Raport specjalny

DEPRESJA - epidemia chorych dusz

Wszystkie artykuły
Ukryte przyczyny depresji i uzależnień

Ukryte przyczyny depresji i uzależnień

Bryan Hubbard przez lata cierpiał na chroniczną depresję. Oto jego relacja i odkrycia, które mogą rzucić nowe światło na przyczyny tego problemu.

W sierpniu 2014 roku amerykański aktor Robin Williams popełnił samobójstwo (fot.error 4o4 found, flickr.com, CC BY-ND 2.0)Udało mi się odwrócić moją chroniczną depresję dzięki temu, że zrozumiałem co się dzieje i dlaczego cierpiałem na nią przez ponad 10 lat. W trakcie tego procesu udało mi się odkryć, że przyczyna zarówno mojej depresji, jak i jak się domyślam tej, która dotyczy niezliczonej ilości ludzi, nie jest uznawana, ani nawet rozpoznana.

Jakiś czas temu czołówki gazet opisywały samobójczą śmierć amerykańskiego komika Robina Williamsa. Pytanie, które wszyscy, wtedy i w podobnych wypadkach, zadają brzmi: dlaczego? Z jakiego powodu ktoś sławny, podziwiany, niesamowicie bogaty, kto miał piękny dom w Kalifornii i wspaniałą żonę, nagle miałby chcieć to wszystko zakończyć?

Trudno podjąć się udzielenia kategorycznej odpowiedzi – natura ludzka jest za bardzo złożona - mam jednak pewne przypuszczenia co się działo i dlaczego ludzie, którzy mają dosłownie wszystko, nadal popełniają samobójstwa albo wpadają w nałogi.

Choć depresja i uzależnienia należą do dwóch najczęstszych problemów, z którymi boryka się dziś społeczeństwo, to ciągle jeszcze wiemy o nich bardzo mało. Miliony z nas stale przyjmują antydepresanty tylko po to, by przetrwać kolejny dzień, a jeszcze więcej jest uzależnionych od alkoholu, palenia, hazardu, narkotyków czy pornografii. Dalej jednak nie jesteśmy do końca pewni, co jest przyczyną tych zjawisk.

Trójkąt terapii

Większość terapii jest oparta na trójkącie 3T: Ty, Twój problem, Terapeuta, a w zasadzie gdzie Ty, tam i Twój problem (np. gniew), który jest Ci uświadomiony przez Terapeutę. Podstawowym założeniem takiego podejścia jest to, że jesteśmy autonomicznymi bytami, którym zdarza się mieć problem z napadami złości. Jesteśmy jednak w stanie je opanować, a nawet możemy się ich pozbyć, dzięki przewodnictwu i pomocy naszego specjalisty.

Taki scenariusz, a szczególnie idea naszego autonomicznego drugiego ja, które stanowi niejako nasze centrum dowodzące jest przyczyną niskiej skuteczności terapii i dlatego, jak wierzę, ludzie muszą do niej stale powracać. Autonomiczne drugie ja niejako stwarza takie nasze problemy jak złość lub jakiekolwiek inne stany.

W taki sposób każdy krok, by pozbyć się gniewu pochodzi z samej jego istoty i jest jego konsekwencją. Dopiero, kiedy trójkąt zostanie zamieniony na linię prostą – problem na jednym jej końcu, terapeuta na drugim – zaistnieje możliwość prawdziwego i trwałego uzdrowienia nas samych.

Panuje przekonanie, że stan ten może być związany z nierównowagą chemiczną w mózgu albo zaburzeniami w komunikacji pomiędzy poszczególnymi półkulami.

W depresji duże znaczenie mają także czynniki typowo ludzkie, takie jak poczucie straty, życiowa tragedia czy złamane serce. Mogą one wywoływać epizody depresyjne, podczas gdy uzależnieniu chemicznemu zwykle towarzyszy nadużywanie konkretnych substancji.

Trudno temu zaprzeczyć, ale teoria dalej nie wyjaśnia precyzyjnie całego procesu, który zachodzi. Co takiego niesie za sobą dana myśl albo konkretne wspomnienie o śmierci lub utracie kogoś, kogo kochaliśmy, że może wprowadzać nas w stan głębokiej depresji? Oczywiście nie chodzi tu tylko o zwykłe myśli czy pospolite wspomnienia. Dotyczy to raczej tego, że uczucia te kryją w sobie energię, która jest w stanie zmienić zarówno nasz nastrój, jak i nas samych. Trudno dociec, dlaczego uzależniony stawia swój nałóg na pierwszym miejscu?

Przyczyny depresji

Borykając się z chroniczną depresją przez lata wierzę, że istnieje jakaś jedna główna przyczyna wpadania w depresję i uzależnienia. Mimo wszystko jednak godzę się z tym, że nie istnieje konkretny powód uznawany przez medycynę i psychologię. W zasadzie chodzi o głęboko zakorzenioną wiarę w to, że życie może, powinno być i w zasadzie jest lepsze niż w rzeczywistości.

U chorych zaś następuje głębokie niezadowolenie mające wymiar metafizyczny. Kupienie nowego samochodu, czy posiadanie zasobnego konta w banku nie jest w stanie go pokonać, jak w przypadku Robina Williamsa.

Stany te są manifestacją kryzysu duchowego. Żeby pojawiły się tego typu uczucia, osoba uzależniona albo cierpiąca na depresję musiała zaznać kiedyś, choćby na krótką chwilę, momentu ekscytacji.

Nazywam to poczuciem jedności ze światem lub obezwładniającym poczuciem radości, błogości i głębokiego szczęścia. Psychologowie używają w takich przypadkach pojęcia: „ocean uczuć’’.

Emocji tych doświadczamy najczęściej w dzieciństwie. W miarę jak dorastamy, stają się dużo rzadsze. Angielski poeta William Wordsworth ujął to tak – im jesteśmy starsi, tym świat bardziej nam ciąży.

Większość z nas akceptuje, że życie w zasadzie nie jest wcale takie złe, ale osoby z zaburzeniami doświadczają silniejszych, bardziej przenikliwych doznań.

Naucz się patrzeć

W natłoku codziennych zdarzeń trudno nam dostrzec prawdziwe piękno życia.

Patrzymy, a nie widzimy. Oglądamy, ale nie dostrzegamy. Możemy przechodzić przez ulicę, spoglądać na menu albo czytać e-maile. Robimy to jednak pobieżnie, tylko po to, by zdobyć niezbędne informacje. Od czasów młodości najczęściej nigdy nie przypatrujemy się niczemu z prawdziwą fascynacją i zaciekawieniem. Mówiąc o prawdziwym dostrzeganiu natury rzeczy, mam na myśli prawdziwe postrzeganie bez udziału myśli i pozornej pokusie osiągnięcia jakichś korzyści.

Spróbuj patrzeć w sposób prawdziwie czysty, dokonaj prostego aktu obserwacji niezmąconej żadną interpretacją ani uprzedzeniami. Kiedy tylko Twój zmysł konceptualny zdefiniuje to, co odebrał, tracisz czujność. Naprawdę patrzysz na kwiat dopiero wtedy, gdy dostrzegasz bezkresną tajemnicę jego istnienia.

Znajdź dziś czas, żeby przyjrzeć się kwiatom w Twoim ogródku, choćby jednemu. Spójrz jednak na niego dokładnie. Przestudiuj go uważnie. Poświęć mu kilka minut, pochłaniaj go wzrokiem. Spraw, aby granica między Tobą a rośliną zaczęła się zacierać. W tych momentach, kiedy czas zdaje się nie istnieć, mogą się dziać małe cuda. Możesz wniknąć na chwilę w kwiat lub choćby zachwycić się smakiem truskawek tak bardzo, że czujesz jedność z naturą i całym wszechświatem.

Myśli o pracy, nowym samochodzie i tym podobnych przyziemnych sprawach znikają i wreszcie możesz zaznać pełnej harmonii z otoczeniem, które Cię wprost pochłania. W takich momentach widzisz przejrzyście, bez żadnych filtrów czy zbędnych ekranów. Kiedy patrzysz na kwiat, przestrzeń między tobą a kwiatem zanika, a wraz z nią wszystkie potencjalne problemy i smutki.

Ciężko dostosować się im do szarej codzienności. Osoba uzależniona szuka powrotu do tych doznań w nadużywaniu narkotyków lub alkoholu. Chory na depresję odczuwa zaś fale głębokiego smutku i przygnębienia codzienną rzeczywistością.

Nigdy nie istniał wyraźny powód mojej depresji, przynajmniej nie według standardów powszechnie uznawanych przez medycynę. Miałem wspaniałe małżeństwo, dwie córki, z których jestem bardzo dumny, małą, dobrze prosperującą firmę wydawniczą i wspaniały dom.

Mimo tych wszystkich sukcesów materialnych, każdego dnia czułem, że smutek ogarnia mnie jak gęsta, smętna mgła, która ogranicza moją zdolność widzenia, w którym kierunku podążać. Moje życie straciło znaczenie i wartość. Nic nie sprawiało mi już radości.

W momencie załamania, prawie zalałem się łzami przechodząc obok sklepu z sukniami ślubnymi. Poczułem niezwykły żal z powodu tych wszystkich kobiet rozpoczynających nową drogę życia ze swoimi mężami, ich entuzjazmu, nadziei, nowych planów i marzeń.

Kto ma depresję?

W tym momencie usłyszałem wewnętrzny głos mówiący mi, że mam już dość. Jako filozof z wykształcenia moja próba uporania się z depresją polegała na szerokiej i pogmatwanej introspekcji portretu własnej osobowości.

Mówiąc inaczej, musiałem na nowo odkryć kim jestem i co chodzi z tą depresją? Odwieczny problem naszej tożsamości zajmuje filozofów od 2000 lat, a ich odpowiedzi zdają się trafiać rykoszetem pomiędzy założenie, że posiadamy duszę albo, że jesteśmy tylko bystrymi mózgami przyobleczonymi w ciało.

Współczesna neurobiologia i biologia skłania się ku tzw. teorii mądrego mózgu. W zasadzie dyskutuje się, czy jesteśmy niczym więcej niż tylko zbiorem myśli i wspomnień, które znikają bezpowrotnie w momencie śmierci naszego ciała.

To nie wydawało mi się słuszne. Musi istnieć coś głębszego, co jest maskowane przez potok naszych przemyśleń.

Skoro jestem niczym więcej niż ciągiem myśli, to czym jest cierpienie na depresję? To przypomniało mi dowcip o starym mężczyźnie, który mówi do swojego mistrza zen: „Jeśli ja nie istnieję, to kogo bolą moje plecy?’’

W teorii mądrego mózgu brakuje mi czegoś, co nie mieści w swoim zakresie takich zjawisk jak bogactwo i ogólna złożoność naszego życia.

Jak mogę być nicością i nadal odczuwać, że jestem czymś więcej?

Dla wyznawców teorii mądrego mózgu, moja chroniczna depresja może być odbierana jako nierównowaga chemiczna, w dalszym ciągu umniejsza się jednak to, co stało się mi i innym przeżywającym to samo, co ja.

Mój przypadek – nieróżniący się wiele od pozostałych – miał wymiar egzystencjalny. To był krzyk rozpaczy wobec życia, jakie wiedziemy. Mimo że powinno być lepsze, to i tak żadna tabletka nie jest w stanie go zmienić.

Jeśli moja teoria, że uzależnienie i depresja są kryzysem duchowym jest poprawna, to już samo istnienie osoby uzależnionej lub pogrążonej w depresji stanowi wyzwanie dla reszty tych z nas, którzy uważają się za normalnych.

Czy możemy uważać, że ludzie są mniej normalni niż inni tylko dlatego, że odbierają życie mniej kolorowo, a bardziej jednostajnie i ponuro, stale pragnąc powrotu do stanu zwanego „oceanem uczuć’’?

Czy miewamy te momenty jedności tylko przelotnie i nie jesteśmy w stanie doświadczać ich nieustannie?

Duchowa natura depresji i uzależnień wymaga zrozumienia, że przeszłość nie umiera nigdy: żyje nieustannie w teraźniejszości, dopóki nie przesłoni nam widoku na przyszłość na tyle, że nie będziemy jej już ciekawi.

Warto zrozumieć, że przeszłość nie umiera nigdy: żyje nieustannie w teraźniejszości, dopóki nie przesłoni nam widoku na przyszłość na tyle, że nie będziemy jej już ciekawi.

Przećwicz obserwowanie myśli

Świadomość działa jak mięsień. Im częściej się ja pobudza, tym lepiej funkcjonuje.     

W zrozumieniu skąd biorą się i czym są myśli może nam pomóc tylko spokój. Osiągniemy go tylko wtedy, gdy wejdziemy na odpowiedni poziom świadomości, która działa jak mięsień. Im częściej jest używana, tym lepiej funkcjonuje. Jeśli tego nie zrobimy, tracimy lotność i bystrość uwagi.

Skup się i zrób specyficzne ćwiczenie: zapisz wszystkie swoje myśli i uczucia, a dokładniej myśli i uczucia, których istnienie sobie uzmysławiasz. Kiedy myślisz, jesteś myślą, więc nie istnieje twoje „drugie ja’’, które obserwuje ten proces. W ciągu dnia przechodzą nam przez głowę różne myśli, zastanawiamy się co mamy zjeść lub co myślą o nas inni. Nie martw się, że zapisywanie myśli zajmie ci cały zeszyt, najczęściej nie jesteśmy w stanie wychwycić i uświadomić sobie wszystkich myśli, które chodzą nam po głowie.

Ważne, żeby nie oceniać, krytykować, ani nie potępiać żadnych myśli. Nie musisz ich dyskryminować. Dumanie o Bogu wcale nie jest lepsze niż o samochodzie, to tylko inna zwykła myśl. Weź zeszyt do łóżka i przed zaśnięciem przeanalizuj wszystkie swoje myśli i uczucia. Zostaw swoje zapiski w pobliżu, w razie gdybyś obudził się w nocy i chciał coś zapisać. Im częściej to będziesz robił, tym więcej się będzie działo.

Jak sobie radzić z depresją?

Jak wspomniano wcześniej, w podobnej sytuacji znajdują się ludzie, którzy stracili kogoś, kogo kochali. Przeszłość nie jest dla nich wyłącznie wspomnieniem, a namacalnym bytem. Pomysł ten przyszedł mi do głowy podczas pewnej wizyty u mojego ojca. Mimo swoich 90 lat nie miał żadnych fizycznych dolegliwości.

Badania sprzed paru lat wykazały, że jego serce było jakieś 20-30 lat młodsze niż w metryce. W dniu, w którym go odwiedziłem, leżał jednak w łóżku.

„Co się stało?’’ – zapytałem. „Nic takiego’’ – odpowiedział wzruszając ramionami, jakby miał już dość. Wyznał, że stał się zmęczony życiem i chciał umrzeć. Obrócił się i skierował twarz w stronę ściany.

Kilka godzin później, kiedy wychodziłem, uchyliłem drzwi sypialni, żeby się z nim pożegnać i poczułem, że to ostatni raz, kiedy go widzę, choć wydawało to się mi niedorzeczne. Ojciec życzył mi wszystkiego najlepszego, a ja wyszedłem. Trzy dni później moja matka zatelefonowała, żeby mi powiedzieć, że ojciec umarł.

W pewnym sensie życzył sobie śmierci. Nie przeprowadzono sekcji zwłok, ale gdyby ją dokonano, za przyczynę zgonu uznano by jakąś oczywistą, ogólną chorobę, na pewno nie „zmęczenie życiem’’. Nie stwierdzono by, że po prostu „miał dosyć’’ i „nie mógł już znieść kolejnego takiego samego dnia życia’’.

Jeśli masz szczęście, umrzesz w sędziwym wieku. Lekarze, rodzina i przyjaciele będą zgodnie powtarzać, że miałeś godziwe życie.

Medycyna nie uznaje starości za przyczynę śmierci, nawet jeśli każdego dnia ktoś umiera z jej powodu. Oczywiście Twoje ciało zwyczajnie się zużywa i tra - cisz werwę. Można przejść wiele dożywając sędziwego wieku i pewnie tak jak mój ojciec, uginać się pod ciężarem wspomnień, rozczarowań i bólu, który w sobie nosisz.

W dniu, w którym odwiedziłem ojca był dla mnie zarówno ciałem, które do mnie przemawiało w czasie rzeczywistym w sypialni, jak i bytem z przeszłości, a to, co minęło zdawało się go przytłaczać. W końcu wszystkich nas czeka to samo – przeszłość obezwładnia nas tak jakby istniała obok dopóki nie będziemy w stanie znieść dłużej jej obecności.

Chcesz zrozumieć depresję? Sięgnij do przeżyć z dzieciństwa!

Moje osobiste obserwacje potwierdziło wiele badań przeprowadzonych w ostatnich latach. Naukowcy z Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób w Atlancie przeanalizowało, jak urazy z dzieciństwa wpływają na dorosłych. Wnioski były zaskakujące. Im więcej przemocy doświadczamy jako dzieci (zarówno przemocy fizycznej, jak i emocjonalnej), tym krócej żyjemy. Sposób, w jaki traktują nas nasi rodzice, kiedy jesteśmy dziećmi, determinuje długość naszego życia.

Grupa badawcza wyszczególniła 18 potencjalnych form przemocy, które określili jako syndrom tzw. niekorzystnych doświadczeń z okresu dzieciństwa (ACEs):

Syndrom ofiary zaczyna się w dzieciństwie

1. Rodzice przeklinali lub wyzywali dziecko.

2. Ojciec lub matka zachowywali się tak, że dziecko obawiało się przemocy fizycznej z ich strony.

3. Opiekunowie dawali klapsy, popychali i szarpali dziecko.

4. Rodzic często bił dziecko tak mocno, że zostawał ślad lub zranienia.

5. Dziecko było molestowane, niestosownie dotykane i pieszczone.

6. Rodzic chciał aby dziecko dotykało go w nieodpowiedni sposób.

7. Rodzic próbował kontaktów seksualnych z dzieckiem.

8. Rodzic doprowadził do obcowania seksualnego z dzieckiem.Czujesz się jak oferma losu i życiowa ofiara? Twoje problemy mogą mieć źródło w dzieciństwie.

9. Rodzic miał problem z alkoholem lub substancjami uzależniającymi.

10. Rodzic zażywał narkotyki.

11. Rodzic cierpiał na depresję lub był psychicznie chory.

12. Rodzic podejmował próby samobójcze.

13. Matka była często popychana i poniewierana.

14. Matka była kopana, gryziona i bita pięścią.

15. Matka była regularnie bita.

16. Matce grożono nożem lub bronią.

17. Rodzic przebywał w więzieniu.

18. Rodzice byli w separacji lub rozwiedli się.

W przeciętnej 17 tysięcznej populacji, aż 12 tysięcy osób doświadczyło w dzieciństwie przynajmniej jednej sytuacji z wymienionych na powyższej liście. Prawdopodobnie większość z nas miała podobne przeżycia. Jak często rodzice obrażali Cię jak byłeś mały? Jak często poniżali Cię albo mówili, że nie jesteś wystarczająco dobry?

Urazy z dzieciństwa nosimy w sobie całe życie i ostatecznie mogą nawet doprowadzić do naszej śmierci.

Naukowcy udowodnili, że ci uczestnicy, którzy osiągnęli wynik na poziomie 6 lub więcej punktów na liście ACE umierali średnio 20 lat wcześniej niż osoby, które nie miały takich doświadczeń. Kierownik projektu, David Brown twierdzi: „Ważne, aby zrozumieć, że konsekwencje traum z dzieciństwa mogą ciągnąć się za nami przez całe nasze dorosłe życie’’. Inne badanie, opublikowane w tym samym roku przynosi podobne wnioski.

Badacze z Uniwersytetu Duke w Durham w Północnej Karolinie prześledzili życie 1037 dzieci urodzonych w Dunedin, w Nowej Zelandii w latach 1972-1973 aż do okresu dorosłości (32 lat).

Podczas pierwszych dziesięciu lat życia uczestników badania, naukowcy analizowali wszelkie niekorzystne doświadczenia, jakie przeżywali badani, takie jak bieda, maltretowanie czy społeczna izolacja.

Bryan Hubbard: „The Untrue Story of You”Bryan Hubbard: „The Untrue Story of You” („Nieprawdziwa historia Ciebie”). Nowa książka autora jest dostępna w wersji angielskiej na stronie www.amazon.com, a także w księgarniach w Wielkiej Brytanii.

Zajrzyj na www.bryanhubbard.net, aby uzyskać więcej informacji i zamówić książkę przez sklep internetowy Amazon.

Ci, którzy doświadczyli trzech traum jak o dzieci, byli bardziej narażeni na depresję lub stany zapalne, często przyczyniające się do rozwoju chorób serca, artretyzmu i temu podobnych schorzeń lub już rozwijały się u nich czynniki ryzyka pojawienia się kolejnych nieprawidłowości – wysokiego ciśnienia krwi, otyłości, nieprawidłowego poziomu cholesterolu.

Grupa badawcza dowiodła nawet, że 31% wszystkich przypadków depresji i 32% podwyższonego ciśnienia albo cholesterolu jest bezpośrednim rezultatem nieszczęśliwego dzieciństwa.

Każdy rodzaj przemocy wśród dzieci ma związek z wieloma dolegliwościami fizycznymi.

Inne badanie, tym razem na Żydach urodzonych w Europie po II wojnie światowej aż do 1989 roku, dowiodło, że Ci, którzy byli świadomi tego, co działo się podczas Holocaustu – nawet, jeśli nie mieli osobistych doświadczeń – byli bardziej podatni na zachorowanie na raka niż Żydzi urodzeni przed wojną.

W kolejnym badaniu naukowcy odkryli zaś, że ludzie, którzy doświadczyli przemocy fizycznej jako dzieci wykazywali większe prawdopodobieństwo zachorowania na osteoporozę niż ci, którzy wiedli szczęśliwe dzieciństwo. Esme Fuller-Thomson – kierownik badania z Uniwersytetu w Toronto stwierdził, że: „Badanie to zakłada dalsze wsparcie dla potrzeby śledzenia możliwej roli, jaką odgrywa dzieciństwo w rozwoju chorób przewlekłych’’.

Jeśli przeszłość jest energetycznym bytem, a nie wesołym kłębkiem nieszkodliwych myśli, to można uznać, że pamięć jest żywa i można na nią wpływać myślami, stanem zdrowia, a nawet stylem życia i środowiskiem, w jakim żyjemy.

Dowiedz się więcej:

Jesteś tym, co przeżyłeś

Posunę się dalej. Przeszłość jest w Tobie i w Twoich myślach. Jednym z głównych fundamentów mojej teorii jest traktowanie zasady działania myśli w taki sposób, jakby była ona nierozerwalnie powiązana i zależna od myśliciela, czyli tego, kto jest jej sprawcą i kreatorem. Można powiedzieć, że dosłownie: „Myśl myśli tak samo jak myśliciel’’.

To nie jest tak, że mamy depresję lub jesteśmy uzależnieni w taki sposób, jakby istniało jakieś jakieś rozdzielenie w przestrzeni pomiędzy nami a chorobą. Nie, to ona jest kreatorem tego procesu i wyraża się przez nas samych.

Wiara, że istnieje jakieś niezależne, autonomiczne „drugie ja’’, które cierpi na depresję i odczuwa złość jest podstawą niemal każdej terapii

Bibliografia

  1. Am J Prev Med, 2009; 37: 389–96
  2. Arch Pediatr Adolesc Med, 2009; 163: 1135–43
  3. J Natl Cancer Inst, 2009; 101: 1489–1500
  4. Arthritis Rheum, 2009; 61: 1554–62

Wpadamy w błędne koło. Przeszłość wciąż się nadbudowuje ze względu na to,że mamy coraz więcej doświadczeń, które wpływają na nasz sposób patrzenia na świat i to, jak według nas powinno wyglądać życie. W końcu stajesz się zmęczony życiem, tak samo, jak mój ojciec i niezliczone miliony tych, którzy cierpią na depresję albo zmagają się z uzależnieniami. Nasz sens życia albo zwykłe poczucie szczęścia zawsze przesłaniają dominujące wspomnienia z przeszłości.

Jak sobie z tym poradzić? Musimy być ostrożni, bo kolejne pytanie jest równie ważne: kto pyta? Pragnienie uwolnienia się od depresji lub nałogów pochodzi z samej depresji albo z samej istoty uzależnienia, jest więc kontynuacją tego samego problemu. Jak często spotykamy ludzi, którzy stale korzystają z klinik uzależnień lub latami chodzą na terapie bezskutecznie próbując pokonać własne problemy?

Naszym największym sprzymierzeńcem jest świadomość, czyli cichy świadek naszych myśli, albo, jak to ujmują Hindusi, obserwator poza polem widzenia i słuchacz poza zasięgiem słuchu. Jest z nami zawsze – na jawie i we śnie.

To inteligentny obserwator, który przygląda się całemu procesowi myślowemu, na który kreatywny wpływ mają nasze doświadczenia z przeszłości.

Obserwacja i zauważanie są prostymi czynnościami pomagającymi pozbyć się negatywnej energii depresji i uzależnienia.

To, co pozostaje, to czysta istota duchowa, którą jesteśmy. Autentyczni my, wolni od jakichkolwiek uzależnień i depresji.

Pozostałe artykuły

Choroba afektywna sezonowa: jedzenie, które poprawi nastrój

Choroba afektywna sezonowa: jedzenie, które poprawi nastrój

Fototerapia nie jest jedyną metodą radzenia sobie z chorobą afektywną sezonową. Joanna Evans zebrała informacje o badaniach, które wskazują na to, że może ją leczyć także dieta.

Depresja: pytania i odpowiedzi

Depresja: pytania i odpowiedzi

Depresja jest chorobą cywilizacyjną. Może zaatakować każdego, niezależnie od płci czy szerokości geograficznej. Przedstawiamy odpowiedzi na kilka pytań, które pomogą zrozumieć, czym jest depresja.

Jak wygrać z depresją?

Jak wygrać z depresją?

Leczenie depresji kojarzy nam się z łykaniem prozaku. Tymczasem w medycynie coraz głośniej mówi się, że potrzebne jest inne podejście, bo tabletki stanowczo za rzadko przynoszą efekty...

Antydepresanty mogą uzależniać

Antydepresanty mogą uzależniać

Na światło dzienne wypływa coraz więcej badań potwierdzających, że już kilka tygodni przyjmowania antydepresantów może wywoływać lekozależność.

Maski depresji - ukryte przyczyny spadku nastroju

Maski depresji - ukryte przyczyny spadku nastroju

Depresja często przybiera zamaskowaną postać. Nierzadko nie zdajemy sobie sprawy, w jaki sposób organizm daje nam znać, że dusza jest chora.

Depresja. Smutek, który nie przemija

Depresja. Smutek, który nie przemija

Według danych WHO, czyli Światowej Organizacji Zdrowia, co piąta osoba dotknięta depresją i pozbawiona specjalistycznego leczenia popełnia samobójstwo. Czy skala problemu jest duża? Owszem, w samej Polsce na depresję cierpi ok. 1,5 mln osób. Ta liczba w dodatku rośnie.

Czy chorzy na depresję są stygmatyzowani?

Czy chorzy na depresję są stygmatyzowani?

Z psychiatrą dr n. med. Joanną Wilkowską-Chmielewską – specjalistą psychiatrą z Centrum Medycznego ENEL-MED rozmawia Kinga Szafruga.

Pozostałe raporty

Zobacz też:

Wydanie tabletowe

Tablet O Czym Lekarze Ci Nie Powiedzą App Store