Witamina C. Lek na wszystkie choroby od odry do AIDS

W publikacjach medycznych znajdziemy głęboko ukryte dowody, że witamina C to prosty, wielofunkcyjny eliksir, który może skutecznie leczyć wiele "nieuleczalnych", śmiertelnych chorób, od polio aż po AIDS, a także różne rodzaje infekcji, tak błahych, jak i poważnych.

W lipcu 2009 r. życie Alana Smitha zawisło na włosku. Ten rolnik z Nowej Zelandii zachorował na poważną postać świńskiej grypy i jego stan pogarszał się z dnia na dzień. Lekarze ze szpitala w mieście Tuaranga wprowadzili go w stan śpiączki, a następnie przenieśli go na oddział w Auckland, gdzie został podłączony do aparatury podtrzymującej życie.

Na zdjęciu rentgenowskim jego płuca były całkowicie wypełnione płynem. To był jeden z najgorszych przypadków, z jakimi zetknął się jego lekarz. W końcu okazało się, że Smith choruje na białaczkę włochatokomórkową, nadal jednak miał szansę na przeżycie, jeśli jego płuca zaczęłyby w ogóle funkcjonować. Tak się jednak nie stało. Lekarze powiedzieli wtedy jego żonie Sonii, że w obecnym stanie mężczyzna raczej nie przeżyje i że rekomendowaliby odłączenie go od aparatury.

Jednak szwagier Smitha nie chciał pogodzić się z tym "wyrokiem śmierci". Zażądał, żeby podano mu dożylnie witaminę C. Lekarze odnieśli się do tego sceptycznie, ale - chcąc podtrzymać na duchu rodzinę umierającego - przez kilka dni trzymali go pod kroplówką z 25 g witaminy C. Pod koniec drugiego dnia terapii na zdjęciu rentgenowskim płuc Smitha pojawiły się spore "worki" z powietrzem. Aktywność jego płuc wzrosła do tego stopnia, że można było odłączyć go od urządzeń podtrzymujących funkcje życiowe.

Jeśli będziemy podawali pacjentom z polio witaminę C w dawkach uderzeniowych - od 6 g do 20 g w ciągu doby - nikogo już nie dotknie paraliż i nikogo ta choroba już nie okaleczy. I nigdy już nie wróci epidemia polio
Dr Frederick Klenner

Lekarze niezwłocznie zaprzeczyli, że za "cudownym" ozdrowieniem stoi kuracja witaminą C. Kiedy jednak odłączyli go od kroplówki, stan pacjenta natychmiast się pogorszył. Pod naciskiem jego rodziny, lekarze w końcu zaczęli podawać Smithowi mniejszą dawkę - 1 g witaminy dwa razy w ciągu dnia. Jego stan się poprawiał, ale dużo wolniej. Przeniesiono go do innego szpitala, gdzie odzyskał przytomność i jego witaminowa kuracja zakończyła się na dobre.

Wtedy Sonia Smith zdecydowała, że będzie podawała mężowi witaminę C w tabletkach. Był to lek oparty na nowej formule i miał być równie skuteczny, jak ten podawany dożylnie (ramka niżej). Smith zdrowiał w oczach. Lekarze szacowali, że będzie mógł opuścić szpital po 3 miesiącach rehabilitacji. Tymczasem wyszedł z niego o własnych siłach po... dwóch tygodniach! Zanim wrócił do domu, został poddany ostatnim badaniom. Nie stwierdzono u niego żadnych objawów białaczki.

Witamina C, technologia kapsulacji liposomalnejNowa forma witaminy C

Kiedy lekarze nie chcieli przepisać Alanowi Smithowi zastrzyków z witaminy C, jego żona podała mu ten lek w nowej formie, doustnie. Doprowadzona do perfekcji przez amerykańskiego kardiologa Thomasa E. Levy'ego, autora książki Lecząc nieuleczalne (LivOn Books, 2002 r.), technologia kapsulacji liposomalnej (LET), pozwala dostarczać witaminę C w mniejszych dawkach, ponieważ substancja jest zamknięta w tłuszczowej kapsułce. Dzięki temu nie zostanie wchłonięta ani wydalona do czasu, aż będzie potrzebna.

Liposom to mikroskopijna cząsteczka fosfolipidu (tłuszczu) w kształcie lizaka z dwoma patykami po przeciwnych stronach. Te maleńkie cząsteczki mają wiele zalet, ale przede wszystkim odbudowują ściany komórkowe i mają niezwykłą właściwość: główka "lizaka" kieruje się do wody, podczas gdy "patyki" odpychają wodę i przyciągają tłuszcz.

Liposom. Technologia kapsulacji liposomalnejLiposom

Kiedy tylko te cząsteczki znajdą się blisko wody (tak, jak w komórkach ciała), na ich powierzchni powstają dwa rowki. Dzięki temu "patyki" lizaka, które poszukują tłuszczu, przywierają do siebie i tworzą półprzepuszczalną membranę wokół cząsteczki.

Tym samym mechanizmem posługuje się błona komórkowa, która otacza cytoplazmę - galaretowatą substancję wypełniającą komórki ciała. Dzięki temu przez błonę mogą "wchodzić" i "wychodzić" inne cząsteczki. W przypadku LET, małe kuleczki składają się głównie z wody i, choć mają półprzepuszczalną otoczkę z tłuszczu, mogą przenosić w sobie substancje rozpuszczalne w wodzie - jak witamina C.

Producenci LET coraz chętniej używają fosfatydylocholin, kwasów tłuszczowych zawierających liposomy, niekiedy izolowanych z białek zwierzęcych, np. tych w kurzych jajkach. Jednak częściej jest to po prostu lecytyna zawarta w soi.

Liposomy są idealnymi "pojemniczkami" na składniki odżywcze i leki, z wielu powodów. Chronią swój "ładunek" przed strawieniem, zanieczyszczeniami i zniszczeniem przez enzymy, żółć, soki trawienne czy krew. Działa to w obie strony: substancje zawarte w liposomach nie mogą reagować z żadnymi innymi związkami, do czasu gdy zostaną "uwolnione".

Ze względu na ich mikroskopijny rozmiar, uważa się, że produkty LET przechodzą bez szwanku przez jelito cienkie, gdzie są wchłaniane przez limfę i wraz z nią doprowadzane do wątroby. Znajdujące się tam komórki rozbijają liposomy, uwalniając ukryte w nich składniki odżywcze, które teraz mogą zostać rozprowadzone po całym organizmie.

Badacze witaminy C są podekscytowani odkryciem LET, ponieważ do tej pory obowiązywał kompromis, na mocy którego osobie ciężko chorej podawano witaminę C pod postacią kroplówki. Jednak LET docelowo ma się wchłaniać 10 do 20 razy szybciej niż kwas askorbinowy podawany doustnie i działać znacznie skuteczniej, niż kroplówka - obiecują uczeni.

Na razie jednak dowody na znacznie większą skuteczność technologii LET są słabe. Stephen Hickey z Manchester Metropolitan University, współpracujący z londyńską Biolab Medical Unit, określił, jaki jest poziom witaminy C we krwi po przyjęciu pojedynczych dawek doustnie i w technologii LET. Ochotnicy brali kwas askorbinowy co 30 minut przez 6 godzin. Rezultaty Hickey porównał później z danymi dostępnymi w publikacjach medycznych i z wynikami 10-letnich badań Biolabu.

Do tego momentu badania sugerowały, że najwyższy możliwy poziom witaminy C we krwi to 200 µML - 1. Hickey udowodnił, że - używając technologii LET - można go zwiększyć nawet do 400 µML - 1 i to po jednej dawce! Jak spekuluje w swoim studium, możliwe jest osiągnięcie nawet dużo wyższego poziomu, tyle że po kilku dawkach. Co to oznacza dla medycyny? Według autora badań, witaminy C będzie można używać jako potężnej broni przeciwko nowotworom: "Na przykład, krótka kuracja in-vitro w przypadku chłoniaka Burkitta zawiera taką dawkę kwasu askorbinowego, żeby jego poziom we krwi wzrósł do 400 µML - 1. To umożliwia zabicie połowy komórek rakowych."

Choć Hickey powtarzał testy na ochotnikach, a ich wyniki jasno dowodziły wyższości LET nad innymi metodamimiał tylko dwóch pacjentów, więc potrzebne są kolejne badania na ludziach. Suplementy LET można kupić w internecie na www.lyposphericnutrients.co.uk. Pudełko z 30 saszetkami (zawierają 1000 mg fosfolipidów witaminy C) kosztuje 29.95 £. Przy zakupie 12 lub więcej pudełek, cena pojedynczego zestawu spada do 22.95 £.

dawki witaminy CDlaczego dawki witaminy C muszą być takie duże?

To powszechnie znany fakt, że witamina C jest "dawcą" elektronów. "Dostarcza" elektrony do walki z wolnymi rodnikami. W wyniku tego procesu powstaje kwas dezoksyaskorbinowy, który następnie jest przekształcany w witaminę C. To znaczy, że poddaje się ona swoistemu "recyklingowi"; nasz organizm może ciągle używać tej samej porcji od nowa.

Ponieważ ten "recykling" zachodzi nieprzerwanie, zdrowi ludzie zwykle potrzebują mniejszych dawek witaminy C niż te, których używał do swoich badań Klenner. Jednak, kiedy chorujemy, wolne rodniki namnażają się dużo szybciej, niż witamina C jest w stanie dostarczyć elektronów do walki z nimi. Gdy ciało poddaje się działaniu wolnych rodników i stan chorego się pogarsza, ogromne ilości kwasu askorbinowego ulegają zniszczeniu. Większość chorób zakaźnych okazała się zabójcza, bo powodują powstawanie gigantycznej armii wolnych rodników. Witamina C wysyła swoje elektrony do walki z nią, działa więc jak "śmieciożerca".

Według amerykańskiego internisty Roberta Catharta, organizm dotknięty poważną chorobą zakaźną doświadcza ogólnosystemowego ostrego niedoboru kwasu askorbinowego. Cathart uważał, że podawanie 1 - 10 g witaminy C co 24 godziny doprowadziłoby tylko do nieznacznej poprawy. Jedynie dawki uderzeniowe, od 30 do 200 g i więcej, raz na dobę - mogą dostarczać takiej liczby elektronów, żeby mogły one wyeliminować wolne rodniki, których powstawanie towarzyszy większości infekcji.

Jesienią 1939 r. na 3. Kongresie Mikrobiologów na Manhattanie dyskutowano o istotnej wskazówce co do metod walki z najgroźniejszą chorobą tamtych czasów: polio. Pierwsza wzmianka o niej pojawiła się w pracy bakteriologa Clausa W. Jungebluta, który doznał olśnienia, kiedy studiował statystyki dotyczące epidemii polio w Australii w 1938 r. Doszedł do wniosku, że osoby, które zachorowały, cierpiały na niedobór witaminy C.

Już w 1935 r. Jungeblut, profesor bakteriologii na Wydziale Medycyny i Chirurgii Uniwersytetu Columbia w Nowym Jorku, stwierdził, że witamina C może całkowicie zwalczyć wirus polio. Wywnioskował to z eksperymentów na rezusach. Wprowadzał wirus do organizmów małp, a kiedy miały już pierwsze objawy choroby, podawał im uderzeniową dawkę witaminy C. Dzięki tym badaniom zyskał też dowody, że jest ona skuteczną bronią przeciwko tężcowi, zakażeniu gronkowcem, dyfterytowi, opryszczce i żółtaczce!

Jungeblut odkrył, że zastrzyki z witaminy C zapobiegły paraliżowi u jednej trzeciej rezusów zakażonych wirusem polio, a jednocześnie tylko 5 proc. małp straciło pełną sprawność motoryczną. Uczony powtórzył badanie i uzyskał podobne wyniki w większej grupie zwierząt, liczącej niemal 200 osobników. Gdy wstrzyknął im inną odmianę wirusa polio, rezultat był niemal identyczny.

Spośród 60 pacjentów Klennera chorych na polio - 100 proc. było leczonych witaminą C. U wszystkich doszło do całkowitego cofnięcia objawów choroby

Doświadczenia Jungebluta cieszyły się uznaniem w środowisku naukowym do momentu, gdy Albert Sabin, wynalazca szczepionki przeciwko wirusowi polio, spróbował przeprowadzić podobne badania i poniósł klęskę. Tyle że Sabin zakaził małpy znacznie poważniejszymi chorobami i podał im dużo mniej witaminy C. Było to nieco ponad 1/3 dawki, której używał do swoich eksperymentów Jungeblut.

Po fiasku doświadczeń Sabina, zaprzestano wszelkich badań nad skutecznym leczeniem polio witaminą C na co najmniej 10 lat.

Do dziś na choroby zakaźne patrzy się tak, jak w XIX w. O wielu spośród najbardziej znanych chorobach bakteryjnych i wirusowych - jak polio, dyfteryt, zapalenie płuc, gruźlica malaria, trąd czy tężec - myśli się tak, jak na początku minionego stulecia: że są zabójcze i, w większości, nie ma na nie lekarstwa.

Na infekcje bakteryjne pomagają antybiotyki. W przypadku pozostałych groźnych chorób, lekarze utrzymują, że jedynym rozwiązaniem jest profilaktyka zdrowotna. Dlatego poddajemy się tylu szczepieniom, nawet jeśli mogą mieć zgubne konsekwencje.

Jednak w literaturze medycznej nie brakuje dawno zapomnianych dowodów, że witamina C to prosty, wielofunkcyjny eliksir, który może być zabójczy dla wielu infekcji, nazywanych na wyrost "nieuleczalnymi".

Witamina C nie-witamina

Wielu badaczy, którzy jako pierwsi sprawdzili działanie witaminy C, znanej też jako kwas askorbinowy, uważa, że jej nazwa jest nieprawidłowa. Termin "witamina" odnosi się do substancji, które pełnią jedynie rolę regulacyjną i powinny być przyjmowane w śladowych ilościach. Świnki morskie, niektóre naczelne, jak goryle czy szympansy, część nietoperzy i ludzie to jedyne gatunki zwierząt, których organizmy nie wytwarzają własnej witaminy C, wielu naukowców uważa zatem, że ta nieumiejętność to luka w naszym oprzyrządowaniu genetycznym.

Bez względu na to, czy rzeczywiście winny jest błąd w genomie człowieka, ważne jest jedno: nie otrzymujemy wystarczająco dużo witaminy C, zwłaszcza gdy chorujemy. Jeśli przeliczymy jej ilość w organizmach zdrowych zwierząt, które same się w nią zaopatrują, na warunki naszych organizmów, stwierdzimy, że człowiek potrzebuje jej znacznie więcej, niż 75 mg w ciągu doby, jak przewidują wskazania dziennego spożycia GDA - Guideline Daily Amounts (np. RDI lub RDA), opracowane przez naukowców z różnych instytucji zdrowotnych. Żebyśmy otrzymywali tę samą dawkę w przeliczeniu na kilogram masy ciała, co, dajmy na to, szczury - musielibyśmy brać od 2 do 4 g dziennie, gdy jesteśmy zdrowi, i nawet 15 g dziennie w czasie choroby.

Węgierski fizjolog Albert Szent-Györgyi, nagrodzony w 1937 r. Noblem w dziedzinie medycyny za odkrycie witaminy C, stwierdził, że kwas askorbinowy jest niezbędny w procesie biologicznego spalania. Doprowadziło go to do wniosku, że witamina C to element nieodzowny dla prawidłowego przebiegu komunikacji międzykomórkowej.

Kieruje nią rygorystyczny system przekaźnictwa elektronowego między wszystkimi cząsteczkami związków chemicznych w ciele człowieka. Jego najważniejszym celem jest utrzymać stały przepływ danych pomiędzy komórkami. Według Szent-Györgyiego, im więcej dostarczamy sobie witaminy C, tym sprawniej przebiega wymiana elektronowa, a co za tym idzie - komórki lepiej "porozumiewają się" ze sobą.

Czy witamina C w jedzeniu może być twoją kuracją?

Wielu z nas uważa, że dostarczamy sobie wszystkich niezbędnych witamin, jedząc określone produkty. Tyle że kiedy chorujemy, nasze zapotrzebowanie na witaminę C może wzrosnąć nawet 100-krotnie! Truskawki, pomarańcze i brokuły zawierają najwięcej witaminy C (1 pomarańcza - 70 mg, szklanka truskawek - 70 mg, szklanka brokułów - 80 mg). Gdybyśmy chcieli spożywać taką ilość tego składnika, jaką rekomendował dr Cathart, oto, jak ogromne ilości tych produktów musielibyśmy spożywać każdego dnia, tylko po to, żeby wyleczyć się z przeziębienia:
witamina C, pomarańczwitamina C, truskawkawitamina C, brokuł

Różnego rodzaju choroby pojawiają się więc wtedy, kiedy ta wymiana jest zakłócona. Choroby zakaźne, alergie, dolegliwości autoimmunologiczne i wszelkiego rodzaju traumy, jakich doświadcza nasz organizm, to wynik działania tzw. wolnych rodników. Tak nazywa się cząsteczki, które utraciły elektron i poruszają się poza swoim normalnym miejscem położenia.

Wolne rodniki wyłapują elektrony z innych cząsteczek. Daje to początek reakcji łańcuchowej: komórki, z których wolne rodniki "wykradają" elektrony, wciągają te wolne rodniki do przyległych komórek, co powoduje ich uszkodzenie. W efekcie powstaje w nich jeszcze więcej wolnych rodników.

Patrząc z tej perspektywy, choroba to po prostu awaria systemu komunikacji międzykomórkowej. W takim przypadku potrzeba silnych stymulantów, żeby usterka została usunięta, a przebieg tej komunikacji wrócił do normy.

Jedynym sposobem, by powstrzymać namnażanie wolnych rodników, jest zastosowanie "śmieciożerców". Sprawiedliwości nie ma: w naszym ciele są składniki odżywcze i inne związki, które mogą przyczyniać się do powstawania wolnych rodników, ale prawie nie ma takich, które - w przypadku silnej, wycieńczającej choroby - dostarczałyby "wysokoenergetycznych" elektronów, żeby przerwać ten niszczycielski cykl. Wyjątkiem, takim "śmieciożercą" - jest witamina C.

Kuracja witaminą C stworzona przez Klennera, oparta na kombinacji ogromnych dawek podawanych w zastrzykach i tabletkach, spowodowała cofnięcie się wszystkich objawów w ciągu 4 dni

Megadawki kwasu askorbinowego są jednym z nielicznych czynników, które powodują powstanie wystarczająco licznej armii "wysokoenergetycznych" elektronów, żeby położyła kres szkodom wywoływanym przez wolne rodniki i przerwała proces ich namnażania.

Kiedy ciało poddaje się chorobie, zwłaszcza zakaźnej, jego zapotrzebowanie na witaminę C gwałtownie wzrasta. Szent-Györgyi i inni autorzy pionierskich badań nad działaniem witaminy C, którzy przyszli po nim, byli zgodni co do jednego: nasze zapotrzebowanie na kwas askorbinowy zależy wprost od zaawansowania choroby; im poważniejszy jest nasz stan, tym więcej witaminy C musimy sobie dostarczyć, żeby zneutralizować straty wywołane przez wolne rodniki. Co ciekawe, wraz ze wzrostem zapotrzebowania, rośnie też tolerancja naszego organizmu na coraz większe dawki witaminy C. (patrz ramka "Ile witaminy powinno się brać?") W czasie choroby cierpimy bowiem na jej niedobór; organizm kieruje wszystkie oddziały "śmieciożerców" do walki z wolnymi rodnikami.

W latach 40. XX w. odkrycia Szent-Györgyiego wywołały falę zainteresowania witaminą C jako lekarstwem na szereg chorób zakażnych. Wielu badaczy o zapomnianych już dziś nazwiskach prowadziło rozmaite badania i publikowało ich wyniki, które jasno pokazywały, że tak infekcje wirusowe, jak i bakteryjne mogą zostać całkowicie zneutralizowane - a ciało oczyszczone z toksyn - dzięki uderzeniowym dawkom kwasu askorbinowego. Najbardziej obiecujące były badania, które dowiodły niezwykłej skuteczności witaminy C jako pogromcy największej plagi tamtych czasów: polio.

witamina C, kiwiIle witaminy C powinno się brać?

Dr Klenner opracowywał indywidualne dawki kwasu askorbinowego dla pacjentów w oparciu o temperaturę ciała. Gdy spadała, oznaczało to, że kuracja działa. Gdy pozostawała bez zmian albo rosła, zwykle był to sygnał, że należy zwiększyć dawkę witaminy C.

Jednak dawka zależała też od zapasów tej substancji w organizmach pacjentów. Zazwyczaj ci, którzy mieli poważne niedobory, dostawali jej więcej w trakcie leczenia.

W przypadku poważnych infekcji u dorosłych, Klenner przepisywał maksymalnie 200 g w ciągu doby, po części w zastrzykach, a po części - w tabletkach. Dla chorych na wirusowe zapalenie wątroby standardowa dawka dożylna wynosiła 500 - 700 mg na kilogram masy ciała, do tego dochodziło 10 g, podawane doustnie w małych dawkach przez cały dzień. Kuracja miała trwać cztery doby.

Amerykański internista Robert Cathart odkrył, że jedynym wiarygodnym wskaźnikiem indywidualnego zapotrzebowania jest tolerancja układu pokarmowego. Należało więc podawać pacjentom doustnie takie dawki, żeby nie mieli luźnych stolców, co mogło prowadzić do biegunki. "Co najmniej 80 proc. dorosłych pacjentów toleruje 10-15 g kwasu askorbinowego w formie kryształków rozpuszczonych w połowie szklanki wody. Taka dawka musi być podzielona na cztery w ciągu doby, wtedy chory uniknie biegunki." - pisał Cathart.

Po przestudiowaniu przypadków 11 tys. pacjentów doszedł do wniosku, że tolerancja układu pokarmowego zmienia się w zależności od zaawansowania choroby. "Osoba tolerująca normalnie 10-15 g na dobę, może przyjąć nawet 30-60 g, gdy jest lekko przeziębiona, 100 g w przypadku poważnego przeziębienia, 150 g, kiedy choruje na grypę i 200 g na dobę, jeśli ma mononukleozę albo wirusowe zapalenie płuc." - pisał.

Doniesienia jakoby witamina C powodowała wzrost stężenia kwasu moczowego we krwi lub nawroty szkorbutu, okazały się niepoparte dowodami. Podobnie było z pogłoskami, że zażywanie tej substancji zwiększa ryzyko pojawienia się kamieni nerkowych.

Podsumowując wszystkie zebrane wcześniej fakty: "Liczne studia przypadków suplementacji witaminą C nie dają dowodów, jakoby powodowała ona niebezpieczeństwa inne niż okazjonalny nieżyt żołądka".

Nikt nie odkrył jak dotąd takiej dawki, która mogłaby być niebezpieczna. Wiadomo jednak, że kwas askorbinowy podnosi poziom wchłaniania żelaza. Dlatego osoby cierpiące na genetycznie uwarunkowaną hemachromatozę (przeciążenie żelazem), powinny dodatkowo brać witaminę E, by zniwelować efekt powodowany przez witaminę C.

Eksperymenty Klennera

W szczytowym momencie zachorowań na polio, w latach 50., witamina C stała się powszechnie dostępna. Amerykański biolog i lekarz Frederick R. Klenner zaczął eksperymentować z dużymi dawkami podawanymi dożylnie. Specjalizował się w dolegliwościach klatki piersiowej, ale wybrał praktykę ogólną, bo dzięki niej mógł poznać i leczyć różne typy chorób. Jako uczonego szczególnie interesowało go właśnie zastosowanie kwasu askorbinowego.

Klenner był lekarzem "starej szkoły"; pracował ponad siły wraz z żoną-pielęgniarką, przyjmował pacjentów i składał im wizyty domowe nawet, gdy nie mieli czym za nie zapłacić. Witaminą C zainteresował się przez przypadek. Jego żona skarżyła się na krwawienie dziąseł. Dentysta zasugerował, że powinna usunąć wszystkie zęby. Jednak Klenner wyczytał, że u szympansów skutecznym lekarstwem na tę dolegliwość były właśnie duże dawki kwasu askorbinowego. Zastosował tę samą metodę leczenia u swojej żony i wkrótce jej dziąsła przestały krwawić.

Przypadek innego pacjenta, który miał powikłania po zapaleniu płuc, pozwolił Klennerowi rozwinąć badania nad witaminą C jako pogromcą wirusów. Podobnie jak Szent-Györgyi, Amerykanin twierdził, że może ona służyć jako transporter gazów, a zatem wspiera proces oddychania komórkowego.

Między 1943 a 1947 r., Klenner z sukcesem wyleczył 12 przypadków wirusowego zapalenia płuc, posługując się właśnie uderzeniowymi dawkami witaminy C.

Opierając się na tych doświadczeniach, uczony dowiódł, że pacjenci potrzebowali różnych dawek kwasu askorbinowego i różnych sposobów jego podawania - doustnie, dożylnie lub domięśniowo - w zależności od tego, na co i jak poważnie chorowali.

Zainspirował go też artykuł w Australian Journal of Experimental Biology & Medical Science o tym, że w próbkach moczu chorych na polio przeciętny poziom witaminy C wynosił 20 proc., a u osób zdrowych - 11 proc.

Według Klennera, wynik tego badania sugerował, że istnieje związek między zawartością witaminy C w organizmie a chorobami zakaźnymi. Doświadczenia australijskich uczonych rzeczywiście pokazały, że taka zależność jest: im mniejsza ilość witaminy C, tym ostrzejszy przebieg choroby.

To zapoczątkowało wielki projekt Klennera, żeby witaminą C leczyć inne infekcje wirusowe, w tym przede wszystkim polio.

W 1949 r. Klenner opublikował studium, które stało się drogowskazem dla przyszłych badań nad terapią kwasem askorbinowym. Opisał w nim, jak witaminą C leczył polio i inne choroby zakaźne. W grupie 60 pacjentów, którzy zostali poddani takiej kuracji, wyzdrowieli... wszyscy. Objawy zanikły u nich całkowicie.

Każdy z chętnych do udziału w eksperymencie miał zdiagnozowaną chorobę. Piętnastu osobom pobrano płyn mózgowo-rdzeniowy, żeby potwierdzić zakażenie polio. Kolejnych osiem miało bliski kontakt z innymi chorymi, więc najprawdopodobniej same się przy okazji zaraziły. Pacjenci brali uderzeniowe dawki witaminy C z regularnymi przerwami. (patrz ramka "Ile witaminy powinno się brać?"). Rutynowo wracali do zdrowia piątego dnia kuracji. Żadnej z osób nie dotknął paraliż. Nie spotkało to nawet dwóch chorych w tak zaawansowanym stadium polio, że w normalnych okolicznościach już byliby podłączeni do respiratora.

W opublikowanym później raporcie Klenner opisał przypadek pięciolatki ze zdiagnozowanym polio, która - gdy zaczął ją leczyć witaminą C - miała od ponad czterech dni sparaliżowane nogi. Po upływie kolejnych czterech dni dziewczynka odzyskała władzę w nogach; wtedy też została wypisana ze szpitala. Klenner nadal podawał jej kwas askorbinowy doustnie - 1 g co dwie godziny, przez okrągły tydzień, wraz z sokiem owocowym do popicia.

Minęło kolejnych 15 dni. Według raportu Klennera, mała pacjentka odzyskała w pełni czucie w nogach i mogła się normalnie poruszać.

Po tym, jak Amerykanin opisał swoje odkrycia, inni badacze stwierdzili, że w warunkach laboratoryjnych witamina C w dużej dawce unieszkodliwiła wirusa polio tak u zwierząt, jak i ludzi.

Typowa doza, przy jakiej Klenner osiągał najlepsze rezultaty, to 50 - 80 g na dobę w formie zastrzyku. Inni uczeni odnotowali podobne wyniki, podając pacjentom niemal tak samo duże dawki w tabletkach.

Najbardziej przełomowym odkryciem Klennera okazały się właśnie eksperymenty z różnymi sposobami podawania witaminy C, dożylnie lub domięśniowo. Był przekonany, że - kiedy dostarcza się kwas askorbinowy bezpośrednio do krwiobiegu lub mięśni - poziom nasycenia tkanek tą substancją wzrastał szybciej, niż przy leczeniu tabletkami.

Chciał podzielić się swoim sukcesem. 10. czerwca 1949 r. wygłosił wykład na 98. Dorocznej Sesji Amerykańskiego Towarzystwa Medycznego w Atlantic City w stanie New Jersey.

Był to najgorszy moment światowej epidemii polio. Klenner stwierdził, że przez 7 lat wyleczył wiele osób cierpiących na choroby zakaźne w ciągu 72 godzin od momentu, gdy zaczął im podawać ogromne dawki witaminy C w niewielkich odstępach czasu.

"Wierzę, że jeśli będziemy podawali pacjentom z polio witaminę C w dawkach uderzeniowych - od 6 tys. do 20 tys. mg w ciągu doby - nikogo już nie dotknie paraliż i nikogo ta choroba już nie okaleczy. I nigdy już nie wróci epidemia polio" - powiedział.

To śmiałe stwierdzenie przeszło bez echa. Żaden badacz nigdy nie próbował zweryfikować jego wniosków. Kongres nie wydał ani pensa z miliona dolarów prezznaczonego na badania nad lekarstwem na polio na doświadczenia z użyciem kwasu askorbinowego.

Klenner napisał później w pracy opublikowanej w 1959 r.: "Mając do czynienia z ostrą postacią choroby, powinno się podawać witaminę C bez przerwy, tak doustnie, jak i dożylnie, i to doprowadzi do szybkiego ozdrowienia. Wierzymy, że dożylnie wystarczy podać od 250 do 400 mg witaminy C na kilogram masy ciała co 4-6 godzin, a później co 8-12 godzin. Z kolei dawka doustna powinna być największą, jaką toleruje organizm. O tych, którzy nadal twierdzą, że polio to choroba nieuleczalna, mogę powiedzieć jedno: kłamią. Polio w ostrej postaci może zostać całkowicie wyleczone w 96 godzin albo krócej. Błagam kogoś u władzy, żeby pozwolił tego spróbować".

Proste wskazówki dawkowania witaminy C

Doktor Robert Cathart rekomendował poniższe dawki w przypadku tych konkretnych dolegliwości. Jeśli jesteś poważnie chory, radzimy jednak pójść do lekarza, który zna się na kuracjach z użyciem w Witaminy C:

Choroba                                                                 |   Łączna dawka dobowa [g] |               Dawkowanie

Ostre przeziębienie                                                   |           60-100                 |          8 - 15 razy w ciągu 24 h

Grypa                                                                           |          100-150                 |         8 - 15 razy w ciągu 24 h

Wirusowe zapalenie płuc i inne groźne infekcje  |          150-200+               |        12 - 18 razy w ciągu 24 h

Wirusowe zapalenie wątroby a witamina C

Później Klenner odkrył, że witamina C jest skutecznym lekiem na inne tzw. "nieuleczalne" choroby wirusowe i bakteryjne, które co roku zabijają miliony ludzi na całym świecie.

W późniejszych latach kariery Klenner opracował różne kuracje oparte na kombinacji podawanych doustnie i dożylnie ogromnych dawek kwasu askorbinowego (patrz ramka "Ile witaminy powinno się brać?"), które z sukcesami stosował do leczenia konkretnych chorób.

Znalazło się wśród nich wirusowe zapalenie wątroby, uważane za jedną z najpoważniejszych infekcji tego organu. Klenner opublikował historie wielu wyleczonych pacjentów. Podawał im dożylnie 135-270 g, a jednocześnie doustnie - 45-180 g witaminy C w ciągu doby. W każdym z opisanych przypadków, wszystkie symptomy zanikały i pacjent wracał do pełni zdrowia przed upływem 4 dni.

Nie tylko cytrusy -
10 najlepszych źródeł witaminy C

Dla tych, którzy chcą dostarczać sobie więcej witaminy C każdego dnia
źródła witaminy C

Klenner miał nawet okazję porównać skuteczność swojej kuracji z tradycyjnym leczeniem, kiedy na zapalenie wątroby zachorowały dwie mieszkające razem osoby i tylko jedna z nich została jego pacjentem. Chory, którym opiekował się Klenner, już po kilku dniach poszedł do pracy. Jego współlokator spędził niemal miesiąc w szpitalu.

Oprócz Klennera, wielu innych lekarzy donosiło wtedy o zadziwiającej skuteczności witaminy C jako lekarstwa na wirusowe zapalenie wątroby, również typu B. Jednak nie odnotowali przypadków aż tak szybkich ozdrowień. W jednym ze studiów opisano przypadek 63 dzieci, które cierpiały na ostrą postać żółtaczki.

Dzięki kuracji witaminą C (podawano im tylko 10 g dziennie) stan większości z nich uległ zdecydowanej poprawie w ciągu 5 dni.14 Innym wstrzykiwano tylko 2 g na dobę i musiało upłynąć nieco więcej czasu, żeby objawy całkiem u nich zaniknęły.

Witamina C okazała się pomocna także przy zapobieganiu zakażeniom żółtaczką przy transfuzjach krwi. W jednym studium opisano aż tysiąc przypadków pacjentów, którzy mieli przetaczaną krew, a potem przez 6 miesięcy przyjmowali doustnie 2-6 g witaminy C dziennie.

Odra, świnka, różyczka i ospa wietrzna

Witamina C może równie skutecznie leczyć te choroby, które są uważane za "nieuleczalne", a przeciwko którym szczepimy się jako dzieci: odrę, świnkę, różyczkę, ospę wietrzną, tężec czy dyfteryt.

Takie doświadczenia Klenner prowadził na własnych córkach. Dziewczynki jednocześnie zachorowały na odrę. Wszystkie objawy zaniknęły u nich w ciągu 4 dni po tym, jak przez 48 godzin podawał im doustnie 1 g kwasu askorbinowego w dwugodzinnych odstępach.

Większość publikacji Klennera na temat odry dotyczy indywidualnych przypadków, dostarczają jednak przekonujących dowodów, że witamina C może wyleczyć nawet najostrzejszą czy najbardziej nietypową postać choroby albo przynajmniej powstrzymać jej rozwój. Klenner szybko się zorientował, że - w przypadku niemowląt - może osiągnąć szybsze i lepsze rezultaty, podając im regularnie 1 g kwasu askorbinowego dożylnie lub domięśniowo przez parę dni. Po takiej kuracji, nawet maluchy poniżej 1 roku życia z 40-stopniową gorączką wracały do zdrowia w ciągu kilku dób.

Klenner wyleczył też wiele dzieci z zapaleniem mózgu, które jest jednym z najbardziej niebezpiecznych, bo potencjalnie zabójczych, powikłań odry. Podawał im dożylnie stosunkowo niską dawkę kwasu askorbinowego (1-2 g) co dwie godziny. Przez kolejne dwa dni mali pacjenci regularnie dostawali ten sam lek w tabletkach.

Podobny sukces odniósł Klenner przy leczeniu świnki, tak u dzieci, jak i dorosłych. W 33-osobowej grupie pacjentów osiągnął 100-proc. skuteczność leczenia w ciągu zaledwie trzech dni od rozpoczęcia kuracji podawanymi dożylnie i doustnie jednakowymi dawkami witaminy C.

Tak samo szybko zdrowieli pacjenci, którzy mieli ospę wietrzną czy półpasiec - odmianę tej choroby, na którą zapadają dorośli.

Klenner z sukcesem leczył również chorych, którzy chcieli brać tylko witaminę C w tabletkach, pod warunkiem, że używał "końskich dawek". Jedna z osób cierpiących na wirusowe zapalenie wątroby wyzdrowiała po 4 dniach. Co 4 godziny brała 5 g kwasu askorbinowego rozpuszczonego w wodzie i, choć pojedyncza dawka była stosunkowo mała, w ciągu 96 godzin pacjent dostarczył sobie aż 120 g tej substancji.

Bibliografia

  1. TIME Magazine, September 18, 1939; Vol XXXIV No. 12
  2. J Exp Med, 1935; 62: 317-21
  3. J Exp Med, 1937; 65: 127-46; 66: 459-77; 1939; 70: 315-32
  4. J Orthomol Med, 2006; 21: 102-6; www. doctoryourself.com/jungeblut.html
  5. Executive Health, 1978; 14: 1-4
  6. J Orthomol Psychiatry, 1981; 10: 125-32
  7. J Appl Nutr, 1953; 6: 274-78
  8. South Med Surg, 1948; 110: 36-8
  9. South Med Surg, 1949; 111: 209-14
  10. South Med Surg, 1951; 113: 101-7
  11. Med Times, 1955; 83: 1160-1
  12. Tri-State Med J, 1959; February: 1-8
  13. J Int Acad Prev Med, 1974; 1: 45-69
  14. Smith L. The Clinical Experiences of Frederick R. Klenner, M.D.: Clinical Guide to the Use of Vitamin C. Portland, OR: Life Sciences Press, 1988
  15. J Int Acad Prev Med, 1978; 5: 54-8
  16. Lancet, 1990; 335: 235
  17. Med Hypotheses, 1985; 18: 61-77
  18. Am J Clin Nutr, 2005; 81: 736-45
  19. Nutr Rev, 1999; 57: 71-7
  20. J Nutr Environ Med, 2008; 17: 169-77

HIV i AIDS

Po epoce eksperymentów Klennera, trzech amerykańskich uczonych - internista Robert Cathart, biochemik Irwin Stone i laureat Nagrody Nobla w dziedzinie chemii, Linus Pauling - stało się pionierami, jeśli chodzi o szerokie zastosowanie witaminy C do leczenia chorób zakaźnych.

Cathart był pierwotnie chirurgiem-ortopedą. Zaczął eksperymentować z kwasem askorbinowym po tym, jak wyczytał w pracy Paulinga, że ta substancja może powstrzymać rozwój przeziębienia.

Aż do swojej śmierci w 2007 r., Cathart wyleczył ok. 30 tys. osób cierpiących na różne choroby: mononukleozę, zakażenie przewodu pokarmowego, szkarlatynę (łącząc kurację witaminą C z odpowiednio dobranym antybiotykiem). Używał też kwasu askorbinowego do leczenia traumy pooperacyjnej. Prowadził też doświadczenia na nosicielach wirusa HIV. W liście do wydawcy prestiżowego pisma medycznego The Lancet napisał, że kuracja witaminą C podawaną w największych dawkach, jakie toleruje układ pokarmowy (patrz ramka "Ile witaminy powinno się brać?"), doprowadziła do "spowolnienia, zatrzymania, a czasami cofnięcia się na kilka lat" procesu niszczenia limfocytów T przez wirus.

Pacjentom Catharta szybko obkurczały się powiększone w wyniku oddziaływania wirusa HIV węzły chłonne, zwiększała się ich tolerancja na antybiotyki, cieszyli się lepszym samopoczuciem i, co najważniejsze - dłużej żyli.

Gdyby te wczesne obiecujące doświadczenia, pokazujące niezwykłą moc witaminy C w walce z różnymi schorzeniami, doczekały się opisu w najważniejszych publikacjach medycznych, kwas askorbinowy mógłby się okazać najbardziej efektywnym wielofunkcyjnym lekiem z obecnie dostępnych.

To nie przypadek, że teorie na jego temat są do tego stopnia lekceważone - a nawet wyśmiewane - przez medycynę głównego nurtu. Jeśli poważnie rozważano by, czy tani i prosty składnik odżywczy może być alternatywą dla konwencjonalnego leczenia i szczepień, mogłoby to stanowić zagrożenie dla całej współczesnej farmacji.

Lynne McTaggart

Zobacz też:

Zobacz także

Bez antybiotyków

Bez antybiotyków

Zdecydowana większość przypadków zapalenia gardła ma charakter wirusowy, co oznacza, że nie wymaga antybiotykoterapii.

Mutacje DNA, czyli genetyczna ruletka

Mutacje DNA, czyli genetyczna ruletka

Szacuje się, że każdy człowiek jest nosicielem 7-10 mutacji - poważnych błędów w sekwencji DNA.

Borówka brusznica pomoże wątrobie

Borówka brusznica pomoże wątrobie

Jej zielone listki, tradycyjna dekoracja wielkanocnych koszyczków, odkażają drogi moczowe, a czerwone owoce poprawiają trawienie, łagodzą wzdęcia i działają lekko żółciopędnie.

Jarząb pospolity. Kiedy sięgnąć po owoce jarzębiny?

Jarząb pospolity. Kiedy sięgnąć po owoce jarzębiny?

Czerwone korale jarzębiny to nie tylko ozdoba jesiennego krajobrazu, ale i cenne źródło zdrowia.

Dopamina i choroba Parkinsona

Dopamina i choroba Parkinsona

Zasadniczą przyczyną choroby Parkinsona jest niedobór dopaminy. Zwiększenie syntezy tego neuroprzekaźnika może okazać się kluczem do zatrzymania objawów schorzenia, które staje się udziałem coraz większej liczby osób.