Pacjent internetowy. Czy w sieci uzyskamy właściwą diagnozę?

Artykuł pochodzi z magazynu

Holistic Health marzec - kwiecień 2019

Kup ten numer

Żyjemy w czasach internetu. Odkąd komputery wkroczyły do naszego świata, coraz więcej dziedzin życia zaczyna istnieć w sferze rzeczywistości wirtualnej.

Powstanie mediów społecznościowych odmieniło nasze spojrzenie na kontakty międzyludzkie. I choć z jednej strony zbliżyło nas to do potencjalnie nieograniczonej liczby znajomych, to z drugiej odcina nas od rzeczywistości i kontaktu z prawdziwym człowiekiem. Siłą rzeczy tak głębokie zmiany kulturowe nie ominęły świata medycyny. Tylko czy zdrowie człowieka, a co za tym idzie także jego życie, to sprawy, w których możemy w pełni zaufać informacjom z sieci? Robienie zakupów przez internet to jedno, ale szukanie porad zdrowotnych i wcielanie ich w życie to już zupełnie inna sprawa. Tymczasem w mediach społecznościowych nieustannie powstają grupy zawiązywane przez chorych, których łączy wspólna diagnoza. Powstał, nazwijmy to, pacjent internetowy, bardziej skłonny do szukania pomocy w sieci niż w gabinecie lekarza.

Wydawać by się mogło, że wymiana doświadczeń, wsparcie osób, które na drodze do zdrowia są o kilka kroków przed nami, to nic złego. Rozmowa z osobą dzielącą nasze problemy jest przecież podstawą wielu terapii psychologicznych w szczególnie trudnych sytuacjach życiowych. Gdzie kryje się więc zagrożenie? Ufamy, przeświadczeni o szczerości ludzkich intencji, że każda osoba, zwłaszcza jeśli łączy nas z nią ta sama choroba, naprawdę chce nam pomóc. Nieznajomy z internetu staje się dla nas wzorem przechodzenia przez proces leczenia. Pokrzepiamy się myślą, że jeśli komuś udało się odzyskać zdrowie, to nasze zmagania również zakończą się sukcesem. Niekiedy ta wiara w wiedzę i doświadczenie innego chorego przybiera jednak patologiczne formy.

O zgrozo, większość wpisów internetowych zaczyna się od wklejenia swoich wyników badań laboratoryjnych, po czym następuje lawina komentarzy osób z podobnymi wynikami - post zalewają interpretacje dokonywane przez pacjentów. Pojawiają się pomysły na terapię i suplementację, niejednokrotnie przechodzące w kłótnie pomiędzy frakcjami wierzącymi w różne sposoby leczenia. Wiele komentarzy opatrzonych jest zdjęciami cudownych leków, które na pewno pomogą - stają się one niemal ulotką reklamową. Jednak najgorsze są teorie snute przez członków takich grup, którzy mienią się specjalistami, lepszymi od lekarzy, i dają sobie prawo do stawiania diagnozy. Dochodzi czasami do tego, że jeden chory zmienia innemu dawkowanie leków! A co najgorsze, ludzie w to wierzą i stają się królikami doświadczalnymi domorosłych medyków.

Wyjątkowo groźne zjawisko można zaobserwować na forach internetowych dla młodych mam, które nie mając jeszcze doświadczenia w opiece nad dziećmi, szukają wsparcia u innych matek. Bo na kim polegać, jeśli nie na kobiecie z większym doświadczeniem? Niezwykle często pojawiają się wpisy opatrzone zdjęciami maluchów. Na tych fotkach możemy znaleźć niemal wszystkie rodzaje wysypek, krostek, ran, odparzeń i wszelkich anomalii. O ile dodatkowe zasięgnięcie rady nie byłoby niczym złym, o tyle zatrważają pytania towarzyszące przedstawianym zdjęciom: co to jest? czy muszę iść do lekarza? Inne mamy zamiast ograniczyć się do komentarza, który podpowiada zdrowy rozsądek: skonsultuj się z pediatrą, popisują się swoją pseudonaukową wiedzą: u mojego dziecka to była ospa, u mojego pokrzywka, a w ogóle to lekarze się nie znają, namocz dziecko w rumianku itp.

Kolejne zagrożenie to nadużywanie suplementów. O ile dostęp do leków w Polsce został objęty szczelnym systemem zabezpieczeń, o tyle rynek produktów dietetycznych i suplementów może rozwijać się w zasadzie bez ograniczeń, zwłaszcza w internecie. Polecane na internetowych forach produkty, często niedostępne na naszym rynku, chory musi sprowadzić z zagranicy. I tak tysiące zmanipulowanych członków grupy, namówionych przez innych pacjentów, zamawia preparaty o wątpliwym składzie i podejrzanej jakości. Pacjenci przyjmują dziesiątki suplementów, łykają garściami witaminy i mikroelementy, niekiedy wzajemnie modyfikujące swoje działanie.

Chorzy szkodzą sobie, a winą za brak sukcesu w terapii obarczają "niedouczonych" lekarzy i przepisywane przez nich leki. Bo w jaki sposób witaminy czy mikroelementy mogłyby zaszkodzić? Niestety zarówno witaminy, jak i mikroelementy podawane w nieodpowiednich dawkach i bez kontroli lekarza są zagrożeniem dla zdrowia. Konsekwencje ich przedawkowania mogą być tragiczne w skutkach.

Nie wszystkie porady, jakie znajdujemy w odmętach internetu, są złe. Jest wiele rzetelnych portali wiedzy z zakresu zdrowia. Jednak media społecznościowe wydają się najgorszym wyborem, jeśli szukamy profesjonalnej porady. Nic nie zastąpi kontaktu pacjenta z lekarzem, a diagnoza przez internet z założenia jest obarczona olbrzymim błędem i nie jest dopuszczalna w medycynie. Wiele aspektów leczenia, nawet jeśli jest jeden złoty standard dla danej choroby, ustala się indywidualnie w zależności od naszego wieku, trybu życia i przebytych bądź współistniejących chorób. To może ocenić tylko lekarz podczas badania. Czasem nawet drobnostka wyłapana przez spostrzegawczego lekarza może zaważyć na powodzeniu terapii.

(km)

Narzędzia
Ikona wagi
Sprawdź swoje BMI
Nasz kalkulator pozwoli oszacować czy masa ciała jest prawidłowa
Szczególnie polecamy
Poznaj moc spiruliny

Poznaj moc spiruliny

Mikroalga z odległych Hawajów wspiera odtruwanie wątroby, przeciwdziała...

Raport specjalny

Schudnij na lato!

Schudnij na lato!

Nowości

Niebezpieczne e-hulajnogi

Niebezpieczne e-hulajnogi

18 lipiec 2019

Wydanie tabletowe

Tablet O Czym Lekarze Ci Nie Powiedzą App Store