Witaminy zamiast leków

Abram Hoffer, współpracownik Linusa Paulinga, twórcy medycyny ortomolekularnej, dowodził, że większość tzw. trudnych dzieci można wyleczyć za pomocą zwykłych witamin.

19 wrzesień 2016
Artykuł na: 38-48 minut
Zdrowe zakupy

Sześcioletni Jay musiał korzystać z nowoczesnego programu leczenia psychiatrycznego. Po 3 latach uciążliwej kuracji chłopiec trafił pod skrzydła psychologa klinicznego, dr Marty McKay. Zanim do tego doszło, Jay odwiedził 60 lekarzy. Rozpoznano u niego wiele chorób, m.in. upośledzenie umysłowe, zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi (attention deficit hyperactivity disorder, ADHD), zespół Tourette’a, zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne oraz najchętniej diagnozowaną wówczas dziecięcą chorobę afektywną dwubiegunową.

Jayowi podawano kombinacje toksycznych leków, mimo że nie było żadnych dowodów na ich działanie terapeutyczne. Pod koniec programu leczenia przyjmował metylofenidat (Ritalin), sól semisodową kwasu walproinowego (Depakote) oraz fumaran kwetiapiny (Seroquel). Ocaliły go tylko bezustanne starania dr McKay, która domagała się, by pacjent trafił pod opiekę Oddziału Dziecięcego Uniwersyteckiego Szpitala w Toronto, z dala od swojego psychiatry. Odstawianie leków zajęło 10 miesięcy. Chłopiec, który wcześniej przestał rosnąć, od tego czasu powoli wraca do zdrowia. Długofalowe skutki toksycznej farmakoterapii nie są znane.

Rebeka Riley nie miała tyle szczęścia. Zmarła w wyniku przedawkowania 2 leków, które przepisano również Jayowi. To tragiczne wydarzenie przedstawiono w programie "60 minut" stacji CBS jako reportaż pt. "Co zabiło Rebekę Riley?".

Rebeka była najmłodszym dzieckiem w dysfunkcyjnej rodzinie mieszkającej w Hull w stanie Massachusetts. Dwójkę jej starszego rodzeństwa już poddawano silnej farmakoterapii. U 2,5-letniej Rebeki zdiagnozowano ADHD oraz zaburzenia afektywne dwubiegunowe. Przepisano jej Seroquel, lek przeciwpsychotyczny najchętniej ordynowany pełnoletnim pacjentom ze schizofrenią, Depakote, środek przeciwdrgawkowy zazwyczaj podawany tylko dorosłym oraz obniżającą ciśnienie tętnicze klonidynę (Catapres).

Bibliografia

  1. Allen S. 'Mass. tracks children on psychiatric drugs: Prescriptions eyed after overdose. The Boston Globe, 7 October 2007
  2. Can J Psychiatry, 2007; 52: 409–17
  3. Lancet, 1998; 352: 784–5
  4. Am J Psychiatry, 1998; 155: 1711–7
  5. J Dev Behav Pediatr, 2004; 25: 423–34
  6. Acta Psychiatr Scand, 1963; 39: 335–66
  7. Hoffer A, Foster HD. Feel Better, Live Longer with Vitamin B-3. Toronto, ON: CCNM Press, 2007
  8. Hoffer A. Healing Children's Attention and Behavior Disorders. Toronto, ON: CCNM Press, 2004
  9. Hoffer A. Dr Hoffer's ABC of Natural Nutrition for Children. Kingston, ON: Quarry Press, 1999
  10. Tierney J. 'Diet and fat: A severe case of mistaken consensus.' The New York Times, October 9, 2007

13 grudnia 2006 r. Rebekę znaleziono martwą. Leżała na podłodze nieopodal łóżka swojej matki. Zmarła w wyniku przedawkowania leków. Jej rodzicom postawiono zarzut morderstwa i skazano ich na dożywocie. Jej ojciec nie dostał nawet możliwości zwolnienia warunkowego.

12 grudnia wydawało się, że Rebeka jest przeziębiona. Matka podała jej trochę paracetamolu (Tylenol) oraz większą dawkę klonidyny, ponieważ dziewczynka nie mogła spać. Potem położyła córkę obok siebie na podłodze i zasnęła. Gdy się obudziła, Rebeka była martwa.

Rozgłos towarzyszący śmierci Rebeki zmotywował stan Massachusetts do rozpoczęcia działań regulacyjnych. Dziennikarz Boston Globe informował: "Chociaż takie przypadki jak przedawkowanie Rebeki są rzadkie, recepty na środki stosowane w leczeniu psychiatrycznym często wypisywane są małym dzieciom. W zeszłym roku w ramach MassHealth (program ubezpieczeń zdrowotnych finansowanych ze środków pomocy społecznej) lekarze zaordynowali klonidynę - lek stosowany czasem w terapii nadpobudliwości, którego śmiertelną dawkę wykryto w krwiobiegu zmarłej dziewczynki - 955 pacjentom poniżej 7. r.ż.

Przepisali także środki przeciwpsychotyczne, których przyjmowanie zwiększa ryzyko wystąpienia cukrzycy i otyłości, 536 dzieciom poniżej 7. r.ż. W ciągu pierwszych 3 miesięcy funkcjonowania systemu największy dostawca usług w zakresie zdrowia psychicznego w ramach MassHealth - Massachusetts Behavioral Health - stwierdził, że 3 leki psychotropowe lub 1 przeciwpsychotyczny zażywa 35 przedszkolaków"1.

W styczniu 2011 r. Tufts Medical Center - centrum medyczne ubezpieczające lekarza, który przepisał Rebece Riley leki psychotropowe - przyznało jej rodzinie odszkodowanie  w wysokości 2,5 mln dolarów.

Masowe diagnozowanie u dzieci choroby afektywnej dwubiegunowej jest obecnie powszechne. W Stanach Zjednoczonych milion małych pacjentów w związku z zaburzeniami afektywnymi dwubiegunowymi, rozpoznawanymi już w wieku 3 lat, przyjmuje aktualnie przeznaczone dla dorosłych toksyczne leki.

Jak pisze w artykule przeglądowym dr Anne Duffy z Wydziału Psychiatrii Uniwersytetu McGill w Montrealu, chociaż choroba ta diagnozowana jest u dzieci, "zazwyczaj nie objawia się przynajmniej do okresu dojrzewania". Po przeanalizowaniu 41 opublikowanych raportów autorka doszła do wniosku, że tego rodzaju zaburzenie właściwie nie występuje u najmłodszych pacjentów2.

Jedno z badań wykazało znaczący związek pomiędzy ilością przyjmowanych przez lata środków uspokajających a występowaniem zaniku kory mózgowej. Szacunkowe ryzyko pojawienia się choroby wzrasta o 6,4% wraz z każdą dodatkową dawką (10 mg) tego rodzaju leku3.

Inne badania naukowe wykazały, że środki uspokajające zwiększają objętość struktur podkorowych u pacjentów ze schizofrenią, co ma związek z nasileniem objawów. Zmiany te nie były obecne u osób nieprzyjmujących takich leków. Naukowcy z Uniwersytetu Pensylwanii w Filadelfii sugerowali, że powstały one w odpowiedzi na blokadę receptora i mogły ograniczać skuteczność terapii4. Innymi słowy: leki uszkadzają mózg i zmniejszają prawdopodobieństwo powrotu chorych do zdrowia.

Instrukcja obsługi umysłu

Oficjalne standardy diagnostyczne Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego wyznacza klasyfikacja zaburzeń psychicznych - "Diagnostic and Statistical Manual (DSM) of Mental Disorders" (obecnie piąta edycja z maja 2013 r.). Ten system rozpoznawania chorób nie jest tak popularny w innych częściach świata, a wątpliwości co do jego przydatności narastają nawet w Ameryce Północnej1. Jest on na tyle niemiarodajny, że kilku niezależnych psychiatrów badających tego samego pacjenta może dojść do różnych wniosków diagnostycznych.

Medycyna przednaukowa stawała w obliczu podobnych problemów. Jako że nie miała do dyspozycji żadnych badań laboratoryjnych ani innych precyzyjnych metod diagnostycznych, musiała mieć charakter opisowy. Około 1900 r. w podręczniku psychiatrii omówiono diagnostykę różnicową psychozy z uwzględnieniem pelagry (niedoboru witaminy B3), szkorbutu (niedoboru witaminy C), kiły mózgowo-rdzeniowej oraz dementia praecox (otępienia wczesnego).

Oba zespoły niedoborów witaminowych zostały ostatecznie usunięte z kręgu zainteresowań psychiatrii i złożone pod skrzydła odpowiedniej opieki specjalistów publicznej służby zdrowia i innych lekarzy. Dzięki dodawaniu do mąki niewielkich ilości niacyny (witaminy B3) pelagra niemal zniknęła. Był to jeden z największych zabiegów z zakresu publicznego zdrowia psychicznego w historii, bardziej skuteczny w ograniczeniu częstości występowania psychoz niż cała psychiatria razem wzięta. Kiłę układu nerwowego zdiagnozowano za pomocą badania krwi i usunięto z podręczników psychiatrii. Zniknęła również przemianowana na schizofrenię dementia praecox. Dalszy postęp w diagnostyce zaburzeń psychicznych - aż do pojawienia się psychiatrii ortomolekularnej - był nieznaczny.

Bibliografia

  1. Can J Psychiatry, 2006; 51: 879–86

U dwuletnich dzieci zaczyna się gwałtowny rozwój mózgu, który do ukończenia przez nie 5 lat osiąga wagę mózgu dorosłego człowieka. Pomiędzy 2. a 5. r. ż. narząd ten trzykrotnie zwiększa swoją masę. W tym okresie dzieci są bardziej impulsywne niż opanowane. Muszą nauczyć się sposobów radzenia sobie z innymi ludźmi i silnymi emocjami (zwłaszcza negatywnymi, takimi jak agresja), by mogły odpowiednio funkcjonować w społeczeństwie. Proces ten ogranicza jednak leczenie wspomnianymi powyżej silnymi środkami.

W jaki sposób rozwijający się mózg radzi sobie z blokadą w postaci toksycznych leków? Dobrze wiadomo, że dzieci są o wiele wrażliwsze na farmaceutyki, a nawet na obecne w produktach spożywczych dodatki do żywności. Czterdzieści lat temu dr Ben Feingold, dobrze znany i poważany alergolog, twierdził, że substancje te powodują u niektórych małych pacjentów rozwój wspomnianych wcześniej problemów. Rezultaty jego pracy całkowicie zakwestionowali wszyscy z wyjątkiem rodziców, którzy odkryli, że ich pociechy zaczęły się lepiej zachowywać, odkąd przeszły na pozbawioną chemicznych dodatków dietę.

W 1982 r. zespół ekspertów amerykańskiego Narodowego Instytutu Zdrowia stwierdził brak dowodów naukowych na poparcie tezy dr. Feingolda. Większość przeprowadzonych w owym czasie badań klinicznych, w tym niektórych kontrolowanych, wykazała, że alergolog się mylił. Ówczesny paradygmat przeciwstawiał się jego wnioskom. Obecnie ulega to zmianie, a najnowsze badania, również kontrolowane, wykazują, że Feingold miał jednak rację5.

Zezwalanie na diagnozowanie u małych dzieci zaburzeń afektywnych dwubiegunowych z powodu niejasnych zmian behawioralnych, które stanowią po prostu element procesu uczenia się, jest jak wyrażanie zgody na zabijanie - jeśli nie samych małych pacjentów, to z pewnością ich wzrostu i rozwoju umysłowego.

W 1960 r. grupa badawcza z Saskatchewan w Kanadzie odkryła w moczu leczonych psychiatrycznie pacjentów substancję, którą naukowcy nazwali "czynnikiem fiołkowym", jako że barwiła papier chromatograficzny na fioletoworóżowy kolor. Był to wskaźnik choroby metabolicznej określonej jako malvaria (później dr Carl Pfeiffer zmienił jej nazwę na pyroluria), którą powoduje nadmiernie wysoki poziom pyroli w organizmie. Powstają one w wyniku prawidłowej syntezy hemoglobiny w krwinkach czerwonych i zazwyczaj są wydalane wraz z moczem.

Osoby z tym zaburzeniem pochodziły z kilku grup diagnostycznych, byli to m.in. chorzy na schizofrenię. Wszyscy wydalali wraz z moczem zbyt duże ilości "fiołkowego czynnika"6.

Dr Pfeiffer opisał w schizofrenii dużą liczbę różnych syndromów. Każdy z nich wymaga całkiem innego programu leczenia. Jeśli bowiem choroba jest wynikiem np. niedoboru niacyny lub zapotrzebowania na jej duże ilości, nie uzyska się odpowiedzi na zastosowanie jakiejkolwiek innej witaminy czy metody leczenia.

Medycyna ortomolekularna

Do 1960 r. Abram Hoffer przez 7 lat stosował duże dawki witaminy B3 (niacyna/niacynamid) w leczeniu schizofrenii, obniżaniu poziomu cholesterolu oraz ograniczaniu skutków otępienia starczego i innych chorób7. Do tego czasu miał niewielkie doświadczenie w zakresie jej korzystnego wpływu na dzieci z problemami edukacyjnymi i zaburzeniami behawioralnymi.

Jednakże na początku 1962 r. rozpoczął próby leczenia nią najmłodszych pacjentów, po tym jak pewnego wieczoru zadzwonił do niego przyjaciel George, aby powiedzieć mu, że bardzo martwi się o swojego najmłodszego syna. Dziewięcioletni Ben zaczął przejawiać problemy behawioralne oraz trudności w nauce. Dzisiaj zostałby zdiagnozowany jako pacjent cierpiący na ADHD lub jedną z jego licznych odmian.

Szkolne postępy Bena były tak niewielkie, że nauczyciele zaczęli przygotowywać rodziców do posłania syna do placówki dla uczniów z trudnościami edukacyjnymi, być może nawet dla upośledzonych umysłowo. Jednakże w teście inteligencji chłopiec uzyskał zadowalający wynik, jego iloraz inteligencji wynosił 120, czyli tyle, ile u większości dobrze funkcjonujących ludzi. Dla jego ojca, pełniącego stanowisko kierownicze w administracji publicznej i matki - nauczycielki - brak postępów Bena w szkole był nie tylko kłopotliwy, lecz także niezmiernie niepokojący.

Jako że Hoffer miał niewielkie doświadczenie w leczeniu dzieci, nie był zbyt entuzjastycznie nastawiony do konsultacji Bena. Nieliczne dzieci, z którymi miał do czynienia w poprzedniej dekadzie, uważano za pacjentów albo z trudnościami edukacyjnymi, albo z ciężkimi upośledzeniami różnego stopnia. Żadne formy terapii nie były dla nich dostępne. Nowoczesny typ nadpobudliwego dziecka z trudnościami w nauce występował w 1962 r. wyjątkowo rzadko. Jednak George był tak zaniepokojony, że Abram Hoffer przezwyciężył wątpliwości dotyczące jego możliwości w zakresie właściwej diagnozy syna przyjaciela.

Ben wszedł do jego gabinetu z ojcem. Był ładnym chłopcem i - jak się wydawało - zdrowym, bez jakichkolwiek fizycznych cech charakterystycznych dla ciężko upośledzonych dzieci, obserwowanych w starych podręcznikach psychiatrii. Nie wiedział, po co przyprowadzono go na wizytę i stwierdził, że nie ma żadnych problemów ani objawów. Ojciec Bena dał Hofferowi dokumentację rozwoju dziecka, z której wynikało, że nim chłopiec skończył 14 miesięcy, nauczył się chodzić, a umiejętność mówienia opanował do 20. miesiąca życia.

Rodzice uważali Bena za idealne dziecko, dopóki w wieku 7 lat nie zaczął uczęszczać do pierwszej klasy szkoły podstawowej. Przed końcem 1960 r. matka zauważyła zmiany w zachowaniu syna. Stał się bardziej niespokojny, nie mógł zasnąć w nocy, a nawet jeśli spał, często się budził. Zaczął też gorzej radzić sobie w szkole. Kiedy rodzina przeprowadziła się do innej części miasta i Bena przeniesiono do nowej szkoły, miał jeszcze więcej problemów. Nauczyciele byli zmartwieni jego nieregularnymi wynikami w nauce i powiedzieli rodzicom, że ich syn jest jakby w skorupie. Bardzo słabo czytał i literował. Pomimo korepetycji oraz domowego powtarzania materiału z matką, trzecią klasę ukończył z bardzo niską notą.

W lipcu 1961 r. Bena badano w klinice psychiatrycznej specjalizującej się w leczeniu dzieci. Matka powiedziała lekarzom, że chłopiec ma bardzo słabą pamięć, zamienia miejscami litery i nie ma pojęcia o fonetyce. Według nauczyciela Ben nie wykorzystywał w pełni swoich możliwości, mnóstwo czasu marnował na fantazjowanie, w związku z czym radził sobie gorzej niż inni uczniowie i miał kiepskie stopnie. Nie kończył zadawanych prac, nie starał się nawet przystępować do pisania egzaminów ani też nie można go było zmotywować do osiągania lepszych wyników.

Kanapka z dżemem

W 1960 r. do Hoffera zadzwonił lekarz ze Stanów Zjednoczonych. Z płaczem opowiadał mu o swoim 12-letnim synu, który znalazł się w szpitalu. Powiadomiono go właśnie, że nie ma możliwości leczenia chłopca. Doradzono umieszczenie go w kalifornijskim stanowym szpitalu psychiatrycznym jako beznadziejny przypadek.

Wtedy to była powszechna rada. Hoffer zasugerował ojcu, by zdobył trochę niacyny, przyniósł do szpitala i przedyskutował jej zastosowanie z psychiatrą syna. Nie sądził, by jakikolwiek kompetentny lekarz obawiał się witaminy, ale ten bardzo się rozzłościł i potępił jej wykorzystanie w terapii. Powiedział, że już ją przetestowano i usmażyłaby chłopcu mózg. Oba stwierdzenia były nieprawdziwe. Ojciec zaczął potem codziennie odwiedzać syna. Podczas pobytu w szpitalu karmił go kanapkami składającymi się z dwóch kromek chleba i dwóch warstw dżemu, pomiędzy którymi znajdował się niacynowy proszek.

Trzy miesiące później chłopiec chciał wrócić do domu. Ostatnią klasę liceum ukończył jako przedstawiciel 5% odsetka najlepszych uczniów szkół średnich w kraju. Później studiował medycynę, uzyskał tytuł doktora nauk medycznych i został naukowcem specjalizującym się w dziedzinie psychiatrii. Pewnego lata pracował w laboratorium Linusa Paulinga.

W domu Ben przejawiał negatywne nastawienie w stosunku do ojca. Często też opuszczał zajęcia i wracał do domu po godzinach lekcyjnych, mimo że w ogóle nie docierał do szkoły. Według opinii kliniki działo się tak z powodu przeniesienia do innej placówki i rywalizacji ze starszym o półtora roku bratem. Zalecono zajęcia wyrównawcze z czytania, które okazały się nieskuteczne.

Kiedy Abram Hoffer przebadał chłopca, był zdezorientowany. Nie zauważył nic, co mogłoby wyjaśnić pogorszenie stanu dziecka. Zaplanował analizę moczu Bena pod kątem obecności kryptopirolu - substancji chemicznej, którą jego grupa badawcza odkryła w urynie większości leczonych pacjentów ze schizofrenią i którą można znaleźć również w przypadku mniejszej liczby osób z innymi schorzeniami.

Na podstawie doświadczeń z kilku poprzednich lat Hoffer odkrył, że wszyscy pacjenci z obecnym w moczu kryptopirolem bardziej przypominali chorych na schizofrenię niż osoby z pozostałych grup diagnostycznych. Ponadto bardzo dobrze odpowiadali na leczenie dużymi dawkami witaminy B3.

Następnego dnia w moczu Bena wykryto dużą ilość kryptopirolu. Zaczęto podawać mu 3 razy dziennie niacynamid (3 tys. mg) po posiłkach. Rodzice kontynuowali tę terapię przez kilka miesięcy. Tej jesieni George ponownie zadzwonił do Abrama Hoffera z wiadomością, że Ben zachowuje się normalnie. Zanim zaczął przyjmować witaminę B3, nie wykazywał żadnych postępów na zajęciach wyrównawczych z czytania. Latem, po wdrożeniu terapii, ochoczo nadrobił zaległości.

Jedna z nauczycielek Bena przygotowała na jego temat raport, który wysłała Hofferowi w 1973 r. Wcześniej chłopiec tak źle radził sobie na zajęciach, że w szkole uchodził za głupiego. Podczas lekcji nie odpowiadał na żadne pytania. Zaskoczona nauczycielka zauważyła, że obecnie jest on aktywny podczas dyskusji grupowych i zgłasza się na ochotnika do odpowiedzi. Przed terapią witaminową Benowi trudno było nadążyć z robieniem notatek na zajęciach czy pisaniem sprawdzianów, szczególnie z literowania i arytmetyki, zawsze był spięty i brakowało mu czasu.

Problemy te zaczęły szybko znikać. Zauważono również wiele innych zmian na poziomie fizycznym, społecznym, emocjonalnym i edukacyjnym.

Jak informowała nauczycielka, Ben przestał być nieśmiały: "Ma błyskotliwą osobowość i nie boi się odzywać. Zaczął interesować się sportem, w którym się wyróżnia i do którego powinno się go zachęcać. Teraz już dobrze dogaduje się z dziećmi w szkole i na koloniach. Ma zadatki na lidera, podejmuje się organizacji wielu obowiązków… Ben wszedł na scenę, aby zaśpiewać, wygłosić mowę oraz odczytać poranny fragment Pisma Świętego przed wszystkimi uczniami i pracownikami. Wszystkie te czynności wykonał dobrze, choć dało się zauważyć, że był lekko zdenerwowany i spięty. Ponadto z własnej inicjatywy czyta książki i sprawia mu to przyjemność" - pisała.

Naturalna kuracja

W przypadku jakichkolwiek problemów behawioralnych skontaktuj się z wykwalifikowanym, doświadczonym specjalistą w dziedzinie żywienia lub medycyny ortomolekularnej, który dostosuje dawki suplementacji w zależności od wieku i indywidualnych potrzeb Twojego dziecka.

  • Podawaj dziecku 3 pożywne, organiczne i nieprzetworzone posiłki dziennie i gotuj je w domu od podstaw.
  • Zbadaj dziecko pod kątem alergii pokarmowych, weź pod uwagę przede wszystkim tzw. wielką trójkę: cukier, nabiał i pszenicę.
  • Wyeliminuj z diety dziecka dodatki do żywności.

Suplementacja:

  • wapń/magnez - rekomendowana dawka dobowa: 300 mg wapnia, 150 mg magnezu, każda z dawek×3;
  • cynk - rekomendowana dawka dobowa: 25-50 mg;
  • witamina D - rekomendowana dawka dobowa: 1000-2000 j.m.;
  • witamina B6 - rekomendowana dawka dobowa: 100 mg;
  • witamina B3 (w postaci niacynamidu lub heksanikotynianu inozytolu) - rekomendowana dawka dobowa: 500-1000 mg×3;
  • multiwitamina w tabletkach niezawierających miedzi;
  • kompleks witaminowy B-50 (50 mg 10 witamin z grupy B) - rekomendowana dawka dobowa: jedna tabletka;
  • witamina B9 (folacyna lub kwas foliowy) - rekomendowana dawka dobowa: 1200 µg;
  • witamina C - rekomendowana dawka dobowa: 500-1000 mg×3;
  • selen - rekomendowana dawka dobowa: 200 µg;
  • niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe omega-3 - rekomendowana dawka dobowa: 1 g×3.

Obecnie Ben utrzymuje rodzinę i ma odpowiedzialną stałą pracę. Spełnia kryteria pełnego powrotu do zdrowia: nie występują u niego objawy i oznaki choroby, ma dobre relacje z rodziną oraz innymi ludźmi.

Ben był jednym z pierwszych dzieci, które Abram Hoffer badał pod kątem kryptopirolu i leczył dużymi dawkami niacynamidu. Stanowi on jednak doskonały przykład na to, co można zrobić dla małych pacjentów z tzw. problemami edukacyjnymi i zaburzeniami behawioralnymi, kiedy są badani, diagnozowani i poddawani terapii według właściwego ortomolekularnego podejścia.

Leczenie chłopca oraz jego reakcja na duże dawki witaminy to dowód na to, co można osiągnąć poprzez dietę i suplementację składników odżywczych nie tylko u dzieci "chorych", lecz także zdrowych.

Do 1999 r. Abram Hoffer opisał 110 krótkich historii dzieci poniżej 14. r.ż., które leczył metodami ortomolekularnymi. U wielu z nich dziecięcy psychiatra zdiagnozowałby jedno lub więcej zaburzeń z deficytem uwagi albo nawet chorobę afektywną dwubiegunową. Następnie leczono by je lekami przeciwpsychotycznymi i żadne z nich nie wróciłoby do zdrowia. Pierwsza trójka małych pacjentów, których w 1960 r. poddawał terapii, wyzdrowiała. Nie były potrzebne żadne podwójnie ślepe próby. Ostatecznie Hoffer leczył grubo ponad 2 tys. pacjentów poniżej 14. r.ż. Niepowodzeń terapeutycznych było bardzo niewiele8.

Od tamtego czasu jego wnioski zostały udokumentowane w tuzinach publikacji i kilku książkach, a także solidnie potwierdzone przez lekarzy, którzy stosowali opisane przez niego leczenie9.

Jeśli więc terapia ta jest tak skuteczna, jak zaobserwował i opisał Hoffer, dlaczego nie korzysta z niej każde dziecko?

Teoria i praktyka medycyny ortomolekularnej opiera się na nowoczesnym paradygmacie terapeutycznego zastosowania witamin, i to nie tylko w celu zapobiegania kilku chorobom spowodowanym ich niedoborem, takich jak szkorbut i krzywica. Leczenie nie ogranicza się jednak wyłącznie do podawania paru pigułek.

Pierwszym krokiem jest poprawa diety dziecka. Zbyt wielu najmłodszych spożywa ogromne ilości żywieniowych "artefaktów", takich jak cukry, szkodliwe tłuszcze oraz produkty z rafinowanej mąki. Równie ważna jest eliminacja z diety dziecka pokarmów, na które ma alergię.

Kwestia ta jest kompletnie pomijana przez przedstawicieli środowiska medycznego, z wyjątkiem kilku ekologów klinicznych. Jeśli dziecko choruje, ponieważ pije duże ilości mleka, na które ma alergię, nie wróci do zdrowia, dopóki problem dietetyczny nie zostanie rozwiązany.

Kiedy dziecko i jego rodzice otrzymają zalecenia dotyczące tego, co powinno ono jeść i kiedy (należy podawać mu 3 posiłki dziennie), rozpoczyna się przyjmowanie odpowiednich witamin. W przypadku małego pacjenta z zaburzeniami behawioralnymi i/lub trudnościami edukacyjnymi najistotniejsze są dwie witaminy z grupy B: niacyna (B3) oraz pirydoksyna (B6).

Kiedy Abram Hoffner po raz pierwszy rozpoczynał terapię witaminową, stosował jedynie witaminę B3, jednak później stało się jasne, że witamina B6 również odegrała swoją rolę, szczególnie w przypadku dzieci autystycznych. Potrzebna jest również witamina C, jako że nikt nigdy nie pozyskuje z pożywienia jej wystarczającej ilości.

Witamina D jest niezbędna szczególnie w krajach skandynawskich (również w Polsce od października do kwietnia), gdzie promieniowanie ultrafioletowe jest przez większość roku niewielkie. A ponieważ rzadko zdarza się, by ktokolwiek miał niedobór tylko jednej witaminy, dobrą praktyką jest również podawanie witaminy B complex. Najważniejsze minerały to cynk i selen.

Wciąż dziwi fakt, że chorobę, która kilka lat temu była bardzo rzadko rozpoznawana u dzieci, obecnie stwierdza się u milionów małych, nawet dwuletnich pacjentów, w stopniu wymagającym przyjmowania leków przeciwpsychotycznych.

Jak pisze naukowy reporter New York Timesa John Tierney: "Lekarze biorą przykład z innych, co prowadzi do nadmiernego diagnozowania niektórych popularnych dolegliwości (zwanych chorobami podczepionymi) i ordynowania pewnych terapii (takich jak powszechne niegdyś usuwanie migdałków u dzieci). Medycy nie są w stanie na bieżąco zapoznawać się z ogromem badań, poszukują więc wskazówek eksperta lub przynajmniej kogoś, kto na takiego wygląda"10.

Pogląd, według którego zaburzenia afektywne dwubiegunowe są tak powszechne, zrodził się na Uniwersytecie Harvarda za sprawą dr. Josepha Biedermana, ordynatora oddziału psychofarmakologii dziecięcej Massachusetts General Hospital. W programie stacji CBS zdefiniował on to zaburzenie szerzej, aby można je było diagnozować u większej liczby dzieci.

Fot.: e-Magine Art, flickr.com, CC BY 2.0

Tak oto pojawił się początkowy, niezbędny element fali terapeutycznej - opinia szanowanego naukowca związanego z Harvardem. Jak wielu psychiatrów przeciwstawiłoby się uczonemu z tak znakomitego uniwersytetu? Pogląd ten był również bardzo atrakcyjny i użyteczny z punktu widzenia przemysłu farmaceutycznego, który znalazł nowy olbrzymi rynek zbytu dla produkowanych przez siebie leków.

Leki psychotropowe mogą być niezbędne dla wielu pacjentów jako środek zaradczy w nagłych wypadkach, jednakże stosowane w nieskończoność i w dużych dawkach nie stanowią dobrej formy terapii. Powinno się je traktować jak kule ortopedyczne i odstawiać, kiedy przestają być potrzebne. O wiele więcej uwagi trzeba poświęcić toksycznym działaniom niepożądanym środków przeciwpsychotycznych. Najpoważniejszy z nich stanowi fakt, że prawie niemożliwe jest, by przyjmujący je pacjent kiedykolwiek w pełni powrócił do zdrowia.

Współczynnik normalnego powrotu do zdrowia wśród pacjentów z zaburzeniami psychicznymi, którym zapewni się odpowiednie schronienie, prawidłowe odżywianie oraz uprzejme traktowanie i szacunek podczas leczenia, wynosi około 40%. W przypadku metod terapeutycznych nowoczesnej psychiatrii obniża się  do około 10%.

Diagnostyka psychiatryczna, tak jak ją opisano w klasyfikacji zaburzeń psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego (DSM-IV), nie jest ani naukowa, ani użyteczna dla leczenia albo rokowań i powinno się jej zaniechać. Należy zastąpić ją rozpoznaniem etiologicznym (np. alergie, zależność od witamin i minerałów oraz ich niedobory).

Obecny paradygmat diagnostyczny jest nie tylko szkodliwy dla dzieci, lecz także stanowi swoistą licencję na zabijanie.

"Bezpieczny" Ritalin: czytając miedzy wierszami

W październiku 2006 r. amerykański Narodowy Instytut Zdrowia Psychicznego finansował projekt, który określił jako pierwsze długoterminowe, wieloośrodkowe badanie zaprojektowane w celu ustalenia skuteczności i bezpieczeństwa stosowania leczenia metylofenidatem (Ritalin) przedszkolaków z deficytami uwagi/nadpobudliwością psychoruchową. Jak można było się domyślić, odkryto, że lek jest bezpieczny i skuteczny, kiedy stosuje się go w niskich dawkach u przedszkolaków w wieku od 3 do 5 lat. Jednakże badanie wykazało także, że dzieci w tym przedziale wiekowym są bardziej niż starsi pacjenci pediatryczni narażone na jego działania niepożądane i dlatego powinny być ściśle monitorowane.  Rozpatrzmy istotne dane zawarte w starannie sformułowanym dokumencie sporządzonym w celu poparcia wniosków badaczy.

1. Badanie prowadzono przez 70 tygodni. W porównaniu z trwającymi zazwyczaj kilka miesięcy testami leków może się to wydawać długim okresem. Jednakże z punktu widzenia tego, że w badaniu brały też udział dorastające dzieci w wieku 15-17 lat, jest on bardzo krótki. Najcięższe toksyczne skutki uboczne niedożywienia mogą nie ujawniać się nawet do 20 lat. Określanie tego badania mianem długoterminowego jest niewątpliwie znacznym nadużyciem. Nazwano je także badaniem na dużą skalę, choć włączono do niego zaledwie 303 dzieci.

2. Bezpieczeństwo. Działania niepożądane zaobserwowane u badanej grupy pacjentów były cięższe niż w przypadku starszych dzieci.

3. Lek spowolnił tempo wzrostu dzieci. Przez 70 tygodni trwania badania urosły one o ok. 1,3 cm mniej niż oczekiwano. Załóżmy, że szacujemy, jakie byłyby skutki 10-letniej kontynuacji leczenia, do wieku nastoletniego, co nie jest praktyką szczególnie rzadką. Chociaż wzrost nie postępuje liniowo wraz z wiekiem, wciąż można oceniać, że uczestnicy badania byliby przeciętnie o ok. 12,7 cm niżsi i ważyliby o ok. 13,6 kg mniej.

4. 11% dzieci wycofano z badania z powodu niedopuszczalnych działań niepożądanych. Niektóre z nich straciły np. na wadze. Dziesięcioprocentowy lub wyższy ubytek masy ciała pacjenta na początku testów badacze uznali za objaw niepożądany wystarczająco ciężki, by zaprzestać podawania farmaceutyku. Inne działania niepożądane obejmowały: bezsenność, utratę apetytu, zaburzenia nastroju (takie jak niepokój czy nerwowość) oraz zachowania obsesyjno-kompulsywne, polegające na skubaniu skóry.

Wczytaj więcej
Może Cię zainteresować