieregularnym lub przyspieszonym rytmem serca).

Odkąd w 2010 r. środek ten został zatwierdzony przez amerykańską Agencję Żywności i Leków (FDA) a rok później przez Europejską Agencję Leków, szybko stał się hitem na rynku, przynosząc ponad miliard dolarów rocznego zysku.

Dabigatran to przykład przełomu w leczeniu chorób serca. Nie wymaga monitorowania pacjentów, w przeciwieństwie do stosowanej od 60 lat przeciwzakrzepowej warfaryny.

Agencja FDA, zafascynowana możliwościami drzemiącymi w leku oraz potencjalnymi oszczędnościami, dopuściła lek do obrotu na podstawie jednego głównego badania, podczas gdy zazwyczaj potrzeba aż dwóch.

Wcześniej tego samego roku, brytyjski Narodowy Instytut Zdrowia i Opieki (ang. NICE) oraz jego odpowiedniki, wprowadzające standardy opieki medycznej w Stanach, Kanadzie i Europie, zadecydowały o stałym stosowaniu dabigatranu w leczeniu chorób serca.

Komplikacje zaczęły się kilka tygodni po zatwierdzeniu leku przez NICE i organizacje od niego zależne.

W maju 2013 r. Boehringer Ingelheim (BI), producent dabigatranu, wypłacił 650 mln dolarów kosztów sądowych, aby rozstrzygnąć 4 tys. przypadków, w których zastosowanie leku mogło w konsekwencji doprowadzić do uszczerbku na zdrowiu, a nawet śmierci pacjenta. Mimo nakazów uregulowania sytuacji, stanowisko firmy pozostaje nieugięte.

Wiceprezes firmy Desiree Rally-Morrison powiedział po rozprawach: „Skuteczność i bezpieczeństwo Pradaxy było wielokrotnie potwierdzone.

Firma BI pewnie stoi za Pradaxą i twierdzi od samego początku, że argumenty strony wnoszącej pozew były niesłuszne”.

Ani organy regulujące, ani producent nie podjęli decyzji o wycofaniu dabigatranu z rynku, pomimo dużej liczby zgonów i poważnych obrażeń spowodowanych przez lek.

Pradaxa - najbardziej niebezpieczny lek?

Mocne słowa, ale poparte faktami. W 2011 r., rok po dopuszczeniu Pradaxy w USA, dabigatran był uznany za najbardziej niebezpieczny lek na receptę.

Raport Quarter Watch (Agencji Żywności i Leków – FDA), który analizuje skutki uboczne leków, doniósł o 542 zgonach i 2367 przypadków krwotoku u pacjentów przyjmujących dabigatran. Główny konkurent – warfaryna – była odpowiedzialna za 72 zgony w tym samym okresie. Co poszło nie tak?

Przez lata szefowie BI przyglądali się z zazdrością rynkowi leków przeciwzakrzepowych. Warfaryna była liderem na rynku od 1954 roku, pomimo nie najszczęśliwszego skojarzenia z trutką dla szczurów, trudności w stosowaniu i uznania za potencjalnie niebezpieczny lek.

Jej stężenie w osoczu krwi pacjentów wymaga ciągłego monitorowania, jednak ciągłe stosowanie tego specyfiku może przyczynić się do zagrażającego życiu krwotoku, nawet jeśli zachowamy odpowiednią ostrożność.

Dlatego każdy nowy lek przeciwzakrzepowy potrzebował tzw. unikalnej propozycji sprzedaży (USP), argumentowali pracownicy BI w raportach z pozwów sądowych. Dowiedzieli się oni także, pocztą pantoflową, że konkurencja miała podobny tok myślenia.Leki przeciwzakrzepowe bez odpowiednich testów mogą być śmiertelnie niebezpieczne. (fot. Dennis Skley, flickr.com, CC BY-ND 2.0)

Jedynym lekiem, w przypadku którego sensowne było zastosowanie mechanizmu USP, był niewymagający monitorowania lek przeciwzakrzepowy. Szpiedzy z BI mieli rację: odkąd po wygranej dabigatranu firma Bayer dostała licencję na Xarelto (rivaroxaban), a Pfizer/Bristol-Myers Squibb Eliquis (apixaban) także otrzymał pozwolenie na obecność na rynku, wszystkie trzy specyfiki rzekomo nie wymagają monitorowania.

Czyżby dabigatran był tak samo skuteczny, a nawet bezpieczniejszy od warfaryny, chociaż nie wymaga monitorowania pacjenta? W 2009 r. firma BI rozpoczęła badania RE-LY i losowo podawała pacjentom z migotaniem przedsionków warfarynę lub dabigatran w dawce 150 mg lub 110 mg.

Wyniki były przekonywujące. Ci, którzy przyjmowali 150 mg dabigatranu dwa razy dziennie, mieli niższy współczynnik wylewów i zatorów (zakrzepów), niż pacjenci przyjmujący warfarynę. Co więcej – oba leki miały taki sam współczynnik poważnych krwawień, choć pacjenci na dabigatranie nie wymagali monitorowania.

Dabigatran - chwyt marketingowy

Choć rok później Agencja Żywności i Leków wydała dabigatranowi przyspieszone zezwolenie, miała wątpliwości od razu po tym, jak ogłoszono wyniki. Poprosiła badaczy, aby jeszcze raz przeanalizowali wyniki pod kątem „niezauważonych przypadków” krwotoków. Do dziś nie wiadomo, ile przypadków śmiertelnych lub zagrażających życiu miało miejsce podczas badań u pacjentów przyjmujących dabigatran.

Wewnątrz firmy BI szefowie wiedzieli, jak ograniczyć przypadki krwotoków – przez monitorowanie osocza pacjentów – tak jak w przypadku warfaryny. Kiedy pacjenci byli monitorowani, było aż o 40% mniej sytuacji z zagrażającymi życiu krwawieniami, w porównaniu z warfaryną. BI stworzyło bezpieczniejszy lek, ale perspektywa ogromnych zysków związanych z możliwością zastosowania mechanizmu unikalnej propozycji sprzedaży USP w przypadku dabigatranu – miała większe znaczenie.

Tymi informacjami firma BI nie chciała dzielić się z organami kontrolującymi. Z maili, które wyszły na światło dzienne podczas procesów, wynikało, że niektórzy pracownicy nie chcieli, aby te obserwacje zostały ujawnione.

Jak to się mówi, fakt, że lek wymaga takiego samego monitorowania jak warfaryna, może w konsekwencji wpływać na jego wizerunek i osłabiać jego wartość rynkową.

Mimo pewnych wątpliwości, FDA zatwierdziło więc lek w październiku 2010 r., BI wypuściła zaś dabigatran na rynek z wielkimi fanfarami. Członek zarządu BI Huberutus von Baumbach ogłosił, że „wprowadzenie na rynek dabigatranu było jednym z bardziej udanych procesów na rynku farmaceutycznym w ostatnich latach”.

Było to możliwe dzięki wsparciu reklamy skierowanej do pacjentów i głoszącej dumnie, że: „Nie musisz już poddawać się regularnym badaniom krwi, aby Twój współczynnik krzepliwości był pod kontrolą”.

Helen Hawkins zaczęła przyjmować Pradaxę w lutym 2011 r. Miesiąc później wylądowała w szpitalu z krwawieniem żołądkowo-jelitowym i przeszła transfuzję krwi.

Kto nas kontroluje?

W związku z narastającą liczbą zgonów, Europejska Agencja Leków kazała zbadać, czy pacjenci przyjmujący przeciwzakrzepową Pradaxę powinni być monitorowani. (fot. Sage Ross, flickr.com, CC BY-SA 2.0)Jak to możliwe, że nasze dobrze opłacane organy regulacyjne nie demaskują wielu oszustw koncernów farmaceutycznych?

Odpowiedź jest prosta – większość z nich dostaje pieniądze od firm. Wielu „ekspertów”, którzy znajdują się w komitetach doradczych amerykańskiej Agencji Żywności i Leków, jest także dobrze opłacanymi konsultantami firm farmaceutycznych, których produkty mają monitorować.

Czterech z sześciu ekspertów z komitetu doradczego, który w 1999 r. po raz pierwszy zatwierdził kontrowersyjny lek Vioxx – odpowiedzialny z co najmniej 60 tys. zgonów – miało powiązania z firmami. 6 lat później 10 z 32 członków zarządu, który zadecydował, że inhibitory COX-2 pozostają na rynku, miało powiązania z producentami tych leków.

W niektórych przypadkach, pracownicy FDA zaprotestowali przeciwko zatwierdzeniu produktu medycznego. Twierdzili, że ich szefowie „skorumpowali proces badawczy” i poważnie naruszyli prawo federalne, wyrażając zgodę na obecność na rynku danego specyfiku.

Naukowcy początkowo zgłosili swoje obawy komisarzowi FDA Andrew von Eschenbach’owi, który zasugerował im, aby o nich „zapomnieli”. Mimo tej porady, zgłosili się do swojego kongresmana, który nakazał, by von Eschenbach przyjrzał się procedurom zatwierdzania leków w FDA.

Liczba zgonów rośnie

Rok po wprowadzeniu leku na rynek, BI zaniepokoiło się potencjalnie śmiertelnymi efektami ubocznymi swojego nowego specyfiku – jak sygnalizował także Quarter Watch.

Osoby nadzorujące przebieg badania pobierały próbki osocza podczas testów, a naukowcy, w tym Paul Reilly z BI, poddawali je analizie.

Stężenie dabigatranu we krwi różniło się diametralnie (nawet do pięciu razy), w zależności od stanu zdrowia nerek i wieku pacjenta. W skrócie, starsi pacjenci, szczególnie ci po 80 roku życia, byli bardziej narażeni na krwawienie i śmiertelny krwotok.

Te niepokojące odkrycia zostały zaprezentowane w 2011 r. i wzbudziły duże wątpliwości wśród pracowników BI. Andrea Clemens, który nadzorował pracę nad lekiem, napisał w wewnątrzfirmowym mailu, że miał obawy i „nie był zadowolony z wyników”.

Rok później, przedstawiciel BI poinformował, że publikacja tych informacji „przyniosłaby więcej szkód niż pożytku… i byłaby szczególnie szkodliwa przy dyskusjach z organami regulującymi”.

Inna pracownica, Jutta Heinrich-Nols, zgodziła się z nim. Opublikowanie tych wyników uczyniłoby „wyjątkowo trudnym” potwierdzenie unikalnej strategii sprzedaży specyfiku jako leku przeciwzakrzepowego, który nie wymaga monitorowania.

W związku z narastającą liczbą zgonów, w 2012 r. Europejska Agencja Leków zwołała specjalne spotkanie grupy ekspertów w celu ustalenia, czy pacjenci przyjmujący dabigatran powinni być monitorowani, czy też nie.

Przedstawiciele BI zostali zaproszeni, aby przedstawić swoją prezentację i ostatecznie zadecydowano, że monitorowanie nie było potrzebne. W zamian zasugerowano, że pod uwagę powinno brać się stan nerek i wiek pacjenta.

Regularne monitorowanie osocza nie jest jednak potrzebne. W specjalnym dochodzeniu British Medical Journal, Deborah Cohen odkryła, że istotne części niepokojącej analizy Paula Reilly’a nie zostały zaprezentowane grupie ekspertów.

W czasie powstawania tego artykułu, lekarze wciąż przepisują dabigatran. Ani organy regulujące, ani producent nie podjęli jeszcze decyzji o wycofaniu go z rynku, pomimo liczby zgonów i poważnych obrażeń, które spowodował. Zaklęte koło nie zostało jeszcze przerwane.

Niektóre leki wymagają specjalistycznego monitorowania, które jest kosztowne dla firm farmaceutycznych. (fot. Victor, flickr.com, CC BY 2.0)

 

Bryan Hubbard

Zobacz też:

Polecamy

Zobacz także

Szybka diagnostyka? Tylko z Mezatorem

Szybka diagnostyka? Tylko z Mezatorem

Profesjonalny sprzęt diagnostyczny pozwala znacząco skrócić czas konieczny na rozpoznanie problemu zdrowotnego. Dzięki temu szybciej można wdrożyć odpowiednią terapię, co pozwoli na skuteczniejsze leczenie choroby.

Amnezja - co to jest i jakie są jej przyczyny?

Amnezja - co to jest i jakie są jej przyczyny?

Amnezja jest zaburzeniem, które powstaje na skutek uszkodzenia pewnej części mózgu. Inną przyczyną jest szok emocjonalny bądź nagła zmiana temperatury. Osoba z tym schorzeniem nie potrafi sobie przypomnieć części faktów z własnego życia.

"Łagodna ośmiornica", czyli polipy w organizmie

Wyglądem przypominają małe baloniki. Wyrastają w miejscach, gdzie występuje śluzówka - nosie, przełyku, macicy. Czy mogą zaszkodzić?

Smaczne i zdrowe przetwory z dzikiej róży

Smaczne i zdrowe przetwory z dzikiej róży

Okazuje się, że ta powszechnie występująca roślina jest najpotężniejszym źródłem witaminy C, dzięki czemu ma ogromny potencjał leczniczy.

Progeria. Czy rapamycyna pomoże?

Progeria. Czy rapamycyna pomoże?

Strach przed starzeniem się spędza sen z powiek tysiącom osób na całym świecie. Co jednak, kiedy problem ten wynika z choroby genetycznej, a siedmioletnie dziecko wygląda jak sześćdziesięciolatek?

Raport specjalny

Niebezpieczne kosmetyki

Niebezpieczne kosmetyki

Nowości

Mleko niskotłuszczowe a choroba Parkinsona

Mleko niskotłuszczowe a choroba Parkinsona

21 wrzesień 2017