Podcast: Aktualności na temat nowotworów

Podwójna mastektomia na wszelki wypadek? Nie ma żadnych dowodów na to, by ta "profilaktyczna operacja zapobiegawcza" rzeczywiście zwiększała przeżywalność.

Poniższy tekst jest transkrypcją podcastu pt. "Cancer news", którego można wysłuchać po angielsku na stronie "What Doctors Don't Tell You".

Brian Hubbard: Dzień dobry, nazywam się Brian Hubbard.

Lynn McTaggard: A ja Lynn McTaggart.

Brian Hubbard: Jesteśmy "What Doctors Don't Tell You". I witamy na naszym drugim podkaście. Nie spodziewaliśmy się. Nagraliśmy jeden i myśleliśmy, że to wystarczy, ale najwyraźniej musimy publikować po jednym co tydzień.

Lynn McTaggard: A niech to!

Brian Hubbard: No nie, naprawdę. Chodzi nam o to, żeby rozmawiać o aktualnościach, ale... No cóż, wydajemy WDDTY od roku 1989, mamy więc pewną wiedzę. Tak więc, oprócz przekazywania wiadomości będziemy również je komentować. I w tym momencie nałożę okulary i powiem o wiadomości, która parę tygodni temu ukazała się w Holandii. Naukowcy przyjrzeli się mammografii, którą, jak zapewne wiecie, wykonuje się w ramach rutynowych programów przesiewowych. Zaprasza się na nią w Europie każdą kobietę powyżej 50. roku życia, a w Stanach, jak sądzę, powyżej 40. roku życia, w celu wykrycia nowotworu.

To najnowsze badanie wykazało, że aż połowa wykrytych w mammografii nowotworów to wyniki fałszywie dodatnie, co jest terminem medycznym określającym sytuację, kiedy dostrzega się nowotwór, podczas gdy tak naprawdę go nie ma. Jest to oczywiście bardzo niepokojące z wielu powodów. Dla żadnej kobiety diagnoza "nowotwór" nie jest dobrą wiadomością. Często skutkuje ona jakąś formą leczenia, nawet łącznie z mastektomią, czyli usunięciem piersi, a jednak - nowotworu nigdy nie było. Badacze otworzyli tutaj pewną furtkę, mówiąc, że być może doszliśmy do punktu krytycznego odnośnie mammografii. Ponieważ nagle ryzyko staje się tak samo duże jak jakakolwiek korzyść. Mówią też: "może powinniśmy się temu lepiej przyjrzeć, sprawdzić, czy nie ma jakiejś lepszej technologii". Ale wiem, że ty, Lynn, masz wiele do powiedzenia na temat mammografii.

Lynn McTaggart: Cóż, to jest oburzające. Kiedy sięgam pamięcią do naszych początków jako WDDTY, do roku 1989, przypominam sobie, że w pierwszym roku działalności pisaliśmy na ten temat. O problemie mammografii, o braku wystarczających dowodów jej skuteczności, o olbrzymiej liczbie wyników fałszywie dodatnich. Na tym właśnie polega problem z mammografią - jest tak czuła, że wyłapuje wszelkie istniejące guzki. Wyłapuje więc także obiekty, które w ogóle nie są żadnymi groźnymi zmianami. Wyłapuje zmianę o nazwie DCIS, czyli raka nieinwazyjnego przewodowego sutka. Uważa się go za formę "przedrakową", ale tak naprawdę w absolutnie przytłaczającej większości przypadków nigdy nie przechodzi on w raka. I, jak mówi Brian, problem polega na tym, że mammografia wprawia w ruch cały szereg procedur medycznych, czyli operację, chemioterapię, radioterapię, a to wszystko z powodu czegoś, co nie jest niebezpieczne.

Ale z drugiej strony mammografia często także nie dostrzega istniejących przypadków raka. Najbardziej oburzające w tej wiadomości jest to, że naukowcy zachowują się tak, jakby nie było żadnej alternatywy. Podczas gdy od wielu lat istnieją dwa doskonałe rozwiązania alternatywne, dające o wiele lepsze wyniki: jedno to USG, w którym czujny lekarz jest w stanie wykryć o więcej nowotworów niż przy mammografii, a drugi to nowsza technologia, zwana termografią. Wykrywa ona ciepło i jest niezwykle wrażliwa. Wykrywa nowotwory na bardzo, bardzo wczesnym etapie. Tak że każda kobieta, która się tym martwi i myśli o swojej corocznej mammografii, powinna zastanowić się nad innymi rozwiązaniami. I na koniec jeszcze jedna uwaga - należy pamiętać, że mammografia powoduje raka. Jest to badanie rentgenowskie z użyciem bardzo wysokiej mocy, a każde badanie rentgenowskie, jakiemu się poddajemy, może się przyczynić do powstania nowotworu, zwłaszcza jeśli się te badania skumuluje.

Brian Hubbard: To ciekawe, co powiedziałaś o termografii, ponieważ radiolodzy pracujący już w latach osiemdziesiątych używali obu metod, jako że mammografia wykrywa masę, natomiast termografia wykrywa energię i rozrost. Właśnie tego tutaj szukamy, ponieważ rozrost oznacza, że jest to szybko rosnący nowotwór, szybko rosnący guz, i właśnie ten rodzaj może być śmiertelny. I, paradoksalnie, mammografia oczywiście tego nie widzi, ponieważ nie jest w ogóle w stanie wykryć rozrostu, nie mówi więc nam, czy zmiana jest łagodna, czy złośliwa, czy rośnie, czy nie. Tej informacji nam nie da. Jest to dosyć ciekawe, ponieważ całkiem dobre dowody skuteczności termografii istniały już w latach 80-tych czy 70-tych, badałem to zagadnienie.

Według jednej z teorii tłumaczących, dlaczego ta technologia nigdy się nie przyjęła, jest to technologia zbyt wrażliwa, groziłaby więc przeciążeniem systemu ochrony zdrowia. Była bowiem w stanie wykrywać nowotwory na 8-9 lat przed tym, nim miały one wejść w jakiekolwiek poważniejsze stadium. Oczywiście, oznaczałoby to o wiele więcej dodatkowej pracy dla onkologów, uznano więc, że byłoby to zbyt wiele. I z tego powodu zamiast niej wybrano gorszą technologię, mammografię. Myślę, że najwyższy czas, aby nasze publiczne służby medyczne ponownie przemyślały, rozważyły...

Lynn McTaggart: I wysłały na emeryturę mammografię.

Brian Hubbard: Tak, być może. Myślałem, że ich chcesz wysłać na emeryturę. Ale nie, wysłać na emeryturę tylko ten system. Proszę bardzo. Pozostając przy temacie nowotworów piersi, niedawno ukazało się inne interesujące badanie na temat BRAC1 i BRAC2. BRAC1 i BRAC2 to geny, które mamy wszyscy. Produkują one białko, które pomaga blokować nowotwory. Natomiast jeśli mamy gen wadliwy, co często jest wynikiem dziedziczenia, zwiększa on nasze ryzyko nowotworu. O tym zjawisku było głośno w mediach w roku 2013, kiedy hollywoodzka gwiazda filmowa Angelia Jolie postanowiła poddać się podwójnej mastektomii, ponieważ odziedziczyła wadliwy gen po matce, która z kolei zmarła na raka piersi w wieku 56 lat.

Z tym że to badanie, które ukazało się w tym tygodniu, mówi że owszem, wadliwy gen BRAC1 lub BRAC2 zwiększa ryzyko nowotworu, ale nowotwór ten nie jest bardziej śmiertelny od zwykłego, standardowego nowotworu. Innymi słowy sugeruje, że kobiety, u których ten gen jest wadliwy, tak naprawdę mają czas. Nie jest to wyrok śmierci. Nie oznacza to wyroku śmierci bardziej, niż w przypadku zwykłego nowotworu piersi. Zamiast więc natychmiast decydować się na mastektomię, można trochę poczekać. W bardzo dużym uproszczeniu, przeciętna kobieta ma dwunastoprocentowe ryzyko nowotworu piersi. Jeśli ma wadliwy gen BRAC1 lub BRAC2, to ryzyko rośnie do 16-60%. Ale co bardzo ciekawe - badałem ten temat do następnego numeru WDDTY, więc wiem - jeśli ma się wadliwy gen, można podjąć cały szereg działań. Na przykład aktywność fizyczna jest niewiarygodnie ważna i obniża ryzyko o 25%. Ważną rolę oczywiście odgrywa dieta. Tak że po pierwsze, to niekoniecznie jest śmiertelne, to nie musi być wyrok śmierci, i po drugie, bardzo wiele można zrobić. Jednym słowem - nie wpadajcie w panikę.

Lynn McTaggart: "Nie wpadajcie w panikę", to mało powiedziane. Naprawdę zbadajcie te statystyki. W czasie, gdy Angelina Jolie zdecydowała się na swoją mastektomię "na wszelki wypadek", pisałam duży artykuł i byłam wstrząśnięta, kiedy zaczęłam przeglądać niektóre badania. A propos, tym właśnie się zajmujemy. Wgryzamy się w literaturę medyczną i upubliczniamy tę prywatną rozmowę lekarzy. Na tym polega nasza praca. Odkryłam wtedy, że kobiety z nowotworem piersi w wywiadzie rodzinnym, takie jak Angelina Jolie, mają bardzo małe ryzyko nowotworu, nawet przy tym genie, BRAC1 lub BRAC2. Geny te odpowiadają za bardzo drobny ułamek tych nowotworów w Wielkiej Brytanii. Odpowiadają za mniej niż jedną piątą wszystkich nowotworów rodzinnych, wierzcie lub nie. A znakomita większość kobiet cierpiących na nowotwór piersi, osiem kobiet na dziewięć, nie miała tego nowotworu w rodzinie.

Kolejny wstrząsający aspekt tej sprawy to rozwiązanie, jakie wymyślono dla tego problemu: podwójna mastektomia na wszelki wypadek. Nie ma żadnych dowodów na to, by ta "profilaktyczna operacja zapobiegawcza", jak ją nazywają, rzeczywiście zwiększała przeżywalność, wierzcie lub nie. Kiedy się temu przyjrzano, okazało się też, że wiele, niemal połowa kobiet, miała komplikacje po operacji. Tak że nie o to tutaj tak naprawdę chodzi. Cały czas umyka im jedno, i jest to oburzające - fakt, że w rzeczywistości to czynnik środowiskowy uruchamia raka. By to zrozumieć, należy zrozumieć, jak działają geny. Geny przypominają klawisze fortepianu. Leżą sobie i czekają, by na nich zagrać. A tym, co na nich gra, tym, co jest tutaj ważne, jest to, co znajduje się ponad każdym genem, czyli epigenom. Jest on wrażliwy wyłącznie na wszelkiego rodzaju wpływy środowiskowe od powietrza, którym oddychamy, po wodę, którą pijemy, po jedzenie, które jemy, po przyjaciół, jakich mamy - czyli sumę tego, jak żyjemy. To te czynniki decydują, czy dane klawisze fortepianu zostaną naciśnięte. Tak że możemy mieć wadliwy gen, ale to nie znaczy, że dojdzie do jego ekspresji.

I tutaj jeszcze jedna bardzo ciekawa i ważna uwaga. Przeprowadzono badanie pod nazwą "Women's Health Initiative", którym objęto setki tysięcy kobiet, by ustalić, czy hormonalna terapia zastępcza jest bezpieczna. Badanie trzeba było przerwać z powodu zbyt dużej liczby kobiet, które zapadały na nowotwór. Ta kopalnia wiedzy na wagę złota stała się fantastyczną baza danych na temat setek tysięcy kobiet dla wielu innych badaczy, którzy ją analizowali. Pewien zespół naukowców chciał sprawdzić, czy osoby z nowotworem piersi w wywiadzie rodzinnym narażone są na większe ryzyko tej choroby. Okazało się, że nie ma to żadnego wpływu. Nowotwór piersi w wywiadzie rodzinnym nie miał żadnego wpływu na to, czy kobiety zapadały na tę chorobę, czy nie. Jedyne, co powiązano z zapadalnością na nowotwór piersi, to czynnik środowiskowy, a czynnikiem środowiskowym w tym przypadku była hormonalna terapia zastępcza.

Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie w tym irytuje, Brianie - rozwiązania takie jak mastektomia na wszelki wypadek, jak również hormonalna terapia zastępcza w przypadku usunięcia jajników - Angelina Jolie przeszła także usunięcie jajników, niewątpliwie stosuje więc hormonalną terapię zastępczą. Otóż oba te czynniki zwiększają ryzyko nowotworu. Odkryto związek między silikonowymi implantami i innymi implantami piersi a rzadkim nowotworem piersi znanym jako anaplastyczny chłoniak wielkokomórkowy. Jest to rodzaj chłoniaka nieziarniczego, a ten właśnie nowotwór zabił moją matkę. Tutaj rozwiązanie powoduje raka. No i również homonalna terapia zastępcza - chociaż teraz oczywiście próbują bagatelizować to badanie "Women's Health Initiative", które wykazało, że kobiety stosujące hormonalną terapię zastępczą mają o 60% większe ryzyko nowotworu piersi. Wniosek jest jeden: rozwiązanie jest prawdopodobnie bardziej niebezpieczne od samego problemu.

Zobacz też:

Raport specjalny

Prawa pacjenta

Prawa pacjenta

 

 

Wydanie tabletowe

Tablet O Czym Lekarze Ci Nie Powiedzą App Store