Choć jod jest mikroelementem, którego zapotrzebowanie liczone jest w mikrogramach, to pierwiastek kluczowy dla naszego życia. Jego główną rolą w naszym organizmie jest udział w syntezie hormonów tarczycy: tyroksyny (T4) i trójjodotyroniny (T3), które nie tylko regulują metabolizm organizmu, ale wpływają m.in. na rozwój fizyczny i intelektualny płodów, a także późniejszy wzrost i rozwój dzieci oraz regulują pracę układu krążenia.
Regiony geograficznie oddalone od mórz i oceanów, zwłaszcza obszary górskie i podgórskie (Alpy, Himalaje, ale też polskie Podkarpacie i Sudety), historycznie miały gleby i wody wyjątkowo ubogie w jod, który został z nich wypłukany w trakcie zlodowacenia i wskutek erozji, i nigdy nie został uzupełniony.
Zatem wszystko, co rosło na tych glebach, było naturalnie ubogie w jod. Skutkiem było pojawienie się w tych rejonach wola endemicznego – powiększenia tarczycy, widocznego jako charakterystyczny obrzęk na szyi – wynikającego z niedoborów jodu. W najciężej dotkniętych regionach obserwowano także zespół wrodzonego niedoboru jodu, czyli nieodwracalne upośledzenie rozwoju fizycznego i intelektualnego u dzieci, których matki w czasie ciąży miały głęboki niedobór tego pierwiastka.
Pierwsze systemowe rozwiązanie problemu niedoboru jodu wprowadzono w Szwajcarii w 1922 roku – to kraj o jednej z najwyższych w Europie częstości występowania wola endemicznego ze względu na górskie położenie. Krótko potem podobne programy uruchomiły Stany Zjednoczone i kraje skandynawskie.
W Polsce pierwsze jeszcze niesystemowe próby jodowania soli, podjęto w latach 30. XX wieku, ale prawdziwie skuteczny, obowiązkowy program, wprowadzono dopiero po drugiej wojnie światowej, a w formie zbliżonej do dzisiejszej, dopiero w latach 901.
Polski model profilaktyki jodowej
Do początku lat 90. XX wieku Polska była krajem z umiarkowanym, ale wciąż istotnym niedoborem jodu w populacji, mimo wcześniejszych prób jodowania pożywienia. Przełomem było wprowadzenie w 1997 roku obowiązkowego jodowania soli kuchennej na poziomie 30±10 mg jodanu potasu na kilogram soli, w ramach programu opracowanego pod kierunkiem prof. Mariusza Lewińskiego i zespołu z Centrum Zdrowia Dziecka, znanego jako Polski Model Skutecznej Profilaktyki Jodowej.
Program objął nie tylko sól kuchenną, sprzedawaną konsumentom, ale też sól używaną w piekarnictwie i mleko modyfikowane dla niemowląt, które nie są karmione mlekiem matki. Efekty były wymierne i szybkie: badania populacyjne z końca lat 90. i początku lat 2000. wykazały istotny spadek częstości występowania wola u dzieci szkolnych oraz normalizację mediany wydalania jodu z moczem – standardowego wskaźnika stanu zaopatrzenia populacji w jod, rekomendowanego przez Światową Organizację Zdrowia (WHO).
Polska bywa dziś stawiana jako jeden z modelowych przykładów skutecznego programu jodowania w Europie Środkowo-Wschodniej, choć eksperci zwracają uwagę, że pewne grupy, w tym kobiety w ciąży i karmiące, u których zapotrzebowanie na jod jest wyraźnie wyższe, wciąż bywają na granicy niedoboru, mimo powszechnego jodowania soli – dlatego zaleca się im przyjmowanie witamin z dodatkiem jodu2.
Jodek a jodan
Sól można wzbogacać jodem w dwóch chemicznie różnych formach, i to rozróżnienie ma praktyczne znaczenie, nie jest tylko techniczną ciekawostką.
• Jodek potasu (KI): to forma zredukowana, historycznie pierwsza, jaką zastosowano do jodowania soli, m.in. w USA i wcześniej w Polsce. Jest bardzo dobrze przyswajalna, ale chemicznie niestabilna – jod w tej formie łatwo utlenia się pod wpływem wilgoci, światła, wysokiej temperatury oraz zanieczyszczeń metalicznych (np. śladowych ilości żelaza czy miedzi w soli), przechodząc w lotny jod cząsteczkowy (I2), który odparowuje z opakowania. W praktyce oznacza to, że sól jodowana KI, przechowywana kilka miesięcy w wilgotnym klimacie, może stracić znaczną część deklarowanej zawartości jodu jeszcze przed dotarciem na nasz talerz.
• Jodan potasu (KIO3): to forma utleniona, znacznie bardziej stabilna chemicznie. Nie ulega tak łatwo rozpadowi pod wpływem wilgoci i światła, co czyni ją lepszym wyborem w krajach o wilgotnym klimacie, dłuższych łańcuchach dystrybucji i mniej hermetycznych opakowaniach soli. To właśnie z tego powodu Polska w 1997 roku, wzorem wielu krajów europejskich, zdecydowała się na jodan potasu, zapewniający bardziej przewidywalną, trwałą zawartość jodu w produkcie finalnym niż jodek. W organizmie jodan jest redukowany do jodku jeszcze w przewodzie pokarmowym, więc biologicznie oba związki są dla człowieka równie użyteczne – różnica dotyczy wyłącznie stabilności produktu na etapie produkcji, transportu i przechowywania, nie przyswajalności przez organizm3.
Sól himalajska – czy naprawdę jest lepsza?
Sól himalajska pochodzi głównie z kopalni Khewra w Pakistanie (region Pendżab), pozyskiwana jest również ze starożytnych złóż morskich (prekambryjskich). Różowy kolor soli to efekt domieszki tlenków żelaza. Sól himalajska ma jeden z najlepszych marketingów na rynku, a jak jest w rzeczywistości?
Twierdzenie o ponad 80 minerałach jest technicznie prawdziwe, ale te minerały występują w śladowych ilościach, rzędu 1-2% masy soli. Żeby zatem uzyskać z niej dziennie znaczącą dawkę np. magnezu czy potasu, trzeba by zjeść ilości soli wielokrotnie przekraczające bezpieczne normy spożycia.
Skład to wciąż około 95-98% NaCl, porównywalnie do soli kuchennej, kłodawskiej czy bocheńskiej. Nie ma dobrej jakości badań klinicznych, wykazujących zdecydowaną przewagę zdrowotną soli himalajskiej nad solą kuchenną w kontekście zwykłego, codziennego spożycia.
Czy każda różowa sól w sklepie to faktycznie sól himalajska?
Nie zawsze i to jest realny problem. Wiele produktów oznaczonych jako sól himalajska pochodzi z innych złóż, w tym z Polski, często to także zwykła, lekko barwiona sól. Prawdziwa sól z kopalni Khewra ma ograniczoną produkcję – globalna skala sprzedaży "soli himalajskiej" znacznie przewyższa realne możliwości wydobycia z tego jednego złoża, co samo w sobie jest sygnałem ostrzegawczym. Warto zatem sprawdzać kraj pochodzenia na etykiecie (Pakistan, konkretnie region Pendżab) – jeśli go nie ma, to produkt może nie być prawdziwą sola himalajską9.
Kto powinien uważać na jod?
Tarczyca ma zdolność adaptacji do zmieniającej się podaży jodu, ale u pewnych osób nagłe zwiększenie ekspozycji na jod – przyjmowanie suplementów w wysokich dawkach, podanie kontrastowych środków radiologicznych czy pozywanie alg morskich o bardzo wysokiej zawartości jodu – może wywołać tzw. efekt Jod-Basedowa, czyli nadczynność tarczycy wywołaną nadmiarem jodu, szczególnie u osób z wcześniej istniejącym wolem guzkowym lub autonomicznymi guzkami tarczycy.
Z drugiej strony, u osób z chorobą Hashimoto (autoimmunologicznym zapaleniem tarczycy) nadmiar jodu bywa wskazywany jako czynnik, który może nasilać proces autoimmunologiczny, choć związek ten jest nadal przedmiotem toczącej się dyskusji naukowej i nie uzasadnia rutynowego unikania jodowanej soli1.
Po jod nad morze?
Popularne przekonanie, że powietrze nad morzem jest bogate w jod i że wystarczy pojechać na wakacje do Kołobrzegu czy Sopotu, żeby uzupełnić jego niedobory, ma swoje źródło w realnym zjawisku chemicznym.
Glony i makroalgi morskie, zwłaszcza brunatnice, potrafią bowiem kumulować jod z wody morskiej w koncentracjach tysiące razy wyższych niż otaczające środowisko, a następnie uwalniać go do atmosfery w postaci lotnych związków organicznych, głównie jodometanu (CH3I) i jodoetanu, a także – w reakcjach fotochemicznych z ozonem przy linii brzegowej – jako reaktywne formy jodu nieorganicznego, które biorą udział w tworzeniu aerozoli morskich.
Jeżeli zatem jesteśmy nad morzem i głęboko oddychamy morską bryzą, wraz z nią przyswajamy jod. Efekt ten jest najsilniejszy w trakcie sztormu i po nim, gdy wysokie fale mocno biją o brzeg i wytwarzaj aerozol.
Zjawisko to jest dobrze opisane w literaturze z zakresu chemii atmosfery, jednak jego znaczenie dla zaopatrzenia człowieka w jod jest ograniczone z prostego powodu - stężenia jodu w powietrzu nadmorskim, nawet w pobliżu skupisk wodorostów, są rzędu nanogramów na metr sześcienny powietrza, a dawka, którą można teoretycznie wchłonąć przez drogi oddechowe podczas kilkugodzinnego spaceru plażą, jest znikoma w porównaniu z dobową dawką jodu, dostarczaną przez dietę.
Innymi słowy: efekt jest mierzalny, ale nie może być jedynym sposobem na uzupełnienie niedoboru jodu w organizmie. Dlatego będąc nam morzem lub oceanem warto cieszyć podniebienie regionalnymi warzywami i owocami oraz rybami, skorupiakami i algami, bo to one chłoną jod z gleby i wody i są dobrym źródłem tego pierwiastka4.
- 1. Endocr Rev. 2009;30(4):376-408.
- 2. Arch Med Sci 2019;15(6):1468-1474
- 3. Arch Public Health. 2016 May 30:74:21.
- 4. Nature. 2002;417(6889):632-636.