Rozmowa pacjenta z lekarzem

Przychodzi pacjent do lekarza i... od razu zaczynają się schody. Wprawdzie pacjent odstał swoje w kolejce po numerek i zgłosił się pod gabinetem o godzinie 14, jak mu kazano, ale opóźnienie jest takie, że przed 16 go nie przyjmą. Kto z nas choć raz nie znalazł się w podobnej sytuacji?

Niby każda wizyta powinna trwać tylko kwadrans, ale niektórym pacjentom lekarz z konieczności poświęca więcej czasu albo odbiera prywatne telefony, czego w godzinach pracy oczywiście nie powinien robić. W każdym razie pacjent musi czekać i wie, że nie warto narzekać, bo on tu nie ma żadnych praw. "Zwolniłem się z pracy, by być tu na 14, gdyż o 16 mam ważne spotkanie i muszę być w firmie", tłumaczy Piotr w rejestracji. "Może pan przełożyć wizytę na inny termin, najbliższy jest za 3 miesiące", słyszy w odpowiedzi. "Ale ja na tę wizytę czekałem cztery miesiące, więc nie mogę czekać kolejnych trzech!", odpowiada zrezygnowany, bo już wie, że niczego nie wskóra.

Wszyscy znamy ten scenariusz, prawda? Piotr odwołuje spotkanie służbowe i czeka w zatłoczonej poczekalni pełnej pacjentów równie zdenerwowanych jak on. A gdy w końcu wchodzi do gabinetu, lekarz ledwie rzuca okiem na wyniki badań i przepisuje standardowe leki. Przecież ma poczekalnię pełną pacjentów i nie będzie wysłuchiwał zrzędzenia jakiegoś 40-latka, że wolałby leki, które mniej niszczą układ trawienny. "Niech facet łyka witaminy i suplementy oraz pije jogurt - jak mu nie pomoże na żołądek, to może na głowę. A tak w ogóle, to on powinien zrobić jeszcze jedno dodatkowe badanie' - tym razem konsekwencją nieprzyjaznych myśli lekarza okazało się skierowanie na badania, ale finał wizyty nie zawsze jest tak korzystny dla pacjenta. Sama kilka razy doświadczyłam znieczulicy polskich lekarzy, ale spotykałam też takich, którzy mimo zmęczenia starali się mnie wysłuchać. A przecież wystarczyłoby wprowadzić elektroniczny system zapisów na wizytę oraz centralną bazę danych umożliwiającą lekarzowi jednym kliknięciem myszki odnaleźć całą historię chorób pacjenta, zobaczyć wyniki badań z różnych przychodni, zlecić badanie internetowo i powiadomić pacjenta mejlem, gdzie może to badanie wykonać. Wyniki też należałoby automatycznie wprowadzać do bazy danych. Wtedy pacjent nie musiałby marnować czasu na ich osobiste odebranie i oszczędziłby sobie przychodzenia do lekarza. Automatycznie kolejki byłyby krótsze. Żyjemy w XXI w., czas zaprząc technologię do ułatwiania nam życia.