Amy ratuje dzieci z alergią

Artykuł pochodzi z magazynu

Holistic Health wrzesień - październik 2018

Kup ten numer

Dzieci wierzą w komiksowych superbohaterów, którzy obronią je przed wszelkim złem. Taki superbohater zwykle ma za sobą trudne dzieciństwo, a swoje umiejętności nabył dzięki przeróżnym zbiegom okoliczności. Amy Thieringer niewątpliwie spełnia kryteria superbohaterki, ale ma tę przewagę, że istnieje naprawdę. Jest specjalistką ratującą dzieci z alergią przed śmiercią. A wszystko zaczęło się od orzeszka.

Amy wychowywała się w zamożnej rodzinie, wśród równie bogatych sąsiadów w Brockton na przedmieściach Bostonu. W przestronnym i nowoczesnym domu rodzinnym nie brakowało jej niczego - poza miłością. Dzieciństwo Amy upływało wśród kłótni między rodzicami, którzy nie radzili sobie z rozwodem. Dorastała w kolorowych latach 80., gdy modne były obcisłe dżinsy, napuszone fryzury, a zepsuta młodzież z dobrych domów odreagowywała brak miłości i zainteresowania ze strony rodziców na ulicach, organizując wyścigi samochodowe, dobrze znane nam z amerykańskich filmów. Narkotyki także nie były obce naszej dorastającej bohaterce, podobnie jak alkohol. W nauce osiągała średnie wyniki i nie przykładała się do niej. Nieśmiała, z mnóstwem kompleksów i brakiem pewności siebie maskowała swoje problemy buntem.

Nawet matka Amy uważała ją za brzydulę, a jej słowa, zamiast dodawać dziewczynie odwagi, pogłębiały tylko niepewność. Dziadkowie Amy, potomkowie rosyjskich imigrantów, którzy przybyli do Ameryki w poszukiwaniu lepszego życia, długo pracowali na sukces. W latach 50. dziadek Amy, Max Coffman, stworzył sieć dyskontów Mammoth Mart z uroczym słonikiem w logo firmy, a pomysły wdrażane w jego sklepach stały się inspiracją do tworzenia dobrze nam wszystkim znanych wielkich domów towarowych. Młoda kobieta dorastała w cieniu sukcesu dziadka, który doszedł do wszystkiego ciężką pracą, sprytem i niestandardowym podejściem do życia. Zbuntowana i zakompleksiona młoda Amy nie dostrzegała jeszcze, jak wiele cech odziedziczyła po odważnym dziadku1.

Zanim Amy zaczęła walczyć z alergiami

Rodzina Amy, jak większość bogatych rodzin z problemami, szukała pomocy u specjalisty. Gdy dziewczyna była w szkole średniej, zaczęła uczęszczać na terapię do psychologa - pomagał jej zrozumieć przyczynę jej buntowniczego stylu życia i ucieczki od problemów, która powodowała kolejne. Błędne koło złych emocji wydawało się niemożliwe do przerwania nawet z pomocą specjalisty. Jednak nasza bohaterka, z odziedziczonym po przodkach uporem, postanowiła zawalczyć o swoje szczęście - zrozumiała, że musi wyrwać się z domu i odciąć od toksycznej rodziny. Wybrała szkołę z internatem i spróbowała przekonać do tego pomysłu rodziców. Nie byli zachwyceni, jednak pod naciskiem wspierającego Amy psychologa wyrazili zgodę. Terapia pod okiem specjalisty stopniowo porządkowała emocje młodej kobiety, ale też wydobyła na światło dzienne koszmary z jej dzieciństwa. Okazało się, że doświadczenie wykorzystywania seksualnego w dzieciństwie jest podstawową przyczyną jej problemów. Amy odwiedzała wielu specjalistów, jedni chcieli problem omówić szybko i skutecznie się z nim rozprawić, inni zalecali ostrożne przepracowanie tych trudnych doświadczeń. Ta huśtawka emocjonalna doprowadziła młodą kobietę do stanu, w którym zdiagnozowano u niej zespół stresu pourazowego, często będącego wynikiem traumy z okresu dzieciństwa2.

W tej sytuacji ucieczka Amy do szkoły z internatem wydawała się dobrym posunięciem. Dziewczyna zaczęła uczęszczać do placówki dla dziewcząt w Waszyngtonie i dzięki porzuceniu dawnych nawyków stała się wzorową uczennicą. W nowej szkole odkryła swoje mocne strony i przy wsparciu nauczycieli zaczęła odnosić cieszące wszystkich sukcesy. "Pierwszy raz poczułam wtedy, że jestem mądra", wyznała po latach1.

Biorezonans na alergie

Po ukończeniu szkoły Amy rozpoczęła pracę w firmie odzieżowej Talbots. Trafiła do niej wtedy, gdy do sklepów zawitała raczkująca jeszcze komputeryzacja. I tak jak jej dziadek lata temu zrewolucjonizował rynek sprzedaży, teraz ona pisała algorytmy niezbędne do efektywnej sprzedaży i uczyła współpracowników obsługi komputerów. Młoda innowatorka, godna następczyni Maxa Coffmana, poczuła, że oto znalazła się na właściwym miejscu we właściwym czasie. W wieku 26 lat Amy wyszła za mąż i urodziła trójkę dzieci. Niewidzialny bagaż doświadczeń z dzieciństwa, jaki dźwigała ze sobą każdego dnia, nie pomagał jej w ułożeniu życia rodzinnego i nowy dom młodej kobiety zbyt szybko zaczął przypominać ten, z którego uciekła. Spięcia i kłótnie stały się codziennością, więc Amy zakończyła ten związek i została sama z trójką dzieci1.

Punktem zwrotnym w jej życiu okazało się spotkanie lekarza medycyny naturalnej i holistycznej, który szybko został jej drugim mężem. To on wprowadził Amy w świat medycyny alternatywnej i niestandardowych metod leczenia. Zgłębiając tajniki naturalnych metod leczenia, chorób ciała, ale także i ducha, zrozumiała, jak ważna jest samoświadomość oraz intuicja. Jej skołatanym nerwom takie myślenie przywracało spokój. Medycyna holistyczna stała się jej pasją.

Podczas jednej z konferencji dla naturopatów, w której uczestniczyła wraz ze swoim mężem, pierwszy raz spotkała się z urządzeniem do biorezonansu BioScan, które wykorzystuje punkty znane akupunkturze do badania poziomu równowagi w organizmie. Amy dysponowała wrodzonym talentem do obsługi maszyn, komputery były jej pasją, więc szybko nauczyła się obsługiwać urządzenie i zaczęła zgłębiać tajniki nowej metody diagnostycznej.

Biorezonans wykryje alergię

BioScan bada pole energetyczne organizmu, łącząc w sobie trzy dziedziny nauki: informatykę, fizykę i biologię. Urządzenie to samo w sobie nie diagnozuje, ale jest narzędziem do dokonania diagnozy, pogłębionej wywiadem z pacjentem i badaniem lekarskim. Pozwala na opracowanie indywidualnej terapii dla konkretnego pacjenta. W odróżnieniu od narzędzi stosowanych w medycynie klasycznej, w której leczy się chorobę, wykorzystując stałe algorytmy postępowania uwzględniające tylko objawy i parametry, które można zmierzyć, biorezonas dawał dostęp do tego, co niewidzialne dla oka.

Orzechy ziemne
Fot. Pixabay / PublicDomainPictures

Pole energetyczne ciała człowieka wytwarza ponad 400 mln impulsów w ciągu minuty. Impulsy te generowane są przez wszystkie procesy zachodzące na poziomie komórkowym. Urządzenie do biorezonansu bada aktywność autonomicznego układu nerwowego, którego zadaniem jest unerwienie i kontrola pracy narządów wewnętrznych. Jest on na szczęście niezależny od naszej woli. Wyobraźmy sobie, że musielibyśmy sami sterować ciałem i na przykład podpowiadać mu nieustannie: wdech-wydech, bo bez tego oddech by ustał, albo że bez naszego świadomego udziału nie przebiegałby proces trawienia, wytwarzania enzymów czy hormonów. A przecież tych funkcji, które należy koordynować, są setki tysięcy w każdej minucie naszego życia. Właśnie nimi zawiaduje mózg poprzez genialne narzędzie, jakim jest autonomiczny układ nerwowy, podzielony na antagonistyczne względem siebie części: układ sympatyczny i parasympatyczny, których równowaga w działaniu zapewnia nam utrzymanie zdrowia.

Zakres diagnostyczny biorezonansu jest ogromny i obejmuje sprawdzenie poziomu witamin, mikroelementów, aminokwasów, koenzymów i cukru we krwi oraz stanu wszystkich narządów. Dodatkowo otrzymujemy informację o poziomie toksyn i metali ciężkich oraz o stopniu zakwaszenia organizmu. A wszystko to jest możliwe do określenia podczas kilkunastominutowego, nieinwazyjnego i bezbolesnego badania3.

Wynik skanu uzyskany podczas badania jest opracowywany przez program komputerowy, który sprawdzając odchylenia od normy, wskazuje te miejsca w ciele człowieka, które wymagają uwagi ze strony lekarza medycyny naturalnej. Następnie lekarz porównuje wynik badania z objawami wskazywanymi przez pacjenta oraz z badaniem fizykalnym, co pomaga mu postawić diagnozę oraz ustalić leczenie. Z tak doskonałym narzędziem w ręku Amy rozpoczęła pracę u boku męża1,3. Dzięki temu mógł on rozszerzyć diagnostykę oferowaną w swoim gabinecie i precyzyjnie dobierać terapię dla swoich pacjentów.

Stosowana przez Amy metoda, niezrozumiała dla większości ludzi, traktowana była początkowo z lekkim przymrużeniem oka. Pojęcie energii, jej przepływu i równowagi w odniesieniu do ciała człowieka, tak oczywiste dla medycyny tradycyjnej, były większości ludziom obce i budziły uśmieszek na twarzy. A jeśli ktoś w te metody wierzył, traktowany był jak szaleniec. Nic dziwnego, lata 80. i 90. ubiegłego wieku to czas wielkich odkryć w medycynie i galopującego wręcz postępu, który kazał ludziom uwierzyć we wszechmoc medycyny klasycznej. To właśnie w tym czasie powstawały i rozwijały się technologie medyczne znane nam do dziś, opracowano nowe leki, pojawiały się pierwsze nowinki zwiastujące erę inżynierii genetycznej1.

Alergia pokarmowa u dziecka

Wróg zaatakował znienacka i niespodziewanie. Amy musiała się zmierzyć ze śmiertelnym zagrożeniem - alergią. A co gorsza, zaatakowała ona nie naszą bohaterkę, ale największy jej skarb - trzynastoletniego syna. W takiej chwili w każdej matce budzi się superbohaterka gotowa zrobić wszystko dla chorego dziecka.

Amy zawiozła duszącego się syna do szpitala i przerażona czekała na wyniki badań. Do tej pory nie miał takich problemów, był zdrowym nastolatkiem, co się zatem stało, że nie mógł zaczerpnąć powietrza i omal się nie udusił? Diagnoza spadła na Amy jak grom z jasnego nieba - ciężka alergia na orzechy.

Organizm uznał je za alergen i wyzwolił w związku z tym kaskadę reakcji obronnych mogących doprowadzić do straszliwej śmierci wskutek uduszenia. Oczywiście objawy reakcji uczuleniowej bywają różne, każda osoba reaguje inaczej. Może to być pokrzywka, zaczerwienienie skóry, świąd, biegunka i ból brzucha. Czasami pierwszym objawem jest pieczenie w jamie ustnej i obrzęk warg oraz języka. Objawy te występują zwykle z różnym nasileniem, w zależności od siły reakcji alergicznej4. Najgorsze jest jednak to, że trudno walczyć z wrogiem, który czai się praktycznie wszędzie, nawet w produktach, które z orzechami mają niewiele wspólnego.

W przypadku syna Amy sprawa była poważna, ponieważ obrzęk górnych dróg oddechowych mógł doprowadzić do śmierci dziecka. Rozwinął się u niego wstrząs anafilaktyczny, który stanowi bezpośrednie zagrożenie dla życia, jeśli pacjent nie otrzyma natychmiast pomocy1.

Alergia na orzechy jest jedną z najczęściej występujących reakcji i przyjmuje się, że dotyczy około 1% populacji. Chorzy muszą unikać wszystkich orzechów, nie tylko tego gatunku, który wywołał reakcję. Nawet śladowa ich ilość stanowi zagrożenie. Produkty, w których składzie z założenia nie ma orzechów, takie jak czekolady, wyroby czekoladowe, pasztety, płatki śniadaniowe, lody, gotowe sosy, wszelkiego rodzaju pieczywo czy nawet produkty dla niemowląt, mogą również zawierać ich niewielkie ilości. Na etykietach większości artykułów spożywczych podaje się odpowiednie ostrzeżenie dla alergików, jednak nie każdy je czyta.

Osoba cierpiąca na alergię musi być stale czujna i uważać na to, co je, szczególnie poza domem, gdzie nie może w pełni kontrolować zawartości posiłków: w restauracjach, barach szybkiej obsługi czy w stołówkach szkolnych. Większość słodkich przekąsek, batoników i ciasteczek także zawiera orzechy. O ile osoba dorosła jest w stanie w ogóle zrezygnować z jedzenia poza domem, o tyle dziecko raczej nie odmówi sobie spróbowania smakołyków, jeśli zostanie na przykład poczęstowane przez kolegę. Młody człowiek nie chce wyróżniać się, by nie być napiętnowanym przez rówieśników. Młodzież każdą odmienność traktuje zwykle jak dziwactwo5,6.

Amy wiedziała, że choroba jej syna dotyczy nie tylko spraw żywieniowych i wpłynie na całe jego życie. Ponieważ sama miała bardzo trudne doświadczenia z dzieciństwa, chciała za wszelką cenę chronić swoje dziecko. Wiedziała, że alergia będzie przyczyną wielu problemów wieku dorastania. Miała także świadomość, że aktywność fizyczna może nasilać objawy alergii, ale czy mogła zakazać aktywnemu dziecku biegać lub grać w piłkę, skoro to jeszcze bardziej izolowałoby go od rówieśników? Zwykła aspiryna zażyta na ból głowy czy alkohol, który przecież kusi młodych ludzi, również stanowiły zagrożenie i mogły pogorszyć stan jej syna1,5.

Po opanowaniu wstrząsu anafilaktycznego i podaniu odpowiednich leków Amy i jej syn opuścili szpitalny oddział ratunkowy z zaleceniem, aby unikać produktów zawierających orzechy, a w przypadku wystąpienia alergii mieli jak najszybciej przyjechać do szpitala lub wzywać karetkę. Amy nie wyobrażała sobie jednak życia w ciągłym strachu o syna. Wiedziała, że musi znaleźć rozwiązanie i że nie może liczyć na medycynę konwencjonalną. Dla superbohaterki niemożliwe nie istniało, zaczęła więc szukać ratunku w medycynie naturalnej i zgłębiała temat alergii. Okazało się, że u jej podłoża leży reakcja nieadekwatna do zagrożenia, która zamiast pomóc je zwalczyć, sama staje się groźna. Według najnowszych badań jedną z przyczyn jest ciągłe pobudzanie układu odpornościowego przez zanieczyszczenia obecne w środowisku, infekcje i stany zapalne toczące się w organizmie, wprowadzające układ immunologiczny w stan permanentnej gotowości bojowej. To z kolei może powodować, że organizm zbyt silnie reaguje na alergeny. Amy zaczęła więc od terapii naturalnej, której celem było uspokojenie układu odpornościowego i opanowanie współistniejących problemów. Dieta, zdrowy tryb życia, odpowiednie suplementy i leki ziołowe stały się wstępem do terapii7.

Alergia: przeprogramować mózg

Wszedłszy w świat medycyny naturalnej, Amy postanowiła szukać nowych metod leczenia, by pomóc synowi i innym dzieciom z podobnym problemem. Z końcem lat 90. pojawiła się nowa terapia, czyli technika neuromodulacji, w skrócie NMT (ang. Neuromodulation Technique)1,8. Metoda ta w odniesieniu do alergii pokarmowej sprowadzała się do przekonania organizmu, że nie musi atakować jedzenia i wyzwalać reakcji alergicznej. Często porównuje się ludzki mózg do komputera i tym porównaniem posługują się także lekarze zajmujący się NMT. Podobnie jak komputery, które do właściwego funkcjonowania potrzebują raz na jakiś czas zmiany oprogramowania, nasze mózgi również wymagają swoistej "aktualizacji systemu"1,8. Twórca metody NMT dr Leslie Feinberg w wywiadzie udzielonym Susannah Meadows, która pracowała nad książką pt. "The other side of impossible", powiedział: "W NMT komunikujemy się bezpośrednio na linii umysł-ciało, używając bardziej sugestii niż mowy na poziomie świadomego dialogu".

Amy, zafascynowana nową metodą leczenia, która wydawała się dopełnieniem stosowanej przez nią diagnostyki przy użyciu biorezonansu, wzięła udział w konferencji i szkoleniu z zakresu NMT. Podjęła też decyzję o uniezależnieniu swojej praktyki od firmy męża. Nowym celem naszej superbohaterki stała się pomoc dzieciom w zwalczeniu alergii i temu miały służyć jej dalsze poszukiwania1.

Czasami jedno wydarzenie, epizod w odniesieniu do całego życia determinuje naszą przyszłość i przestawia życie na zupełnie inny tor. Tak też stało się z Amy, która cały czas miała w pamięci wstrząs anafilaktyczny syna. To wydarzenie zmieniło ją całkowicie. Wrodzona determinacja w działaniu bardzo jej pomagała. "Myśl, że może mi się nie udać, nigdy nie pojawiła się w mojej głowie. To nie jest mój sposób myślenia. Moim myśleniem jest: okej, to co chcę zrobić?" - wyznała1.

Leczenie alergii: przypadek Dawida

Dawid, rezolutny pięciolatek, został pierwszym pacjentem Amy, który mógł w pełni skorzystać z jej umiejętności. Chłopiec był uczulony na wiele składników pokarmowych, co utrudniało przygotowywanie dla niego posiłków. Największą traumą w życiu malca były jego ostatnie urodziny, podczas których zaczął się dusić po spróbowaniu lodów. Przerażony tym, co się z nim dzieje, obserwował w dodatku spanikowanych rodziców szukających strzykawki z ratującym życie sterydem. Dawid trafił początkowo do męża Amy, jednak pomimo przepisanych suplementów diety jego stan się nie poprawił. Podczas kolejnej wizyty próbowano chłopcu podać macę (pieczywo na bazie pszenicy), co spowodowało wystąpienie opuchlizny na twarzy i jej zaczerwienienie. Amy została wtedy poproszona przez męża o pomoc1.

Nasza bohaterka postanowiła przekonać ciało Dawida, że alergen nie jest dla niego groźny. Wykorzystała do tego celu techniki NMT i o dziwo poprawa nastąpiła niemal natychmiast: wyrównał się oddech chłopca i ustąpiło zaczerwienienie twarzy. Mama Dawida była pod tak wielkim wrażeniem, że postanowiła, iż syn zostanie pacjentem Amy. Zaufanie, jakim obdarzyła nową terapeutkę, wynikało również z wiary w alternatywne metody leczenia. Niestety te, które stosowała ze wskazań innych specjalistów, nie przynosiły rezultatu1.

Na kolejną wizytę przyszła więc zaopatrzona w leki do natychmiastowego podania, gdyby u jej syna rozwinęła się reakcja alergiczna. Na czym polegała sesja? Amy spokojnie tłumaczyła Dawidowi (czytaj: mózgowi chłopca), że jedzenie nie jest jego wrogiem i nie zrobi mu krzywdy. Na zakończenie każdej sesji podejmowała próbę podania mu kolejnych produktów, na które do tej pory był uczulony. Chłopiec stopniowo przestał na nie reagować - pierwszy raz w życiu spróbował soi, jajek i orzechów! Sama Amy była zachwycona, bo oto otrzymała pierwszy namacalny dowód, że jej terapia działa! Po kilku tygodniach przyszedł czas na ostatni test - produkty mleczne. Podczas próby podania lodów Dawid zaczął krzyczeć i panikować, jego usta zrobiły się czerwone i spuchły. Przy żadnym z poprzednich składników pokarmowych nie było takiej reakcji, więc Amy zaczęła się zastanawiać, co takiego stało się tym razem?1

Odpowiedź pojawiła się w jej głowie niemalże natychmiast - to był strach! Zobaczyła w tym małym chłopcu samą siebie z czasów, gdy trudne doświadczenia powodowały u niej gwałtowne reakcje. Zrozumiała, że epizod z urodzin, gdy duszący się chłopiec balansował na granicy życia i śmierci, odcisnął na nim swoje piętno w postaci zespołu stresu pourazowego (PTSD), który tak dobrze znała. Współczuła malcowi ogromnie i rozumiała go. Udało jej się uspokoić Dawida bez użycia leków i wtedy zrozumiała jeszcze jedną rzecz - musiał istnieć związek pomiędzy niepokojem psychicznym a alergią. Postanowiła więc przerwać terapię chłopca i zgłębić ten temat1,2.

Według danych z 2005 r. połowa Amerykanów cierpi na alergię. Zaobserwowano też, że w okresie nasilonych objawów alergii (wiosna i jesień) rośnie liczba samobójstw. Czy to przypadek? Badania wykazały, że istnieje związek pomiędzy ilością alergenów w powietrzu a liczbą osób z objawami depresji, lęków i zaburzeń dwubiegunowych, które zgłaszają się po pomoc do specjalistów. Okazało się, że w organizmie osób z objawami wymienionych zaburzeń zwiększał się poziom cytokin i to one odpowiadały za pogorszenie się stanu psychicznego pacjentów. Cytokiny są czynnikami wyzwalanymi w trakcie reakcji zapalnych i alergicznych. W badaniach na gryzoniach udowodniono, że podczas ekspozycji na alergeny wziewne pojawiają się u nich zachowania świadczące o pobudzeniu i niepokoju. Z kolei badania histopatologiczne mózgów samobójców wykazały u nich w korze czołowej stany zapalne, takie same, jak te, które towarzyszą alergiom9.

W poszukiwaniach odpowiedzi na nurtujące ją pytania Amy niespodziewanie otrzymała wsparcie. Okazało się, że jedna z pacjentek naszej bohaterki, Leslie Brody, jest psycholożką kliniczną, która zajmuje się leczeniem lęków i zaburzeń nastroju zarówno u dzieci, jak i dorosłych. Dr Brody stała się dla Amy łącznikiem pomiędzy światem medycyny klasycznej i naturalnej - w swoich badaniach zajmowała się zależnościami pomiędzy stanem psychicznym pacjenta a jego stanem fizycznym i chorobami. Lęki i niepokoje często towarzyszą alergii, ponieważ każde zagrożenie dla organizmu wyzwala reakcję "uciekaj albo walcz", której celem jest ochrona naszego życia1,10.

Jak to działa? To odruch, nad którym nie panujemy. Pod wpływem silnego stresu w układzie nerwowym dochodzi do licznych reakcji chemicznych, których celem jest zwiększenie wydzielania adrenaliny i kortyzolu w nadnerczach. Gwałtowny wyrzut tych hormonów do krwi przyspiesza bicie serca, podnosi ciśnienie krwi, powoduje wzrost tętna i zwiększenie częstości oddechów. Do naszej krwi trafiają rezerwy glukozy, co więcej, krew z narządów jest przekierowywana do mięśni, serca i mózgu, aby zwiększyć wydolność organizmu. Hormony sprawiają, że człowiek staje się mniej czuły na ból, za to bardziej wrażliwy na dźwięki, obrazy i zapachy, by w porę zauważyć zagrożenie i móc na nie zareagować. Celem takich zmian jest przygotowanie organizmu do walki lub szybkiej ucieczki10. Po konsultacji z dr Brody i zgłębieniu tajników pracy ludzkiego mózgu oraz podstaw psychologii Amy była przekonana, że za reakcję Dawida na lody odpowiedzialny był jego mózg, nie alergia. To po prostu był atak paniki. Przecież dzieci z uczuleniem doskonale wiedzą, co im szkodzi i czego w związku z tym mają unikać. Co gorsza, z czasem nabierają przekonania, że świat jest pełen niebezpieczeństw1.

Alergia i psychoterapia

Nowym elementem kompleksowej walki z alergiami stosowanej przez Amy stała się terapia poznawczo-behawioralna (z ang. cognitive behavioral therapy CBT), którą opracowała dla niej dr Brody. NMT stosowana przez naszą bohaterkę została wzbogacona o elementy CBT i terapii zaburzeń lękowych.

Od tej pory praca z dziećmi po postawieniu diagnozy za pomocą biorezonansu skupiała się na wytłumaczeniu im, jak działa strach i niepokój oraz jak rozpoznawać te stany. Dzieci dowiadywały się, że jest to normalna reakcja naszego organizmu w obliczu zagrożenia, które alergicy podświadomie wiążą z przyjmowanym pożywieniem. Maluchy uczono dziękowania ciału za to, że stara się je chronić, oraz doceniania tego niezwykłego mechanizmu obronnego, w jaki wyposażyła nas natura.

Amy uczyła dzieci także komunikowania się ze swoim wnętrzem, aby reakcja na zagrożenie nie była nadmierna i nie prowadziła do niepożądanych reakcji. Wprowadziła także elementy pozytywnego myślenia, projekcji i afirmacji, dzieci mówiły: "jestem bezpieczny", "jedzenie jest dobre i nieszkodliwe", "nie muszę się bronić" tak długo, aż ich psychika i organizm zaczynały wierzyć, że tak jest naprawdę. Uczyła swoich podopiecznych pozytywnego postrzegania samych siebie i własnej wewnętrznej siły. W chwilach zwątpienia i ataku lęku u małych pacjentów korzystała z akupresury. Jednocześnie dzieci były zapewniane, że nie muszą żyć w strachu, bo przecież zawsze pod ręką są leki przeciwalergiczne, a świadomość tego, że w odwodzie jest to, co w ich mniemaniu naprawdę działa, pomagała w opanowaniu emocji1,11.

Terapia poznawczo-behawioralna okazała się strzałem w dziesiątkę. Amy powróciła do leczenia małego Dawida i odniosła spektakularny sukces. Chłopiec był pod jej opieką w sumie 5 lat, lecz po tym czasie, już jako szesnastolatek, mógł jeść praktycznie wszystko, włącznie z budzącymi niegdyś grozę lodami! Pozostało tylko pytanie, czy chłopcu pomogła terapia, czy po prostu jak wiele innych dzieci wyrósł z alergii?1

Czy to działa? Na dowód, że to jednak efekt terapii zastosowanej przez naszą bohaterkę, nie trzeba było długo czekać. Do Amy zgłosiła się mama 5-letniego Jacoba, u którego w wieku 9 miesięcy przy pierwszym podaniu mieszanki mlecznej dla niemowląt doszło do wstrząsu anafilaktycznego i malucha ledwo odratowano. Lekarze stwierdzili, że chłopiec wykazuje uczulenie na tak wiele składników pokarmowych, iż jego los jest właściwie przesądzony i w każdej chwili może dojść do kolejnej, niezwykle silnej reakcji. Zdesperowana mama Jacoba zaczęła szukać pomocy, jednak kolejne terapie nie przynosiły skutku. Zaczęła już tracić resztki nadziei, gdy pierwszy raz usłyszała o "tej lekko szurniętej kobiecie". Okazało się, że chodzi właśnie o Amy Thieringer, w której sukcesy wierzyło niewiele osób, ponieważ nie rozumiano zasad, na jakich oparła ona swoją kompleksową terapię.

Podczas pierwszego spotkania z Jacobem i jego mamą Amy odkryła, że traumatycznym przeżyciem tak dla mamy, jak i syna był pobyt w szpitalu i ratowanie życia chłopca. Oboje schowali głęboko w podświadomości te wspomnienia i towarzyszący im strach, by spróbować żyć w miarę normalnie. Jednak nic nie było takie, jak powinno, a chłopiec, zamiast bawić się radośnie z rówieśnikami, widział w otaczającym go świecie same zagrożenia i popadał w paranoję, pytając ciągle mamę, czy to, co robi lub je, jest bezpieczne.

Nie tak powinno wyglądać dzieciństwo. Gillian, mama Jacoba, rozpoczęła pod okiem Amy terapię syna. Zaczęła zadawać mu od dawna zakazane pytania o to, co chciałby zjeść, gdyby mógł. Odkryła z rozpaczą, że jej syn nie zna smaku tak wielu potraw, iż nawet nie wie, że mu czegoś brakuje. Pozytywne nastawianie chłopca do pokarmów zaczęła od listy produktów do spróbowania, później pojawiły się u nich w domu wykresy, rysunki i piosenki mówiące o tym, że kiedyś pokona alergię, musi tylko chcieć - wszystko to, co mogło chłopca zmotywować i wesprzeć. Jacob zaczął mówić otwarcie o swoich niepokojach, że boi się pocałunków swojej mamy, bo jeśli zjadła coś, co mu szkodzi, to jemu stanie się krzywda. A jednym z największych marzeń chłopca było pójście do szkoły bez strachu1. Marzenie to spełniło się po 4 latach terapii. Jacob mógł już wtedy jeść wszystko, co chciał, w tym to, co jeszcze niedawno z pewnością by go zabiło! Był pierwszym dzieckiem leczonym kompleksową terapią naturalną z wykorzystaniem biorezonansu do ustalenia alergenów, NMT do przeprogramowania układu nerwowego oraz CBT w celu zwalczenia traumy i lęków. Połączenie tych metod dało nieoczekiwany i spektakularny efekt w odniesieniu do alergii wziewnych, kontaktowych i pokarmowych1.

Leczenie alergii: metoda A.R.T.

Amy opatentowała swoje odkrycie pod nazwą A.R.T. Allergy Release Technique™ i prowadzi praktykę w Lexington w Massachusetts. Pomogła, jak sama mówi, ponad 300 dzieciom zwalczyć chorobę i rozpocząć nowe życie.

Susannah Meadows, autorce książki "The other side of impossible", udało się potwierdzić tylko 65 przypadków wyleczenia z alergii. Sama Amy przyznaje się także do 10-15% porażek, kładzie je jednak na karb złej współpracy z rodzicami chorych dzieci, a przez to i z samymi dziećmi. Pomimo sławy szerzącej się pocztą pantoflową, od jednej zachwyconej matki do drugiej, wiele osób było nadal sceptycznie nastawionych do niezrozumiałej terapii.

Amy i dr Brody, współpracujące ze sobą już na stałe, postanowiły poddać opracowaną przez siebie metodę badaniom naukowym, by zyskać namacalny dowód, że terapia działa1.

Dzięki wsparciu darczyńców udało się zebrać fundusze na badania, których w 2016 r. podjął się Boston's Children's Hospital. Celem jest uzyskanie powtarzalnych i mierzalnych wyników terapii A.R.T. u pacjentów z alergią. Badania trwają i zarówno Amy, jak i jej pacjenci, czekają na naukowe potwierdzenie skuteczności terapii. Sukcesy Amy przedstawił "New York Times", stacja CBS News, "O, The Oprah Magazine" oraz popularny w USA program telewizyjny typu talk show The Dr. OZ Show (Doktor OZ radzi), prowadzonym przez znanego kardiochirurga.

Zdobyte doświadczenie pozwoliło Amy na stwierdzenie, że organizm potrzebuje średnio od 4 do 8 miesięcy, aby zacząć tolerować alergen, przy czym nie można pracować nad więcej niż jednym alergenem. Dlatego też terapia A.R.T. jest wieloetapowa i rozciągnięta w czasie. Jednocześnie pacjenci są poddawani leczeniu współistniejących chorób, ponieważ ciało to jedność i nie można oddziaływać na nie wybiórczo1,12. Terapia opracowana przez Amy Thieringer działa, o czym świadczą setki małych pacjentów, którym medycyna konwencjonalna nie dawała szans na normalne życie, tymczasem zyskali je dzięki tej kompleksowej metodzie.

Amy niestrudzenie pomaga dzieciom odzyskać zdrowie, dzieciństwo i radość życia. Jej metoda jest bezpieczna, nieinwazyjna i bezbolesna, a co najważniejsze - działa. Jak każda nowość przecząca diagnozom medycyny zachodniej spotyka się z chłodnym i sceptycznym przyjęciem ze strony lekarzy. Jednak coś się w świadomości świata medycyny zmienia, bowiem coraz więcej lekarzy przyznaje, że wpływ naszej psychiki na zdrowie jest o wiele większy, niż dotychczas sądzono. Zachód dopiero odkrywa prawdy, które dla tradycyjnych systemów medycznych, jak świat długi i szeroki, były oczywiste od zawsze: ciało i umysł to jedno. Dla wielu dzieci i ich rodziców metoda Amy stała się wybawieniem. I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od małego orzeszka.

Kamila Makowska-Serkis

 

Holistic Health wrzesień - październik 2018
Znajdź terapeutę i uzyskaj pomoc
Zgodnie ze swoimi potrzebami medycyny niekonwencjonalnej

Zobacz także

Przełyk Barreta - groźne powikłanie choroby refluksowej

Przełyk Barreta - groźne powikłanie choroby refluksowej

Problemy żołądkowe często przypisywane chorobie refluksowej mogą tak naprawdę być objawem nowotworu przełyku

Leki, które szkodzą

Leki, które szkodzą

Leki ratują nasze zdrowie, a niekiedy nawet życie, zapobiegają chorobom, zwalczają ich przykre objawy, wspomagają metabolizm lub odpowiednio go modyfikują. To prawda, ale czy zdajemy sobie sprawę z zagrożeń związanych z farmakoterapią? Jak uniknąć pułapek wynikających z przyjmowania leków i bezpiecznie walczyć z każdą chorobą?

Awocado - właściwości lecznicze

Awocado - właściwości lecznicze

Gdy w XVI wieku hiszpański konkwistador Hernán Cortés podbijał tereny dzisiejszego Meksyku, nie przypuszczał nawet, że stanie się poniekąd odkrywcą owocu, który obecnie jest symbolem źródła zdrowia i młodości. Chodzi o smaczliwkę wdzięczną, czyli doskonale znane nam awokado.

Na straży hormonów tarczycy

Na straży hormonów tarczycy

Coraz większą uwagę zwraca się na suplementację pierwiastkami śladowymi w przebiegu chorób tarczycy. Podstawowym czynnikiem wpływającym na prawidłową pracę tego gruczołu pozostaje spożycie jodu, ale rosnące znaczenie przypisuje się również selenowi.

Od hemoroidów do anemii

Od hemoroidów do anemii

Ignorowanie problemu guzków krwawniczych może prowadzić do częstych krwawień, w wyniku których spada stężenie hemoglobiny i może rozwinąć się niedokrwistość.

Szczególnie polecamy
Co wpływa na przyswajalność magnezu?

Co wpływa na przyswajalność magnezu?

Ten ważny pierwiastek uczestniczy w wielu funkcjach organizmu. Jaki suplement...

Raport specjalny

Bezpieczny dom

Bezpieczny dom

Nowości

Witamina A chroni przed rakiem skóry

Witamina A chroni przed rakiem skóry

4 grudzień 2019

Wydanie tabletowe

Tablet O Czym Lekarze Ci Nie Powiedzą App Store