Góry nauczyły mnie pokory

Prowadzi program „Ewa gotuje”, jest jurorką w „Top Chef”, wydaje autorskie książki kulinarne, szefuje restauracji Zalipianki w ukochanym Krakowie. Ale jej świat nie kręci się tylko wokół kuchni. Ewa Wachowicz ma duszę wojowniczki, która do pełni szczęścia cały czas potrzebuje silnych doznań. „Bo nic tak nie przyprawia życia, jak adrenalina”, wyjaśnia.

Ewa Anna Baryłkiewicz: Najpierw ustalmy: czy w pani słowniku istnieje takie słowo jak nuda?


Ewa Wachowicz: Nie! Z bardzo prostego powodu: uważam, że inteligentni ludzie się nie nudzą, bo zawsze jest coś ciekawego do odkrycia, zobaczenia, posłuchania, przeżycia. A nawet jeśli wydaje nam się, że tego nie ma, to można zwyczajnie przejść się po lesie, głęboko pooddychać, porozmawiać z kimś o „wszystkim i niczym” albo pomarzyć. Naprawdę jest mnóstwo rzeczy, które można robić, broniąc się przed nudą. Jestem osobą bardzo aktywną, ciekawą świata i ludzi, dlatego w moim prywatnym słowniku nie ma tego słowa. Ale także z tego powodu, że w sposób świadomy wyrzucam je ze swojego życia. Wychodzę z założenia: „co się zabiera do głowy, to i do serca”, a jeżeli coś zapadnie nam głęboko w serce, z czasem wdrożymy to w czyn, więc...


EAB: ...lepiej myśleć pozytywnie, absolutnie! Poza tym pani bardzo dużo pracuje, udziela się charytatywnie, a do tego ma na głowie dom, córkę... Ciężko temu wszystkiemu podołać.

EW: Trochę tych rzeczy mam na barkach. Ale przy tych wszystkich obowiązkach znajduję czas, by spotykać się z rodziną i przyjaciółmi, bo to dla mnie najważniejsze. Mama zawsze powtarzała, że Pan Bóg daje nam na ramiona tylko tyle, ile jesteśmy w stanie unieść – dlatego jeden z nas ma więcej, a drugi mniej. A niektórzy w świadomy sposób dokładają sobie życiowego „ciężaru” na ramiona, ponieważ mają je mocno zbudowane i dobrze wyćwiczone.