Odczarować bioenergoterapię - wywiad z Agatą Wypiór

O wierze, „doładowywaniu” biopola oraz przesyle energii Marta Borek-Białecką rozmawia z Agatą Wypiór – certyfikowaną bioenergoterapeutką. 

Artykuł na: 6-9 minut

OCL: Do jakiej gałęzi medycyny należy zaliczyć bio­energoterapię – alternarnatywnej czy ludowej?

Agata Wypiór: Nie podoba mi się określenie „alternatyw­na”, bo od razu narzuca dylemat wyboru, a bioenergote­rapia powinna być oczywistym uzupełnieniem procesu leczenia. Z kolei medycyna ludowa to trochę jak skarpety od babci robione na drutach – niby ciepłe, ale nie miesz­czą się w butach. Zostańmy przy medycynie naturalnej. Brzmi znów nieco „wellness”, ale moim zdaniem jest to najbardziej zbliżone do prawdy. To biologiczne, udo­wodnione oddziaływanie komórek na inne komórki.

Sam zabieg to najczęściej odczuwanie ciepła, mrowienia, ale czasem pacjent nie czuje nic spe­cjalnego. Często czuje ulgę, bo nie odczuwa już bólu lub słabiej mu on dokucza.

OCL: Udowodnione?

Agata Wypiór: O tak! Bioenergoterapia ma długą historię na­ukową, począwszy od niemieckiego lekarza Franza Mesmera żyjącego w XVIII w. i oddziaływania płytkami magnetycz­nymi na organizm, a na Nagrodzie Nobla w dziedzinie fizjo­logii i medycyny w 1991 r. za odkrycia „dotyczące funkcji pojedynczych kanałów jonowych w komórkach” dla Erwina Nehera i Berta Sakmanna kończąc. Zatem naukowo potwier­dzono, że można wpływać na komórki. Mają one energię do przewodzenia, oddziaływania, aż wreszcie komuniko­wania się z innymi komórkami. Dlatego oddziaływanie energią na komórki może wpływać na ich pracę. Wierzę, że z biegiem czasu będzie możliwe zamknięcie tego „jak to się dzieje?” w urządzenie, które uwolni nas od chorób.

OCL: Od wszystkich?

Agata Wypiór: Bioenergoterapia oddziałuje na wszyst­kie komórki, a zatem na wszystkie układy i narządy...

OCL: A co z działaniem na odległość?

Agata Wypiór: Nie wiem, jak działa przesyłanie danych w tele­fonach komórkowych, smsów, zdjęć, muzyki, a jednak to się dzieje. Przesyłam więc energię, dla której nie ma granic państw, pokonuje każdą odległość bez względu na porę dnia czy nocy.

Quote icon
Bioenergoterapia oddziałuje na wszyst­kie komórki, a zatem na wszystkie układy i narządy...

OCL: Bez względu na wiarę?

Agata Wypiór: Często słyszę, że „pani zabieg mi pomo­że, bo wierzę w takie metody”. Ale we mnie nie wierzą przecież dzieci, nie jestem św. Mikołajem, a im również pomagam. Nie wierzą osoby, które leżą w śpiączce, a pro­szą o zabieg ich rodziny. Nie wierzą też zwierzęta…

OCL: A zabieg jest taki sam dla wszystkich?

Agata Wypiór: W każdy wkładam całe swoje serce, uwa­gę, energię. Pracuję zdalnie, mając przed sobą jedynie zdjęcie pacjenta lub w jego obecności, kiedy siedzi obok mnie na krześle, a jeszcze lepiej, kiedy leży na łóż­ku do masażu. Oczyszczam i uzupełniam biopole.

OCL: Jak konto?

Agata Wypiór: Trochę jak kartę prepaid. Wykorzystujemy nasze siły życiowe i z biegiem lat, na skutek diety, stresów, chorób, którymi się zarażamy od innych, wirusów, bakterii, urazów, a także przyczyn genetycznych nasze biopole się wyczerpuje lub ulega miejscowym ubytkom. Ja to oczysz­czam i uzupełniam. W każdej kulturze istnieje pojęcie energii życiowej, siły życiowej. Mówimy o pranie w hinduizmie, qi w medycynie chińskiej, manie w religii polinezyjskiej. To siła sprawcza, energia, która krąży w każdym organizmie, na całym świecie. To, co jest w człowieku, ja mobilizuję do walki z chorobą, wspomagając go naprawioną energią.

OCL: Trochę to brzmi jak rzucanie zaklęć.

Agata Wypiór: Trochę może tak.

OCL: A jak brzmią te zaklęcia?

Agata Wypiór: Niezbyt czarodziejsko jak na współcze­sny świat. Czasem mówię: „Boże, proszę, pozwól mi po­móc temu człowiekowi. Uzdrów jego ciało i duszę”

OCL: Znów poruszamy się w zakresie wiary?

Agata Wypiór: To ja wierzę. Nie przyszłam na świat nawracać ludzi, ale im pomagać.

OCL: A jednak widzę na ścianie bardzo material­ne i przyziemne certyfikaty i zawodowe upraw­nienia w zakresie bioenergoterapii.

Agata Wypiór: To takie „szkiełko i oko”. Ludzie potrzebu­ją dowodów, potwierdzenia i ja to doskonale rozumiem. Jest wielu oszustów, osób bez powołania, bez daru. Wy­korzystujących ludzi, bazujących na naiwności. Kiedy poszukuje się każdej drogi ratunku, można nie zauwa­żyć wilka w owczej skórze. Tacy oszuści nadrabiają ta­jemniczością, stwarzaniem poczucia niezrozumienia, posiadania wiedzy zarezerwowanej dla wybranych.

OCL: A to pani jest normalna?

Agata Wypiór: A czy to podchwytliwe pytanie? Staram się być wrażliwa i otwarta, ciekawa świata. Uważam, że to całkiem normalne. Tak samo, jak to, że lubię jeździć samo­chodem, jeść frytki, czy niekiedy obejrzeć jakiś serial.

OCL: To jak rozróżnić dobrego bioenergoterapeutę od złego?

Agata Wypiór: To bardzo skrajne podejście. Zaczęłabym od tego, jaki jest jego stosunek do medycyny konwencjonalnej. Za­wsze zalecam kontakt z lekarzem. Przeprowadzenie badań po zabiegach – ich wyniki będą wtedy dodatkowym wyznacz­nikiem skuteczności. Warto też zwrócić uwagę, jak się czu­jemy przy danym bioenergoterapeucie. Czy odpowiada nam jej/jego „energia”? Byłabym też ostrożna, jeśli ktoś podawałby dokładną ilość zabiegów, po których pacjent wyzdrowieje.

OCL: Jeden zabieg nie pomoże?

Quote icon
Leczenie jest odwrotnym procesem do cho­roby. Na wszystko potrzebujemy czasu.

Agata Wypiór: Leczenie jest odwrotnym procesem do cho­roby. Na wszystko potrzebujemy czasu. Prawdopodob­nie będzie to krótszy okres, niż chorowanie, ale rzadko mogę powiedzieć o „cudzie”. Oczywiście już po pierw­szym zabiegu poczujemy różnicę, tylko czasami to drob­ne zmiany. Zmniejszenie bólu albo lepszy sen.

OCL: Pomaga na wszystko?

Agata Wypiór: Nie wiem, jakie plany ma Bóg, czy jak ktoś mówi: jaki plan ma świat wobec danego człowieka. Wiem, że ja daję i zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby pomóc. Na pewno za­bieg bioenergoterapii poprawia komfort życia, funkcjonowanie. Często powtarzam, że jak ktoś do mnie trafia, to już dobry znak.

OCL: Jakieś skutki uboczne?

Agata Wypiór: Wspominam o tym w swoich mediach spo­łecznościowych. Sam zabieg to najczęściej odczuwanie ciepła, mrowienia, ale czasem pacjent nie czuje nic spe­cjalnego. Często czuje ulgę, bo nie odczuwa już bólu lub słabiej mu on dokucza. Polepsza się jakość snu. Organizm musi się jednak oczyścić, więc pacjenci mówią, że czę­ściej oddają mocz. Nie jest to niekontrolowane i to chyba jedyny skutek „uboczny”, który pojawia się najczęściej.

OCL: Pacjent, leczenie, dolegliwość... Odezwą się pewnie głosy, że to nazewnictwo zastrzeżone dla lekarzy.

Agata Wypiór: Na pewno chcę unikać konfliktów z tą gru­pą zawodową, bo sama pochodzę z rodziny lekarskiej. Marzy mi się współpraca. Działanie dla dobra drugiego człowieka razem. Jednak medycyna konwencjonalna – jak sama nazwa wskazuje – to pewna umowa. Umawiamy się również na nomenklaturę. Sposoby leczenia zmienia­ją się i coś, co „nie śniło się filozofom” staje się realne.

OCL: Czego jeszcze można życzyć bioenergoterapeucie?

Agata Wypiór: Kiedy żegnam się po zabiegu z pacjentami, to niektóre osoby myślą, że żartuję, kiedy mówię: „Oby­śmy się nigdy już nie spotkali...” Ale mówię poważnie, kiedy wszyscy będą zdrowi i nikt nie będzie potrzebo­wał mojej pomocy – jestem gotowa na zmianę zawodu.

OCL: Dziękuję za rozmowę!

Agata Wypiór przyjmuje stacjonarnie w Sosnowcu, Instytut Face to Face,ul. Ostrogórska 24, lub zdalnie, gdy dysponuje zdjęciem pacjenta.
Konieczna jest rezerwacja telefoniczna: +48 888 727 695; wypioragata@gmail.com
Jest również obecna w mediach społecznościowych:
@bioenergoterapiakatowice
@bioenergoterapeutka

Autor publikacji:
Wczytaj więcej
Nasze magazyny