Uważaj, o czym marzysz, bo jeszcze się spełni. Rozmowa z mentorką i trenerką Agnieszką Bilińską

Dlaczego wraz z nadejściem Nowego Roku stawiamy sobie wyzwania? Jak wyznaczać realne cele i co zrobić, by nasze marzenia się urzeczywistniły? O noworocznych postanowieniach rozmawiamy z mentorką i trenerką Agnieszką Bilińską. 

Artykuł na: 23-28 minut

Agnieszka Bilińska

Agnieszka Bilińska

Life & executive coach, mentorka, trenerka, właścicielka firmy doradczej Trusted Up. Założycielka i fundatorka Vital Voices Poland, polskiego oddziału globalnej organizacji założonej przez Hillary Clinton i Madeleine Albright, wspierającej przywództwo kobiet. Tworzy i wdraża programy szkoleniowe i rozwojowe w organizacjach www.trustedup.pl. Mama dwóch córek, Alicji (21) i Aleksandry (15)

Agnieszka Podolecka: Koniec i początek roku to moment, w którym wiele osób składa sobie obietnice. Skąd bierze się taka potrzeba? Czy to owczy pęd, bo wszyscy tak robią?

Agnieszka Bilińska: Częściowo tak. Media, koleżanki, znajomi w pracy mówią, że od nowego roku coś zmienią: zaczną się lepiej odżywiać, schudną, zaoszczę­dzą pieniądze na wakacje, przestaną spotykać się z ludźmi, którzy ich denerwują etc. Otoczeni takim natłokiem informacji dajemy się ponieść świątecznej atmosferze i też sobie coś obiecu­jemy. Często to samo, co ludzie wokół. A potem nierzadko nie dotrzymujemy tych obietnic, bo nie były przemyślane i wcale nie zależało nam na tym, co sobie obiecaliśmy.

kobieta robiąca plany
Wytrwanie w realizacji swojego postanowienia wymaga od nas ciężkiej pracy, gdzie słowo klucz to konsekwencja – nie zawsze łatwa i oczywista.

Przeprowadziłam ostatnio testy na paru zespołach, z którymi prowadziłam zajęcia coachingowe i okazało się, że ludzi można podzielić na dwie grupy: tych, którzy składają sobie obietnice i tych, którzy tego nie robią. Zaintrygowała mnie ta druga grupa. Spytani, dlaczego sobie nic nie obiecują, odpowiadali: „po prostu nie”. Nie mówili, że nie wierzą, że im się nie uda, albo że nie widzą sensu w takim działaniu, po prostu się nie zasta­nawiali nad obiecywaniem sobie czegokolwiek, bo nigdy tego nie robili i nie odczuwają takiej potrzeby. Nie było osób, które złożyły sobie obietnice raz czy dwa i prze­stały, gdy im nie wyszło. Ten mikroeksperyment pokazuje, że albo przez chwilę wierzymy w moc zmian, albo nie.

AP: A ludzie, którzy składają sobie obietnice, nie tylko noworoczne? Dlaczego to robią?

AB: Ponieważ mają potrzebę zmienienia swojego życia na lepsze. Coś im przeszkadza, hamuje ich rozwój lub irytuje i chcą to zmienić. Czę­sto postanawiamy coś zrobić pod wpływem pozytywnych emocji, jakieś wydarzenie spra­wia, że jesteśmy radośni, czujemy przypływ dobrej energii i wydaje się nam, że mamy moc sprawczą i wytrwamy w realizacji zamierzeń. Składaniu obietnic często towarzyszy entuzjazm, np. mówimy sobie: „To jest mój ostatni dzień z papierosem, od jutra nie palę” albo „w sylwe­stra zjadam ostatnie mięso i od nowego roku przechodzę na wegetarianizm”. Czasami jednak obietnice wynikają z poczucia zagrożenia albo nieszczęścia i obiecujemy sobie, że zerwiemy z toksycznym partnerem albo zmienimy pracę, bo w obecnej ledwie wytrzymujemy.

Quote icon
Czę­sto postanawiamy coś zrobić pod wpływem pozytywnych emocji, jakieś wydarzenie spra­wia, że jesteśmy radośni, czujemy przypływ dobrej energii i wydaje się nam, że mamy moc sprawczą i wytrwamy w realizacji zamierzeń.


AP: A potem wcale tego nie robimy. Dlaczego?

AB: Zacznijmy od obietnic składanych sobie w chwili nieszczęścia. Zerwanie z partnerem, z którym jest się nieszczęśliwym, wcale nie jest łatwe. Wymaga zajrzenia w głąb siebie i odpowiedzenia sobie na pytanie, dlaczego w ogóle się jest z tym człowiekiem? Czy łączy nas ślub i boję się rozwodu? Czy mam za mało pieniędzy, aby się wyprowadzić i sama wychowywać dzieci, bo on na pewno nie będzie chciał płacić alimentów? Czy boję się ostracy­zmu, bo w mojej społeczności rozwód jest wciąż stygma­tyzowany? A może mam charakter ofiary i każda moja relacja była toksyczna, a ja tę przemoc, czy to fizyczną, czy psychiczną, akceptuję od lat i nie wiem, jak żyć, nie pełniąc funkcji ofiary? To są bardzo poważne pytania i decyzje, które chcemy podjąć, wymagają dłuższego procesu, często pomocy terapeuty lub bliskich, którzy udzielą nam schro­nienia.

Tego typu obietnice składane na kartce z okazji nowego roku raczej nie mają szansy na zrealizowanie, ale gdy zajrzymy w głąb siebie i skonfrontujemy się uczciwie ze swoimi lękami, możemy podjąć decyzję o odejściu, obiecać sobie lepsze życie, większy szacunek do siebie, pracę nad sobą i stworzyć plan działania, który potem sukcesywnie, często z wielkim trudem, zrealizujemy.

AP: A co z obietnicami, które składamy sobie z poczuciem radości, że oto znaleźliśmy cel, który warto zrealizować, bo poprawi nam jakość życia? Dlaczego takich postanowień nie realizujemy?

AB: Myślę, że jest kilka powodów. Pierwszy z nich jest taki, że owe obietnice nie są tak naprawdę nasze, jedynie powielamy zachowania innych osób. Jeśli wszystkie koleżanki w pracy mówią, że będą się zdrowiej odżywiać, to my też tak posta­nawiamy i nawet się nie zastanawiamy, co to znaczy. Każdy organizm jest inny, więc nie ma uniwersalnych diet. Jeśli twój sposób życia jest spokojny i nie uprawiasz sportu, to przejście na dietę dla sportowców nic nie zmieni na lepsze w twoim życiu i szybko się zniechęcisz. Zadasz sobie pytanie: „Po co ja to robię, skoro nie ma efektów?” I to będzie dobre pytanie. Jeśli ktoś podejmuje decyzję o nauce np. hiszpańskiego pod wpływem innych osób, a sam nie ma pieniędzy na wakacje w Hiszpanii, to też wątpliwe, aby dotrzymał obietnicy. No bo z kim będzie rozmawiać po hiszpańsku?

mapa marzeń
Poznanie wartości jest ważne (...) jeśli nie wiemy, co jest dla nas ważne, co możemy poddać dyskusji, co negocjować, a czego nie, to wikłamy się w związki z ludźmi, wykonujemy pracę, której sami nie szanujemy i czujemy się nieszczęśliwi.

Obietnice bywają też zbyt ambitne i po prostu nie chce się nam wkładać wysiłku w ich realizację. Osoba, która postanawia zacząć uprawiać jogging, zniechęca się po kilku zadyszkach. Jej poddanie się może wynikać z tego, że ma zbyt słaby organizm lub jest otyła i zamiast biegać, powinna zacząć od szybkich spacerów i przy­zwyczajenia organizmu do wysiłku. Może też nie znać tech­niki. Biegania też się trzeba nauczyć. Jeśli ktoś chce, to niech podejdzie do tego z głową. Można się umówić z trenerem albo wsadzić na uszy słuchawki, puścić sobie instrukcję w Inter­necie i spokojnie uczyć się biegania, na przemian z maszero­waniem tak, aby nie nadwyrężyć mięśni i się nie przeforsować.

AP: Myślę, że problem z niezrealizowanymi postanowieniami wynika w dużej mierze z lęku przed wyjściem poza strefę komfortu.

AB: Na pewno. Każda znacząca zmiana jest wyjściem poza coś, co znamy i do czego jesteśmy przyzwyczajeni. Często  przychodzą do mnie na coaching osoby, które twierdzą, że chcą zmienić pracę. Narzekają na swoich szefów, za niską pensję, za długie godziny, ale jednocześnie nie robią nic, aby sytuację zmienić. Realizacja postanowienia składa się z kilku etapów. Pierwszy z nich jest kluczowy: posta­nawiam coś zrobić i podejmuję to zobowiązanie wobec siebie. Nikt nie lubi ludzi, którzy rzucają słowa na wiatr i nie szanują innych, a jednocześnie sami wobec siebie tak się właśnie zachowujemy.

Quote icon
Jeżeli jakaś decyzja wywołuje u nas skurcz brzucha ze stresu czy strachu, to zastanówmy się, czy na pewno jest to dobra decyzja. Jeśli uznamy, że dane przedsięwzięcie warte jest tak wielkiego stresu, to poprośmy o pomoc osoby, które wesprą nas tak, jak tego potrzebujemy, nie tylko emocjo­nalnie, ale i fachową wiedzą lub finansowo. Wytrwanie w realizacji swojego postanowienia wymaga od nas ciężkiej pracy, gdzie słowo klucz to konsekwencja – nie zawsze łatwa i oczywista.

Zatem podejmując decyzję o zmianie czegoś w naszym życiu, powinniśmy od razu świadomie zacząć się szanować i zobowiązać się do uczci­wości wobec samego siebie oraz do respektowania swojego czasu, samopoczucia i sygnałów płynących z ciała. Jeżeli jakaś decyzja wywołuje u nas skurcz brzucha ze stresu czy strachu, to zastanówmy się, czy na pewno jest to dobra decyzja. Jeśli uznamy, że dane przedsięwzięcie warte jest tak wielkiego stresu, to poprośmy o pomoc osoby, które wesprą nas tak, jak tego potrzebujemy, nie tylko emocjo­nalnie, ale i fachową wiedzą lub finansowo. Wytrwanie w realizacji swojego postanowienia wymaga od nas ciężkiej pracy, gdzie słowo klucz to konsekwencja – nie zawsze łatwa i oczywista.

AP: Zatem zaczynamy od tego, aby obejrzeć siebie i swoje potrzeby, a potem uczciwie zobowiązać się do czegoś, co będzie dla nas dobre. Jak poszukać celu, którego realizację warto sobie obiecać?

AB: Marzyć! Przyjrzyjmy się swoim marzeniom. One mogą być wielkie lub małe, ale to, o czym marzymy, możemy zamienić na cel, który krok po kroku zrealizujemy. Mówiłaś mi, że chciałaś schudnąć o jeden rozmiar i widzę, że ci się udało. Schudnięcie to częsta obietnica, której większość ludzi nie realizuje. Jak to zrobiłaś?

AP: Dostosowałam metodę do swojego charakteru. Kocham słodycze, więc odchudzanie za pomocą diety to dla mnie koszmar, w którym bym nie wytrwała. Za to uwielbiam ćwiczyć i robię to półtorej godziny rano na czczo i potem wieczorem. I jem o jeden posiłek mniej. Czuję się świetnie w swojej skórze i jestem zdopingowana do dalszych ćwiczeń.

mężczyzna idący na siłownie
Jeśli decydujemy się nic nie zmieniać, to wtedy nie narzekajmy, że jest nam źle, bo to jest własna decyzja. Bez ryzyka i bez podjęcia działania, które może budzić lęk, nic nie zdziałamy.

AB: I to jest najlepsza metoda. Jeśli ktoś marzy o pięknej sylwetce, to powinien się zastanowić, z czego nie chce lub nie umie zrezygnować i znaleźć odpowiedni sposób. Ja nigdy w życiu nie zmusiłabym się do wstawania o świcie i ćwiczenia przed śniadaniem. Gdybym chciała schudnąć, to poszukała­bym diety, która by mi to umożliwiła. Gdyby mi brakowało samozaparcia, poszukałabym grupy wsparcia. Może zapisała­bym się na kurs gotowania lekkich potraw i zajęcia z jogi? Joga zamiast kolacji by mi odpowiadała. Jeśli ktoś sobie obiecuje, że schudnie, to niech znajdzie metodę, która będzie zgodna z jego charakterem. A jeśli będzie uczciwie próbować i nie osiągnie efektów, to może powinien udać się do lekarza i sprawdzić, czy nie ma np. cukrzycy albo choroby Hashimoto. Nie każdy może schudnąć, są choroby, które to uniemożliwiają.

AP: Jak zabrać się do realizacji większych marzeń?

AB: Najpierw zastanówmy się, czy dane marzenie jest reali­styczne. Jeśli marzeniem jest nagła zmiana miejsca zamiesz­kania, bez posiadania środków na inwestycje i bez samego lokum, to raczej nie jest to coś, co da się osiągnąć natych­miast. Ale już zrobienie rozeznania w interesującej nas oko­licy oraz co do cen za wynajem mieszkania, właściwego na naszą kieszeń, wydaje się możliwe do zrealizowania.

Jeżeli nasze marzenie to inna praca zawodowa, taka, która da nam satysfakcję, to zastanówmy się, jakie kolejne kroki dopro­wadzą nas do realizacji tego marzenia. Jakich kompetencji potrzebujemy, aby mieć pracę marzeń? Co takiego możemy zrobić już teraz, co przybliży nas do znalezienia nowej pracy? Dla kogo i jak chcemy pracować? Co najbardziej lubimy robić itp.? Złożenie sobie obietnicy porównałabym do decyzji o wyjściu na spacer. Wkładamy buty i... musimy wstać z krzesła, wyjść na dwór i spacerować. Samo włożenie butów nie sprawi, że znajdziemy się w parku, musimy wło­żyć wysiłek i wykonać ruch. Kolejny etap to poszukiwanie wewnętrznej motywacji.

mapa marzeń
Bardzo dobrym sposobem na odkrycie, czego naprawdę pragniemy i zmotywowanie się do realizacji tych pragnień, jest przygotowanie swojej mapy marzeń. Taką mapę można sporządzić w dowolnym momencie, początek roku to jeden z takich okresów. Potrzebna będzie kartka, kolorowe gazety i klej... Albo osobny folder w telefonie, gdzie zapiszesz swoje ulubione zdjęcia lub grafiki. Wybierz te, które podpowiada ci intuicja lub to, co lubisz. Zdjęcia, obrazy, grafiki – to, co do ciebie przemawia i na widok czego robi ci się miło i przyjemnie. Lubię tworzyć swoje mapy marzeń raz na kilka lat. Sięgam do nich wtedy, kiedy chcę i odkrywam, że wiele marzeń spełniłam. Nasza podświadomość zadba o to, aby tak pokierować naszymi zachowaniami i podejmowa­niem decyzji, aby spełnić swoje marzenia.

AP: Jak jeszcze znaleźć motywację do działania?

AB: Cele i obietnice powinny być sformułowane w sposób pozytywny, a zatem zamiast: „nie znoszę swojej pracy”, lepiej jest powiedzieć sobie: „chciałabym mieć pracę, która daje mi satysfakcję, w której będę szanowana i będę mogła się realizować”. Zawsze mnie zadziwia, ile lat ludzie potrafią narzekać na swoją pracę i jej nie zmieniają. Gdy pytam dlaczego, twierdzą, że to nie jest łatwe, że wcale lepsza praca na nich nie czeka, że nie wiadomo, jak będzie w tej nowej, a tu przynajmniej wiemy, czego się spo­dziewać. Ale przecież nie szukamy nowego wroga, tylko sposobu zarabiania na życie w sposób satysfakcjonujący, dający poczucie spełnienia.

Obiecywanie sobie zmiany zawodu czy miejsca pracy, udział w coachingu a potem odmowa aktywnego działania pokazują, że albo człowiek tak naprawdę nie chce zmienić nic w swoim życiu, albo boi się, że nie sprosta nowym wymaganiom. I tu należy się zastanowić, dlaczego tak jest. Czy tkwię w tej firmie, bo czuję, że nie jestem warta czegoś lepszego? Czy moi rodzice, którzy całe życie pracowali na etat w jednym przedsiębiorstwie, wmówili mi, że pracy należy się trzy­mać i zacisnąć zęby, gdy szef odreagowuje na nas swoje frustracje? A może ja nie cierpię pracować z ludźmi i mieć szefa i powinienem założyć własny biznes, najlepiej taki, w którym ograniczę kontakty z innymi do minimum?

Jak już ustalimy, jaką pracę chcemy mieć i dlaczego jej nie mamy, przychodzi pora na to, aby uczciwie odpowiedzieć sobie na pytanie: Czy podejmę ryzyko i zmienię sposób zarabiania na życie, czy pozostaję tu, gdzie jestem?”. Jeśli decydujemy się nic nie zmieniać, to wtedy nie narzekajmy, że jest nam źle, bo to jest własna decyzja. Bez ryzyka i bez podjęcia działania, które mogą budzić lęk, nic nie zdzia­łamy. Miejmy więc odwagę przyznać się sami przed sobą, że świadomie wybieramy życie w strachu i niewygodzie i nie obiecujmy sobie zmian, których i tak nie wpro­wadzimy. Jeśli jednak zdecydujemy się podjąć decyzję o zmianie pracy, to dokładnie przeanalizujmy swoje słabe i mocne strony, zobaczmy, czego powinniśmy się douczyć i poszukajmy pracy, która jest zgodna z naszymi warto­ściami, bo tylko taka da nam spełnienie.

AP: Szukając pracy, ludzie rzadko o tym myślą. Wiele osób nawet nie wie, jakie wartości są dla nich ważne.

AB: Zgadza się. Dlatego ustalenie listy swoich wartości jest jednym z pierwszych ćwiczeń, jakie coach robi ze swoimi klientami. Poznanie wartości jest ważne nie tylko w kontek­ście znalezienia odpowiedniej pracy, ale także dla dobrego samopoczucia. Jeśli nie wiemy, co jest dla nas ważne, co możemy poddać dyskusji, co negocjować, a czego nie, to wikłamy się w związki z ludźmi, wykonujemy pracę, której sami nie szanujemy i czujemy się nieszczęśliwi. W Inter­necie można znaleźć listę wartości. Wśród nich są np. szacunek, wolność, niezależność, rodzina, zdrowie, spokój, podróże, pieniądze, efektywność, kreatywność. Najpierw wypiszmy wszystkie wartości, które z nami rezonują, potem wybierzmy dziesięć najważniejszych, z tej dziesiątki piątkę i ułóżmy tę piątkę od najważniejszej wartości do mniej ważnych. Ta piątka pokaże nam, czego szukać, a czego uni­kać w życiu zawodowym.

AP: Warto też wyjaśnić sobie, co dane wartości dla nas znaczą. Ostatnio spytałam kilka osób o ich definicję świętego spokoju. Dla mnie święty spokój to możliwość uprawiania sportu rano i wieczorem. Gdy przez niemal półtora roku cierpiałam z powodu kontuzji nogi, byłam nieszczęśliwa, bo nie mogłam iść do lasu i się zmęczyć. Nie miałam świętego spokoju, jakim jest aktywne obcowanie z naturą. Parę osób powiedziało mi, że moja definicja przyprawia ich o ból głowy, bo dla nich święty spokój to nicnierobienie, leżenie na kanapie i niemyślenie o niczym. Dla mnie to definicja koszmaru. Zatem gdy rozmawiamy np. z potencjalnym pracodawcą lub partnerem o swoich wartościach, warto wyjaśnić, co przez nie rozumiemy.

AB: To, co powiedziałaś, jest bardzo ciekawe. Rzeczywiście ludzie różnie rozumieją ważne pojęcia i mają do tego prawo. Jeśli pracodawca mówi ci, że oczekuje kreatywności i ty proponujesz kilka rozwiązań, a on stwierdza, że jednak nie tak wielkiej kreatywności, to lepiej od razu na rozmowie kwalifikacyjnej ustalić, czym jest owa kreatywność wymie­niona w ofercie pracy. Planując sobie zmianę pracy, obie­cajmy sobie, że nowa będzie zgodna z naszymi wartościami i że nie będziemy się pakować w coś, co wcale się dobrze nie zapowiada.

Quote icon
Aby cel był realny, musi spełniać kilka warunków: 1. musi być konkretny, 2. osa­dzony w czasie, 3. podzielony na odcinki, które umożli­wiają weryfikację naszych działań.


AP: Czy w ogóle warto składać sobie obietnice? Czy nie lepiej iść na żywioł?

AB: Moim zdaniem nie. Ja lubię marzyć, wybierać marzenie, które zamieniam w cel, a potem ustalam kroki potrzebne do jego osiągnięcia. Gdy coś sobie obiecuję, staram się z tej obietnicy wobec siebie wywiązać. Aby cel był realny, musi spełniać kilka warunków: 1. musi być konkretny, 2. osa­dzony w czasie, 3. podzielony na odcinki, które umożli­wiają weryfikację naszych działań. Ostatnio młoda osoba, która wychowała się w tolerancyjnym, wielokulturowym państwie, powiedziała mi, że nie chce mieszkać w Pol­sce, bo nie podoba się jej sytuacja polityczna, homofobia i homogeniczność naszego kraju.

para na szczycie góry
Podejmując decyzję o zmianie czegoś w naszym życiu, powinniśmy od razu świadomie zacząć się szanować oraz zobowiązać się do uczciwości wobec samego siebie i do respektowania swojego czasu, samopoczucia i sygnałów płynących z ciała.

Odparłam, że ma prawo mieszkać, gdzie chce, jeśli ją to uszczęśliwi. Zasugerowałam spojrzenie w głąb siebie i odpowiedzenie na pytanie, czy na pewno chodzi o Polskę, czy może o jej otoczenie. Otocze­nie jej nie przeszkadzało, ma grupę przyjaciół, którzy ją akceptują, po prostu nie może wytrzymać w Polsce. Skoro tak, to powinna się przygotować do emigracji w rozsądny sposób. Zastanowić się, jaki kraj będzie jej odpowiadać kulturowo i pod względem klimatu, sprawdzić, jacy specja­liści są w nim potrzebni i czy jej umiejętności odpowiadają na to zapotrzebowanie, bo to da jej szansę na znalezienie satysfakcjonującej pracy. Jeśli okaże się, że brak jej kwali­fikacji, to może się albo doszkolić, albo poszukać innego państwa, w którym znalezienie pracy lub założenie własnej firmy będzie łatwiejsze. Nawet tak trudne postanowienie jak emigracja można zrealizować z głową. Trzeba się tylko odpowiednio przygotować.

AP: Niektóre plany realizuje się bardzo długo. Czy warto nagradzać się za każdy zrealizowany etap?

AB: Jak najbardziej. Docenianie siebie jest równie ważne, jak poczucie docenienia przez bliskie nam osoby czy szefa. Nawet jeśli sukcesy wydają się niewielkie, to warto powie­dzieć sobie coś miłego albo nagrodzić się wycieczką za mia­sto, uroczystym posiłkiem lub inną rzeczą, która sprawi nam przyjemność. Nagroda sprawia bowiem, że czujemy moc sprawczą, widzimy, że udało się nam osiągnąć kolejny etap realizacji planu. Jeśli się nie uda, to nie karzmy się i nie zwa­lajmy winy na innych. Usiądźmy i na spokojnie zastanówmy, dlaczego nie zrealizowaliśmy postanowienia. Czy nie włożyliśmy wystarczająco wysiłku? Czy sobie odpuściliśmy? Jeśli tak, to dlaczego? Czy naprawdę wydarzyło się coś, co uniemożliwiło nam działanie, czy też trochę poleniuchowali­śmy?

Jeśli uznamy, że jednak włożyliśmy wysiłek w działanie, to przyjrzyjmy się metodzie. Może nie dopasowaliśmy jej do swoich możliwości? Może powinniśmy się czegoś nauczyć? Czy umiemy udoskonalić swoje możliwości, czy potrzebu­jemy nauczyciela? A może zabrakło nam wiary w siebie? W takiej sytuacji możemy poprosić o wsparcie bliskich albo specjalistę o profesjonalną pomoc. A może przyjęliśmy na siebie zbyt wiele zobowiązań i po prostu potrzebujemy urlopu? Przyjrzyjmy się sobie i swoim działaniom, uczciwie, bez maski i wykrętów. Nikt nie oceni naszych starań lepiej niż my sami, więc bądźmy dla siebie dobrzy, z miłością przeanalizujmy każdy krok i poszukajmy nowych rozwiązań. Wtedy na pewno nam się uda.

Autor publikacji:
Wczytaj więcej
Nasze magazyny