Czy można ufać lekarzom?

Artykuł pochodzi z magazynu

Holistic Health marzec - kwiecień 2019

Kup ten numer

Przychodzi pacjent do lekarza i... często ma gotową diagnozę i wymyślony sposób leczenia. Znamy to? Jasne, że znamy. Komu z nas nie zdarzyło się w pierwszym zdaniu powiedzieć: "Panie doktorze, mam zapalenie gardła, proszę o antybiotyk". Ale są też inni pacjenci, cierpiący na poważne schorzenia, którzy oczekują, że lekarz ich wysłucha, zrozumie, że zastanowi się, jak im pomóc.

Monika ma 19 lat. Od 11. do 16. roku życia brała zastrzyki z hormonem wzrostu, gdyż jej organizm go w ogóle nie wytwarzał. Dzięki nim urosła 30 cm, przytyła 20 kg i była okazem zdrowia. Gdy przestała brać zastrzyki, zaczęły pojawiać się infekcje i bolesne miesiączki. Kolejni ginekolodzy stwierdzali, że jak urodzi dziecko, to jej przejdzie. Szkołę jeszcze dało się opuszczać i lekcje nadrabiać, ale z pracy nie można znikać co miesiąc na 3 dni. Monika rozpoczęła więc wędrówkę po lekarzach. Zgodnie z przepisami poszła najpierw do lekarza pierwszego kontaktu, który był na tyle uczciwy, że przyznał się, że na hormonach się nie zna (sic!) i dał jej skierowanie do poradni endokrynologicznej. Endokrynolog stwierdził, że za wcześnie odstawiła hormon wzrostu, który teraz - jako osobie pełnoletniej - już się jej nie należy. Nie wpadł na pomysł, by zrobić badanie krwi i sprawdzić poziom hormonów. Ginekolog...

Tak, to jest ten moment, kiedy należy się zastanowić, dlaczego studentów medycyny nie uczy się empatii i słuchania pacjentów. Monika spokojnie opowiadała ginekologowi swoje perypetie zdrowotne: jak długo przyjmowała hormon wzrostu, jak kuracja wpłynęła na jej zdrowie i jak źle bez niej funkcjonuje. Lekarz niby robił notatki w komputerze, ale ani razu nie spojrzał pacjentce w oczy, nie zlecił też badania określającego poziom hormonów. Przepisał ważącej 38 kg dziewczynie pigułki hormonalne przeznaczone dla dojrzałych kobiet ważących ponad 60 kg. Efekt? Monika zemdlała w pracy, skąd zabrała ją do szpitala karetka pogotowia.

Dopiero w szpitalu lekarz wysłuchał jej historii z uwagą, prześwietlił przysadkę mózgową odpowiedzialną m.in. za wydzielanie hormonu wzrostu, zbadał poziom wszystkich hormonów i poinformował pacjentkę, że jej organizm wytwarza wszystkich hormonów za mało, a pigułki, które dał jej ginekolog, jeszcze bardziej obniżały ich poziom. Po rocznej wędrówce od lekarza do lekarza Monika dowiedziała się w końcu, co jej dolega, i dostała leki, które unormują funkcjonowanie jej organizmu.

Można było uniknąć tych problemów? Oczywiście! Wystarczyło, by pierwszy lekarz wysłuchał pacjentki, przypomniał sobie, czego uczył się na studiach, i zlecił odpowiednie badania. Dlaczego nie wysłuchał jej endokrynolog, bądź co bądź specjalista od hormonów? Dlaczego ginekolog nie zwrócił uwagi na hormonalne problemy pacjentki i przepisał jej pierwszy lek, jaki mu przyszedł do głowy? Dlaczego lekarze igrali z życiem Moniki? Dlatego że byli zmęczeni? Dlatego że zapomnieli, czego uczyli się na studiach? Dlatego że NFZ nie chce pokrywać kosztów badań?

Czy dlatego, że drobna 19-latka wyglądająca na 15-latkę nie była dla nich partnerem do rozmowy? Bo niby co ona może wiedzieć? Okazuje się, że może wiedzieć bardzo wiele. W końcu nikt nie wie lepiej od samego pacjenta, jakie dokuczają mu dolegliwości i czy rano brakuje mu energii, by wstać z łóżka. Nikt też nie wiedział, jak świetnie Monika się czuła, gdy przyjmowała hormon wzrostu, i jak po jego odstawieniu zaczęły się zmieniać jej ciało i psychika. Przychodzi pacjent do lekarza i... czasem naprawdę wie, co mu dolega.

Dr Danielle Ofri w swojej głośnej książce "What Patients Say and What Doctors Hear" opisuje wiele przypadków, w których brak szacunku do pacjenta niemal doprowadził do tragedii. Opisuje też hipochondrycznych pacjentów, którym nie dolega tak naprawdę nic poza nudą i doszukiwaniem się problemów tam, gdzie ich nie ma. Jak lekarz ma odróżnić hipochondryka od osoby chorej? Dr Ofri przychodzi do głowy tylko jedna odpowiedź: słuchać i słyszeć. Słuchać i usłyszeć, co pacjent chce przekazać. Usłyszeć, zrozumieć i wykazać się empatią.

Dr Ofri nauczyła się tego, gdy jej pacjent, którego brała za histeryka, zemdlał na jej oczach i trafił na salę operacyjną. Od dawna miał problemy z sercem, ale wydawało się, że dobrze toleruje leki i niepotrzebnie do niej dzwoni lub przychodzi co drugi tydzień. Dr Ofri była tym zirytowana, co w pełni zrozumiałe. Dopiero w szpitalu okazało się, że rozrusznik serca nie działa wcale tak dobrze, jak powinien, i należy go wymienić. Irytujący pacjent okazał się więc osobą, która dokładnie, wręcz pedantycznie, obserwuje swój organizm, analizuje wszelkie anomalie, dostrzega pierwsze symptomy choroby i chce natychmiast zapobiec jej rozwojowi. Jak znaleźć złoty środek? Słuchajcie, a usłyszycie.

Polski system opieki zdrowotnej nie jest satysfakcjonujący, wszyscy to wiemy. Lekarze przyjmują 30 pacjentów dziennie, mają na wizytę 15 minut, muszą w tym czasie dopełnić formalności. Ile zostaje na rozmowę z pacjentem? Czy w ogóle można się nim dobrze zająć? Można. Znajoma lekarka opowiedziała mi ostatnio o takiej oto sytuacji. Przyszła do niej matka z 10-letnim Piotrusiem, który narzekał na bóle w klatce piersiowej. Wymogła więc na pediatrze zrobienie echa serca. Pediatra uznał, że wynik badania jest prawidłowy. Podobnie uważał inny pediatra, który także odmówił skierowania dziecka do poradni kardiologicznej. Inaczej do sprawy podeszła moja znajoma. Choć tego dnia przyjęła już ponad 20 pacjentów i nie zdążyła zjeść obiadu, wysłuchała uważnie matki i Piotrusia. Następnie zbadała dziecko, obejrzała wyniki echa serca i zbladła...

Należy do tych lekarzy, którzy w weekendy doszkalają się, biorą udział w różnych kursach i czytają prasę naukową, poświęconą także interpretacji badań. Drobne odchylenia od normy, które jeszcze kilka lat temu nie budziły niczyich podejrzeń, dzisiaj są oceniane zupełnie inaczej. Skonsultowała się z innym stale dokształcającym się lekarzem i w ciągu godziny - poruszając niebo i ziemię - umieściła Piotrusia w szpitalu. Jego serce nie pracowało prawidłowo i aby uniknąć bólu, oddychał płytko, przez co organizm nie dostawał odpowiedniej dawki tlenu. Dziecko będzie zdrowe. Nie wyrośnie na sportowca, ale odpowiednie ćwiczenia i terapia umożliwią mu normalne życie. A wszystko dzięki temu, że przemęczona lekarka pamięta mimo wszystko o dokształcaniu się i uważnie słucha pacjentów nawet wtedy, gdy mają tylko 10 lat.

Wielu z nas miało kontakt z fantastycznymi lekarzami. Ania widziała śmierć swojego ojca. Niezbyt przyjemną, bo zapił się na śmierć na kanapie w salonie. Nie ma sensu używać delikatniejszych słów. Kompletnie pijany, jak to miał w zwyczaju, położył się, wrzeszcząc na rodzinę, żeby mu nie przeszkadzała. Gdy wydawało się, że śpi, Ania weszła do salonu, by przejść do kuchni. Ojciec otworzył oczy, warknął coś niezrozumiałego, beknął i... wyzionął ducha. Tak ta historia brzmi w ustach Ani. Miała wtedy 11 lat. Teraz ma 21 i ciągle nienawidzi ojca. Ma też problemy z oddychaniem. Po jego śmierci zachorowała na astmę i mimo wdychania sterydów rano i wieczorem, dusi się kilka razy dziennie. Po kolejnej wizycie u pulmonologa, który przepisał jej - bez dłuższej rozmowy - kolejną dawkę leków, trafiła do lekarza rodzinnego z powodu bólu brzucha i częstych biegunek.

Tym razem miała prawdziwe szczęście. Lekarz wypytał ją nie tylko o historię chorób w rodzinie, ale też o relacje z rodzicami, o astmę, o to, kiedy się zaczęła i... zalecił psychoterapię. Powiązał bóle brzucha i biegunki, będące reakcją na stres, a także astmę z traumatycznym momentem śmierci ojca. Zainteresował się pacjentką jako człowiekiem, a nie tylko przypadkiem medycznym. Ania posłuchała go i po kilku tygodniach terapii udało się jej wyciszyć na tyle, by na problemy reagować mniej emocjonalnie. To wpłynęło na jej system trawienny - mniej stresu oznacza mniejsze bóle brzucha. Ciągle ma astmę, ale i lekarz, i terapeutka uważają, że jeśli poradzi sobie z traumą, astma też pewnie zniknie.

Nie każdy pacjent jest hipochondrykiem i nie każdy lekarz lekceważy emocje pacjenta. W emocjach, historiach rodzinnych i przeżyciach człowieka można znaleźć przyczynę jego chorób. Lekarze są przemęczeni, wielu pacjentów jest nieznośnych i marnuje ich czas, ale też wielu obserwuje swój organizm i dzięki temu reaguje, gdy coś przestaje w nim prawidłowo funkcjonować. Ważne, by lekarz wysłuchał pacjenta i przeanalizował otrzymane od niego informacje. Ważne, by pacjent wysłuchał lekarza i zastosował się do jego rad. Czy ufać bezgranicznie lekarzom? Oczywiście, że nie! Przykład Moniki najlepiej pokazuje, że jeśli lekarz nie słucha i nie zleca badań, może wyrządzić więcej szkody niż pożytku. Jak zawsze w życiu, najlepiej sprawdza się metoda złotego środka. Obserwujmy lekarza, jego mowę ciała, sprawdzajmy, czy patrzy nam w oczy, czy rozumie, co do niego mówimy, odpowiadajmy na pytania i zadawajmy własne - niech lekarz pokaże, że rozumie nasze problemy i wie, jak je rozwiązać.

Jeśli wzbudzi nasze wątpliwości, poszukajmy innego. I bądźmy uczciwi. Lekarze to inteligentni ludzie. Wielu z nich zna mowę ciała i umie rozpoznać, kiedy kłamiemy i chcemy wzbudzić współczucie. To ich irytuje. Lekarze powinni uważnie obserwować pacjentów, wiedzieć, że ich mowa ciała może być myląca. Powszechnie sądzi się, że skrzyżowane na piersiach ręce są pozycją obronną, czyli człowiek nie chce dopuścić innych do siebie. Ale przecież może mu być zimno i tak się ogrzewa! Zawijanie nóg za krzesło podobno oznacza, że człowiek kłamie i chce w ten sposób umocnić swoją pozycję. A może po prostu ma taki nawyk? Warto zapytać. Najnowsze badania dotyczące wykrywania kłamstw pokazują, że jedynie źrenice reagują naturalnie, rozszerzając się ze strachu lub gdy kłamiemy. Resztę ciała można wyćwiczyć. Ale po co okłamywać lekarza? By wyłudzić od niego receptę na ulubione leki? Trąci narkomanią.

Może lepiej iść do psychologa i sprawdzić, czemu pragniemy tych leków? By wzbudzić współczucie, bo czujemy się samotni i pragniemy towarzystwa i opieki? A może zamiast tego warto wybrać się do domu dziecka i poczytać książkę naprawdę samotnym maluchom? Zanim udamy się do lekarza, zastanówmy się, czy naprawdę jest to konieczne, a gdy już tam będziemy, mówmy szczerze i otwarcie. Lekarz też człowiek. Potraktowany po ludzku wykaże większą gotowość do wysłuchania nas, przyznania się, że czegoś nie wie, i skierowania nas do specjalisty.

Agnieszka Podolecka

Znajdź terapeutę i uzyskaj pomoc
Zgodnie ze swoimi potrzebami medycyny niekonwencjonalnej
Szczególnie polecamy
Co wpływa na przyswajalność magnezu?

Co wpływa na przyswajalność magnezu?

Ten ważny pierwiastek uczestniczy w wielu funkcjach organizmu. Jaki suplement...

Raport specjalny

Bezpieczny dom

Bezpieczny dom

Wydanie tabletowe

Tablet O Czym Lekarze Ci Nie Powiedzą App Store